Ja was przegrywów zwyczajnie nie rozumiem. Z jednej strony plujecie się jak to kobiety lecą na kasę, z drugiej zamiast normalnej relacji romantycznej (w której każdy inwestuje tyle samo) wybieracie sponsoring xD w żadnym moim związku żaden facet nigdy nie wydawał rocznie tyle kasy na mnie, na prezenty z okazji urodzin dajmy na to, ile ty tu tej studentce oferujesz za sam seks na miesiąc (!!!)... W przybliżeniu - jeśli coś z partnerem sobie kupowałam to były to prezenty typu książka, 2-3 razy w roku na różne okazje (i vice versa) i to był cały wydatek faceta na mnie. Wszystko inne zawsze opłacaliśmy 50/50. I jak chcesz napisać, że moi partnerzy to byli jacyś Chadzi xD to nie, obiektywnie były to osoby o przeciętnej urodzie, dla mnie przez fakt zakochania i po prostu dobrego ich charakteru byli jednak 10/10. Ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś wydaje takie kwoty na realnych partnerów co miesiąc - wbrew argumentowi przegrywów, że "dziwki wychodzą taniej". Nie mówię o rzeczach jak budowanie domu - bo przecież ten dom też budujesz dla siebie więc to w ogóle inne kategorie. Przybliżę jeszcze sytuację z jednym chłopakiem z tindera, fajny, młody, poukładane w głowie, pewnego dnia zadał mi zupełnie głupie pytanie "na ile mnie oceniasz?" - ja zgodnie z prawdą napisałam zupełnie obiektywną ocenę wyglądu "5/10". Chłopak był w szoku, nie mógł przeżyć tak niskiej oceny, wydawało mu się, że jeśli dałam mu like to wg mnie on musi być jakiś hiper atrakcyjny. Obraził się o to i ogólnie był to koniec rozmowy. Ja do dzisiaj mam bekę z tego, że koleś myśli, że jak jesteś 5/10, 3/10 itd. to znaczy, że się komuś nie podobasz, czy, że go nie podniecasz :D Ja umiem obiektywnie powiedzieć, że ktoś jest atrakcyjny, np. Henry Cavill jest wg wszelkich ludzkich ocen atrakcyjnym facetem, 10/10 i choćby mi go ktoś na siłę do łóżka wrzucił to bym nie była zainteresowana, bo nie jest w moim typie i tyle, i 10 x bardziej podniecał mnie mój chłopak, który nie miał żadnej dziewczyny przede mną i był prawiczkiem do 28 r.z. - więc obiektywnie chyba dla innych kobiet nie był atrakcyjny, a dla mnie jego wygląd + charakter był moim totalnym ideałem. Więc mogę się tylko pośmiać z tych waszych rozkminek, totalnie oderwanych od tego, że jak masz fajny charakter, jesteś miły i przyjemny to ludzie cię automatycznie bardziej lubią i pożądają, niż jak jesteś jakimiś bucem 10/10. Jasne, ten buc może sobie kogoś znajdzie, może jakoś będzie funkcjonował, ale ludzie przy bliższym poznaniu będą uciekać i tyle. Zabawne jest też to, że jednocześnie w waszych fantazjach pożądacie nie sex bomby, ale właśnie szarej myszki, zbliżonej do przeciętności... a przecież każdy z was powinien pożądać i chcieć być w związku z Angelina Jolie, czy Sharon Stone.