Po 10 latach małżeństwa z żoną (a 16 związku ogółem) chodzi mi po głowie rozwód. Nie myślałem, że kiedyś do tego dojdzie bo myślałem że dożyjemy razem starości ale coś we mnie pękło. Nie moge przy niej normalnie funkcjonować, irytuje mnie, jej podejście do życia się zmieniło, skupia się tylko na ogarnianiu dzieci (choć oczywiście i jest to mój obowiązek) a na wszystko inne 'nie ma czasu / nie ma siły'. Ale nie, żebyśmy mieli jakieś małe dzieci, najmniejsze ma 4 lata, najstarsze 7. I nie żeby miała jakoś mało czasu bo pracuje na 3/4 etatu. Siedzi w domu całe dnie, przestała o siebie dbać i nie będę tego ukrywać, nie pociąga mnie już przez to fizycznie. Większość naszych rozmów kończy się sprzeczkami, czasem dużymi kłótniami i często wole w ogóle z nią nie rozmawiać niż tak kończyc. Może i moje podejście się zmieniło, nie ukrywam że jest taka szansa.Kiedyś ją bezgranicznie kochałem a teraz nie potrafię powiedzieć co do niej czuje. Gdyby nie dom i dzieci myślę, że od razu bym związek skończył. Jednak dzieciaków mi najbardziej szkoda ale wiem, że tkwienie w takim może tylko sprawę pogorszyć. Sam nie wiem co robić. Terapia dla par? Zawsze wydawało mi się to abstrakcją Nie oczekuje żadnej pomocy tutaj. raczej chciałem się wyżalić bo nie mam komu Miłego dnia#zwiazki #zwiazek #malzenstwo #gownowpis #zalesie

