Ehh mirki #zalesie bo ciężko ostatnio, głównie chciałem ponarzekać, jak ktoś ma jakieś rady to też fajnieMam 27 lat a czuję się jak wrak człowieka, zdrowie fizyczne i psychiczne mam zniszczone.- ojciec alkoholik i hazardzista(z hazardem skończył w okolicach 2015 ale co za dzieciaka musiałem chować przed nim kasę żeby było co jeść w domu to moje)- nadopiekuńcza mama, którą kocham bardzo i jest złotą kobietą ale jest za dobra i dla mnie i dla ojca, część moich problemów też wynika na pewno z tej nadopiekuńczości- #depresja i #nerwica od dzieciaka nie umiałem sobie radzić ze stresem, w dorosłym życiu było coraz gorzej do stopnia w którym przez stres nabawiłem się innych problemów zdrowotnych. Leczę się psychiatrycznie, dzięki lekom jest znośnie(chociaż nie zawsze).- na terapię mnie nie stać, rok temu dostałem skierowanie na nfz ale przez historię o wątpliwej jakości odpuściłem i postanowiłem czekać aż znajdę pracę i wtedy pójść prywatnie. Po czasie jednak rozważam na nfz, bo nie wiem kiedy pracę dostanę jakąś- przewlekłe zapalenie żołądka i dwunastnicy(właśnie od stresu), które u normalnych ludzi nie są zazwyczaj ani jakieś groźne ani uciążliwe ale u mnie objawy są mega uciążliwe(tępe bardzo nieprzyjemne bóle brzucha, zgaga, problemy z krtanią i przełykaniem), żeby trzymać to cholerstwo w ryzach muszę być na bardzo ścisłej i ograniczonej diecie, która dodatkowo jest jeszcze ograniczona przez problemy z woreczkiem żółciowym, który pewnie będę musiał wyciąć a bardzo się tego boję bo może to pogorszyć jeszcze problemy z żołądkiem.Generalnie to to jest najgorsza rzecz dla mnie i już chyba pod względem żywienia nie wrócę do normalności, zły jestem na to strasznie bo zawsze byłem szczupły i odżywiałem się zdrowo nawet zanim pojawiły się u mnie jakiekolwiek problemy z układem trawiennym. Czuję niezdrową zawiść do ludzi, którzy mogą normalnie jeść syf latami albo dekadami i nic im nie jest albo mają problemy ale nie tak dokuczliwe jak u mnie.- szumy uszne, które mam od ponad 10 lat i które do niedawna były znośne mimo, że mam kilka dźwięków w uszach(dość głośny pisk, dzwonienie, szum morza, cichszy pisk i w sumie nie wiem co tam jeszcze bo ciężko je odseparować) to jakiś czas temu się nasiliły do stopnia, w którym mam problemy z zasypianiem i nawet jak zasnę to budzę się po kilka razy w nocy. W ciągu dnia też niestety trochę mi dokuczają(przed pogorszeniem prawie w ogóle nie zwracałem na nie uwagi w ciągu dnia, teraz jest wyraźnie gorzej ale do zniesienia jeszcze). Męczy mnie też strasznie, że ludzie totalnie nie rozumieją jak ten problem negatywnie wpływa na psychikę, od 10 lat nie zaznałem ciszy i już nie zaznam.- kręgosłup rozwalony i pokrzywiony na całej długości(lordoza, skolioza, garbienie się), kilka lat temu jak jeszcze byłem aktywny fizycznie to było ok, udało mi się wyprostować w miarę posturę na siłce, ale potem rozwaliłem sobie bark(którego do tej pory nie udało mi się naprawić mimo rehabilitacji i zastrzyków) i od 4 lat prawie 0 aktywności fizycznej. Pobolewał mnie od roku ponad ale teraz od marca jest lipa straszna, nie jestem w stanie siedzieć ani chodzić w większych ilościach bez przerwy(z godzinę maks) potem muszę leżeć i tak ostatnio większość dnia spędzam w łóżku. Miałem kilka tygodni temu 2 tygodnie rehabilitacji, która nie pomogła początkowo za bardzo, teraz po około miesiącu dzięki regularnemu robieniu ćwiczeń od fizjo, które mi pokazał na rehabilitacji widzę lekką poprawę ale nadal mam duży problem z siedzeniem co jest dla mnie straszną udręką bo nie mam lapka tylko pc i żeby coś produktywnego robić muszę siedzieć.- krzywa przegroda, ciągły katar, zatkany nos i bóle głowy, niedługo idę do laryngologa może coś pomoże i chyba się zdecyduję na prostowanie, którego od lat unikałem bo słyszałem, że jest bardzo nieprzyjemne i i tak problemy po czasie wracają. Ostatnio jednak nos mi dokucza na tyle, że muszę coś z nim zrobić.- trądzik, którego już nigdy nie wyleczę chyba. Teraz jest w miarę lekki, próbowałem antybiotyków, izoteku, diet itp. nic nie pomogło na dłuższą metę, izotek działał dopóki go brałem, jak przestawałem to wracał, kilka cyklów na nim miałem ale więcej nie mogę przez kłopoty z przewodem pokarmowym.