Jak sobie poradzić z lenistwem ale już w takiej formie mocno patologicznej, mianowicie, mając 36 lat:- niechęć do pracy, awansu, trzymanie się kurczowo najprostszego stanowiska które gwarantuje jako takie pieniądze, ale co najważniejsze pozwala na opieprzanie się, brak chęci rozwoju, nadgodzin, dodatkowego zarobku,- płacenie innym pracownikom w postaci zamawiania obiadu czy gotówki aby wykonali część pracy za mnie, często głupoty której nie chce mi się zrobić mając i tak sporo luzu w pracy,- olewanie szkoły, studiów - niby skończone już ale serio nie wiem nawet co studiowałem, a ze szkoły średniej mam elementarne braki, 2 lata temu nie wiedziałem gdzie leży np. Ukraina,- brak zainteresowania sprawami bieżącymi jak polityka, gospodarka, nie mam zielonego pojęcie o co chodzi z tym CPK, kto jest jakimś posłem czy ministrem i tak dalej, nie mam pojęcia co to były za wybory parę dni temu, nigdy chyba na wyborach nawet nie byłem,- brak zainteresowania rodziną, jakimiś poglądami religijnymi itp - przykładem są święta, nie chce mi się jeździć do rodziny na jakieś wigilie i nie kumam, że chce się ludziom gotować tyle potraw i ubierać choinkę, nie wiem jak wyglądają moi wujkowie, kuzyni bo nigdy nie chciałem do nich jeździć, a jak oni przyjechali to wychodziłem z domu na cały dzień,- brak zainteresowania kobietami - to łączy się z poprzednim, a dla mnie rodzina=obowiązek, boje się związku, a nigdy nie trafiłem kobiety takiej jak ja, wręcz byłem creepem dla lasek jak opowiadałem im to co teraz opisuje, a potomstwo to już wgl,- znajomych mam ale zupełnie nie dbam o relację z nimi, czasem się nie odzywam do nich miesiącami, olewa, ale czasem wyjdę się spotkać, czuje się jak widmo wśród nich bo nie dość, że ze sobą trzymają na co dzień, nawet przez messengera, to gadają o rzeczach abstrakcyjnych dla mnie jak kobiety, rodzina, marzenia, praca, polityka, - cholera oni potrafią na temat jakiejś whisky którą piją opowiadać godzinami, skąd to można wiedzieć?- #dieta - tu mam problem bo wydaję duże pieniądze, na zamawianie jedzenia, nie lubię gotować sobie, a nawet jak próbuje z tym walczyć to kończy się popsutym jedzeniem którego praktycznie nie tknę przez kilka dni - wyrzuty sumienia, że nie smakuje, że się narobiłem, że trzeba to wszystko zmyć, że głodzę się od paru dni bo postanowiłem, że nie będę jadł zamawianego. Miesięcznie wydaje ok. 4tys zł na zamawianie jedzenia. Jak ze sobą walczę to mniej, ale potrafię wtedy głodować po 3-4 dni bez jedzenia lub jedząc łyżkę tego co przygotowałem, wyjściem jest catering dietetyczny, płaci się mniej ale mam presję na sobie, że przecież miałem z tym skończyć, łatwiej mi odmówić sobie jednego zamówienia, a jak mam catering to nie mam szansy nawet walczyć ze sobą,- ogólnie wszystko jest dla mnie za trudne, nie chce mi się kąpać, robię to tylko dlatego, że chodzę do pracy, w weekendy jak nie wychodzę to się nie kąpię, jem plastikowymi sztućcami bo nie chce mi się zmywać, mam wiele kupionych rzeczy których nie otworzyłem np. rower stojący w salonie w kartonie, zmywarka od 4 lat nie podłączona, od miesięcy nie wymieniona żarówka w aucie, laptop kupiony rok temu i tylko raz włączony (brak chęci na przenoszenie danych i instalacji wszystkiego - a mam jeszcze stary komputer z w7), telewizor który włączyłem od 4 lat może z 5 razy, nierozpakowane prezenty od rodziny od lat (leżą w torbach prezentowych), ogólnie żyje w syfie,- brak jakiś zainteresowań, marzeń, nie robię nic, nie chce mi się oglądać netflixów, filmów, sportu, grać w gry, mówię sobie stale, że kiedyś to nadrobię, nie miałem nigdy marzeń jako dziecko, moi rówieśnicy zbierali truskawki za grosze aby na 18nastke zrobić sobie prawko, ja miałem w to wywalone, a jak ojciec się wkurzył jak miałem z 20parę lat i dał mi na te prawko to na jazdy chodziłem raz w miesiącu. I nie byłem jakimś bananem, że wszystko w domu było, ale biedy też nie było. Znajomi imprezowali, ja nie bo nie miałem kasy, pracować w wakacje się nie chciało. Wyjazd na wakacje to dla mnie udręka, nie pojmuje jak ludzie mogą za to płacić i jeszcze się cieszyć. Jak pojechałem gdzieś ze znajomymi to wracałem jeszcze bardziej zmęczony. Jak pojechałem raz z koleżanką (jej inicjatywa, bajerowała mnie) to się obraziła bo nie chciałem z nią spacerować po górach, wymyślałem historie, że skręciłem nogę i ona musiała samemu sobie zwiedzać. Nie zamoczyłem nawet bo mi się nie chciało, choć mieliśmy wspólne łóżko.Da się coś z takim przypadkiem zrobić? Jakieś pogadanki u psychologa miałem kilka razy w życiu, i w ostatnich latach jak i jako nastolatek, był też psychiatra i jakieś leki (jak będzie trzeba to odnajdę nazwę), ale wszystko raczej sprowadzało się do "idź pobiegaj". Badania z krwi, moczu i tak dalej w normie. Cukrzycy nie mam, tarczyca ok, niedoborów witamin też nie mam, ale jakiś tam lekarz kazał suplementować m.in. witaminę D i nic to nie zmieniło (jak trzeba to znajdę co i ile brałem bo były to suple z apteki na receptę).A co wgl robię? Nic konkretnego, głównie leżę, coś tam poklikam na komputerze tj. wykop, kwejk, youtube ale bez jakiegoś zainteresowania się czymś głębiej.Celowo nie taguje przegryw bo nie czuje się nim, nie mam żadnej fobii społecznej, nie mam jakiegoś depresyjnego nastroju, myśli samobójczych i tak dalej. Choć nie podoba mi się moje zachowanie i podejście. #depresja #zalesie #psychologia #feels #lenistwo

