Praca na uczelni jako ktoś kto robi to dla zabawy, kto dorobił się w biznesie, nie ma żadnych zobowiązań i chce popracować sobie ze studentami żeby nauczyć ich czegoś przydatnego jest bardzo wesołym przeżyciem. Patrzysz na to, jak ludzie biją się o pracę na 0,5 etatu za 1800 zł na rękę, żeby w perspektywie 3 lat dostać pełnoetatową umowę na czas nieokreślony za 4,5k netto xDMożna obserwować niezwykle dużą determinację i pracowitość asystentów, adiunktów i post-doców w pozyskiwaniu żenująco niskiego finansowania na ich czasochłonne projekty badawcze.Widać też jak pracownicy badawczo-dydaktyczni muszą uczyć czegoś zupełnie innego niż to, na czym się znają, żeby wyrobić pensum. Z lepszym lub gorszym skutkiem maskując swoją niewiedzę.Możesz też kręcić wewnętrzną bekę patrząc na przywiązanie do hierarchii w całym tym śmiesznym towarzystwie. Na przykład gdy poznajesz na uczelni kogoś, kto jest w twoim wieku, ma taki sam stopień naukowy, ale jest z innego wydziału i jest skonsternowany gdy mówisz do niego na "ty", bo... w sumie nie wiem czemu xDMasz wywalone na popełnianie faux-pas, niestosowanie się do akademickich zwyczajów, bo wiesz że nikt poza samymi pracownikami uczelni nie traktuje serio tego czym się zajmuje, wiesz że nawet gdy zrobisz coś niestosownego, to i tak jest to tylko gównopraca z małym wynagrodzeniem.Można też obserwować jak zmienia się w czasie entuzjazm najlepszych studentów 5 roku, którzy idą potem do szkoły doktorskiej i dowiadują się, że życie naukowca to jest jedna wielka pomyłka.Dla kogoś, dla kogo uczelnia jest jedynym możliwym miejscem pracy, bo np. nie ma żadnego doświadczenia rynkowego, jest teoretykiem bez relewantnych biznesowo umiejętności taka praca jest powodem do wiecznego stresu i gonienia ciągle za czymś: przedłużeniem umowy, grantami, publikacjami. Są to też często ludzie przyzwyczajeni do życia w biedzie, mający problemy o których średnio zarabiający człowiek nawet nie pomyśli. I wydaje mi się, że oni chcą tak żyć, nie robią niczego, żeby to zmienić.Z drugiej strony pracownicy wyłącznie dydaktyczni, np. starsi wykładowcy, czy nawet ćwiczeniowcy "z doskoku" na b2b i zleceniach, którzy idą tam dla funu i prestiżu, mogą poświęcać całą uwagę studentom i robić fajne zajęcia, przekazując praktyczne umiejętności. Jest to wtedy praca zupełnie inna, lajtowa, bez stresu. Warunek jest tylko taki, żeby wcześniej być bogatym, bo utrzymać się z tego nie da. Trochę to pachnie klasizmem i jakimś zajęciem dla arystokracji, no ale niestety tak jest. Podsumowując: fajnie się pracuje na uczelni gdy masz kasę i chodzisz tam z nudów, masz stanowisko nienaukowe i musisz przekazywać zdobytą wcześniej praktyczną wiedzę. Robisz wtedy swoje i przyglądasz się z zewnątrz śmiesznej bańce zniszczonych marzeń, pracoholizmu, niespełnionych ambicji, nieszczęść, biurokracji i biedy.#studbaza #studia #pracbaza #praca #kariera #zarobki #zycie

