#gorzkiezale, odchudzanie odbiera mi całkowicie radość z życia. Nie mam wiele do zrobienia, chcę tylko pozbyć się delikatnej oponki i zejść z 72 do 67 kg (krasnal 1.7m). Prowadzę maksymalnie siedzący tryb życia, w połowie przez pracę, a w drugiej połowie z wyboru, bo ćwicząc wydaje mi się, że tracę czas. Nie mam też najmniejszego nawet "wyrzutu endorfin" po ćwiczeniach. Latem czasem biegam, ale za każdym razem muszę się do tego bardzo, ale to bardzo zmuszać. Na samą myśl już mi się nie chce.Czuję się niekomfortowo ze swoim brzuchem, ale jednocześnie jestem dosłownie zdołowany ograniczając sobie jedzenie. Tyję bardzo, ale to bardzo szybko (jeden weekend wolny od zasad spokojnie niweczy dwa tygodnie odchudzania), za to chudnę makabrycznie powoli. Co zresztą ma nawet matematyczny sens, bo zakładając bmr na poziomie 1600 kcal i zero w okolicy 1900 - 2000, realnie jestem w stanie uciąć 300 kcal dziennie, czyli 2k tygodniowo. Za to zjedzenie 4k jednego dnia nie jest dla mnie żadnym wyczynem.I tak to się ciągnie w nieskończoność, nie ma dnia, by nie chodził za mną makaron, pizza, zapieksy, słone przekąski. Jutro kończy się festiwal pizzy, na który najchętniej chodziłbym co tydzień (mimo, że pizza z ph to nie jest szczyt osiągnięć kulinarnych ludzkości, ale to jedzenie bez limitów...). Robi się ładna pogoda, w weekend skoczyłbym na jakiś b&b za miastem, zjadł w restauracji. Ale każda taka przyjemność to 1 - 2 tygodnie w kierunku przeciwnym do osiągnięcia celu, więc nic z tych rzeczy od 2 miesięcy.Nic innego nie sprawia tyle przyjemności w życiu, co dobre jedzenie. I nic tak nie odbiera przyjemności, jak jego brak. Nie oczekuję żadnych rad, musiałem wylać żale.#chudnijzwykopem #odchudzanie #gorzkiezale #zalesie #dieta

