Mam problem z #rozowypasek. Mamy dziecko, niespełna 1,5 roku. Siedzi z nim w domu, bo o żłobku nie było mowy. I widzę od kilku tygodni, że już nie daje rady. Umówiliśmy się, że żlobek od września 2025 albo dopiero przedszkole 2026. Gdy jestem w pracy to pisze i dzwoni, że dziecko "jęczy", że popłakuje. Teraz jest okres wychodzenia 3-jek, więc to bolesny proces - zdarza się, że podaje paracetamol, ale gdy wracam do domu, to zastaję inne dziecko. Całe popołudnie od 16:30 do 20:30-21 spędzam z dzieckiem. Nie widzę nadmiernego jęczenia, fakt jest gryzienie itp. ale generalnie milo spędzamy czas. Bawimy się albo dziecko bawi się samo a ja patrzę z boku. Żony wtedy zwykle nie ma. Albo robi sprawunki domowe, albo siedzi w telefonie, albo idzie do sklepu. W weekendy praktycznie całe dnie siedzę ja. Gdy muszę iść do garażu, skosić trawę, coś naprawić to po godzinie dzwoni "kiedy będziesz, bo jęczy". Mam wrażenie, że ona już nie daje rady z dzieckiem. Widzę, że zabrania masy rzeczy, wchodzenia w różne miejsca. Ja pozwalam na więcej, co ona neguje, jednak nie ma wypadków czy strat. Mówimy o rzeczach, które niosą niskie ryzyko wypadku. Owszem zdarza się, że dziecko się puknie, stuknie ale ona by je wychowywać chciała chyba pod kloszem w pokoju obitym poduszkami dookoła, tak się nie da. Zakaz jest włażenia na schody, zakaz jest łażenia po stole i takie inne oczywistości. Przed dzieckiem rozmawialiśmy o tym z rok, wszystko było ugadane, moje przewidywania sprawdziły się w 100%, twierdziła, że jest gotowa a widzę, że nie jest, że to ja przerosło. Nie ma szans na zaangażowanie babć. Moja matka się nie nadaje i odwiedza nas w roli wielkiego gościa (toxic), jej matka mówi, że odchowała 3 dzieci bez pomocy, więc nie będzie córki wyręczać. Ja mam dość tego, że mam emocjonalnie 2 jęczących dzieci. Gdy dziecko zaczyna naprawdę płakać, budzi się w nocy (rzadko), to moja dostaje szału i tym trudniej ukoić maluszka. Nie wiem jak kobietę zmotywować, pokazać, że to tymczasowe, że to minie, że jest super mamą i musi byc oazą spkoju i wsparciem dla dziecka a nie emocjonalnym potworem. Ja mam nieskończoną cierpliwość do dziecka, nigdy nie wybucham, stawiam jasne, nieprzekraczalne granice, nie rusza mnie teatralny płacz, negowanie moich decyzji przez maleństwo. Kocham na zabój ale to "tylko" dziecko i muszę nad nim panować. Żona w rozmowach niby rozumie ale w praktyce reaguje zbyt emocjonalnie i to ją zjada. Jak gadać? Jak pomóc? Muszę pracować i na nas zarabiać. Nie mam lekkiej pracy, po 16 łeb mi paruje ale w domu muszę dawać radę i to rozumiem od 1 chwili gdy zostałem oicem. Chciałbym, by ona też tak na to patrzyła. #rodzicielstwo #dzieci #rozowepaski #zwiazki #logikarozowychpaskow

