Udało mi się jakimś cudem "wejść do IT" około rok temu, ciężka sprawa, długo szukałem pracy a większość znajomych ze studiów dalej nic nie znalazła albo zupełnie porzuciła nadzieję na wejście do branży. Jak można się domyślić ze względu na sytuację podchodząc do rozmowy o pracę nie miałem zbyt wysokich oczekiwań finansowych bo wiedziałem że nie mogę sobie na nie pozwolić skoro i tak już ciężko znaleźć mi cokolwiek.Tym sposobem wylądowałem jako junior dev na minimalnej krajowej xD Liczyłem że to będzie przejściowe i traktowałem to jak inwestycję w doświadczenie żeby w dłuższej perspektywie wgryźć się w rynek i pracować na lepszych stawkach ale zaczynam widzieć że ciężko jest mi dalej pracować za takie pieniądze a podwyżka o którą będę niedługo się starał dalej będzie stawiała mnie poniżej średniej krajowej. Nie jestem jeszcze na etapie bycia tak wartościowym pracownikiem na rynku gdzie mógłbym podejść z nastawieniem "dajcie więcej albo zawijam do innej firmy" bo po prostu nie ma innej firmy gdzie mógłbym od tak sobie pójść, dalej byłoby mi ciężko znaleźć coś innego w IT co oferowałoby lepsze pieniądze.Boli mnie to jak widzę że moi znajomi którzy nie poszli na studia i jeżdżą na tirach albo pracują w budowlance za granicą zaczynają stawiać domy i jeżdżą dobrymi autami a ja żyję od 1 do 1. Nie czuję wobec nich zazdrości, bardzo dobrze im życzę i cieszę się że sobie radzą, po prostu zaczynam kwestionować swoje wybory życiowe.Czy waszym zdaniem jest sens tkwić w tym IT licząc na lepsze zarobki w dłuższej perspektywie ? Z jednej strony jest to bardzo wygodna praca gdzie siedzę przy komputerku w domu albo klimatyzowanym biurze, mam owocowe czwartki, multisporty i całkiem dobry work-life balance ale aktualnie zarabiam tak mało że rozważam rzucenie tego i wyjazd za granicę jako semitechniczny robol gdzie mając głowę na karku i odciski na rękach odłożę w przeciągu 5 lat pieniądze na mieszkanie albo własny biznes. #it #pracait #studia #studbaza #programowanie #programista15k (xD) #emigracja

