lojalny-wędrowiec-58 pisze:
Odpowiem z anonima, bo nie chwalę się swoistą sytuacją, zresztą nie ma czym xD Wiec kolego tak - been there, done that.Mam 31 lat, byłem z jedną dziewczyną odkąd miałem 20. W wieku 24 lat się oświadczyłem, w wieku 26 wzięliśmy ślub. Po jakimś czasie okazało się że żona mnie zdradza, ale to przegadaliśmy i postanowiłem jej wybaczyć - właśnie motywując sobie to podobnie jak Ty - strachem przed tym, że zostanę sam. Na początku tego roku sytuacja się powtórzyła, mimo wewnętrznych rozterek, że może jednak trzeba zostać w tym związku, żeby nie być samemu i znowu jej wybaczyć postanowiłem tego nie robić. 3 miesiące zajęło mi odnajdywanie się w nowej rzeczywistości i szykowanie się do tego żeby zebrać się w sobie i odejść. Teraz jestem już w trakcie rozwodu i czuję się o wiele lepiej niż będąc w takim związku „na siłę” byle tylko nie być samemu. Wiadomo, Twoja sytuacja jest trochę lżejsza, ale z tego co piszesz to i tak nie wydajesz się być w niej szczęśliwy.Najważniejsze to spróbować być samemu - wyjdź sobie gdzieś sam na spacer, do knajpki, albo do kina i oswój się z takim byciem samemu. Okazuje się, że to tylko tak strasznie brzmi, a w rzeczywistości powinieneś dostrzec, że bycie ze samym sobą jest o wiele lepsze dla zdrowia psychicznego niż trwanie w toksycznej relacji. Dodatkowo (ale tego Ci nie zagwarantuje, może po prostu mi się udało ) o dziwo znalezienie kogoś nowego nie jest aż tak trudne (mi też się wydawało, że jak nie będę z była, to już nikogo nie znajdę - też nie jestem Adonisem żadnym xD) jak się wydaje. W zeszłym miesiącu założyłem sobie tindera, bo byłem już gotowy żeby w pełni ruszyć dalej i o dziwo dość szybko udało mi się złapać bardzo dobry kontakt z poznaną tam dziewczyną - i to wcale nieprawda, że są tam same Julki/p0lki - bez problemu powinienes trafić na kogoś normalnego. I uwierz mi, takie poznawanie kogoś i budowanie relacji od zera to bardzo przyjemne uczucie - zwłaszcza po latach tkwienia w toksycznym związku.Trzymaj się i wszystkiego dobrego!