- brzydal ze mnie trochę z garbatym nosem, brzydką pryszczatą mordą i krzywymi zębami(jak mnie będzie stać na aparat to założę ale na razie odległa przyszłość). Na plus, że mam zajebistą paczkę kumpli, dzięki nim i studiom jestem dość dynamiczny i pewny siebie bo kiedyś byłem bardzo nieśmiały i wycofany. Wydaję mi się też, że jestem trochę ciamajdą i potrafię najprostsze rzeczy zepsuć przez rozproszenie i brak koncentracji(po części naturalnie tak mam a po części jeszcze szumy uszne źle wpływają często na moją koncentracje). W sumie dam #przegryw chociaż pewnie mnie nie zaakceptują bo jestem za wysoki(185cm), mam przyjaciół i aż raz był segz grany ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pewnie failed normie bardziej pasuje ale w.e- do tego jeszcze kilka innych problemów zdrowotnych, też nie groźnych ale upierdliwych. Generalnie to moja jakość oraz komfort życia są bardzo mizerne, ciągle mnie coś boli, ciągle jest coś nie tak i to mi najbardziej uwiera- jestem bezrobotny, skończyłem niby niezłe studia techniczne na polibudzie, mam inżyniera ale przez problemy ze zdrowiem psychicznym i fizycznym siedzę w domu, nigdy nie miałem #pracbaza poza jakimiś wakacyjnymi gównorobotami w okresie studiów, nie mam nawet co w CV wpisać bo często rzucałem je po kilku dniach/tygodniach albo były na czarno.- od zawsze mam gigantyczne problemy z prokastrynacją, na studiach jak miałem egzamin to potrafiłem wstać z łóżka, ubrać się, wyjść w domu i zawrócić po wyjściu bo stwierdzałem, że za zimno. Jeden przedmiot z 2 semestru zaliczyłem na semestrze dyplomowym, nie dlatego, że nie byłem w stanie zaliczyć, tylko dlatego, że ani razu wcześniej nie poszedłem na egzamin bo był zawsze rano. Za czasów szkoły nigdy nie odrabiałem żadnych prac domowych, wszystko spisywałem w szatni, uczyć też się prawie nie uczyłem bo zapamiętywałem z lekcji, dopiero w na studiach musiałem zacząć i bardzo było to dla mnie problematyczne.- jedyna w miarę sensowna rzecz to staż w serwisie komputerowym ale to tylko 2 miechy- jakiś czas temu miałem plan wbić w #it ogarnąłem w miarę linuxa, trochę bazy danych, #programowanie na poziomie napisania todoista(no może trochę więcej bo sporo appek napisałem ale raczej z tutorialami i doszedłem do etapu, że chciałem napisać coś samemu ale potem przez problemy zdrowotne, prokastrynacje i moją zrytą psychikę odłożyłem plany), jakieś aws, trochę dockera no i chciałem może na jakiegoś supporta/junior admina szukać miałem kilka rozmów, raz dostałem się nawet na techniczną ale się przestraszyłem i odwołałem(i tak bym nie mógł tam pracować bo 2-3 razy w tygodniu wymagali pracy z biura w mieście 3h pociągiem od mojego).- nie wiem co CV wpisać, nie chcę kłamać ale mam wrażenie że bez tego nic nie dostanę. Kumpel mnie namawiał, żebym wpisał jego firmę(znaczy on pracuje w jakiejś firmie i jest tam programistą) i się na niego powoływał jak będę szukał roboty i ok może przy szukaniu pracy by to przeszło ale co jakbym dostał pracę i w HR by mnie prosili o jakieś świadectwa pracy itp? Co im wtedy powiem i dam? Nic, bo nigdzie nie pracowałem, muszę wysyłać puste CV bez doświadczenia w wieku 27 lat. Jedyny plus, że jest dobrze zrobione bo mi kumpel pomógł. - Wiem, że duża część problemów to moja wina ale chciałbym dostać jakąś pracę i wyrwać się z domu, ale mam też strach przed pracą i tym jak będą ją w stanie pogodzić z moimi problemami zdrowotnymi, robienie czegoś stacjonarnie przynajmniej na razie odpada(a nie wiem czy w ogóle kiedyś kręgosłup ogarnę na tyle, żebym te 8h z przerwami był w stanie siedzieć nawet), do tego przez żołądek nadal co jakiś czas zdarzają mi się dni w których prawie nie jestem w stanie funkcjonować bo ból jest tak silny.No i ogólnie tyle, ciężko mi strasznie ostatnio, ciągle jakieś nowe problemy zdrowotne, nie wiem jak ogarnąć pracę i czy podołam, mam kilka pozytywów w życiu jeszcze na szczęście i to mnie trzyma, chcę żyć, boję się śmierci ale nie chcę żyć w ciągłym bólu i utrapieniu przez problemy zdrowotne. Wiem, że są ludzie, którzy mają gorsze problemy zdrowotne itp. ale to, że innym gorzej w żaden sposób nie poprawia mi humoru.

