Ostatnio pojawiła się u mnie w pracy dziewczyna, której według współpracowników wpadłem w oko (też widzę niektóre sygnały z jej strony, np. mocny kontakt wzrokowy i często pojawia się biurze). Problem jest taki, że nie do końca umiem rozmawiać* z kobietami, a tym bardziej flirtować. Współpracownicy podejdą do dziewczyny, dotkną za ramię/rękę, rzucą zbereźnym tekstem, komplementem i jakoś flirt leci. Inny współpracownik rozmawiał z nią kilka razy i po tych kilku razach wie bardzo dużo o jej życiu prywatnym**. Wywołuje to u mnie z jednej strony uczucie zażenowania, ale z drugiej strony, że czegoś mi brakuje, że innym przychodzi to naturalnie, że są lepsi ode mnie w tych tematach. Macie/dacie jakieś porady jak to zmienić? Chociaż wydaje mi się, że taki już mam charakter/styl i już nie ma szans na zmianę. #niewiemjaktootagowac #zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski*Potrafię z nią rozmawiać po 2-3 godziny w trakcie pracy. Problem jest taki, że są to tematy bezpieczne i nie potrafię zejść z rozmową głębiej, choć czasem próbuję. **Podczas pisania przeleciała mi myśl przez głowę, że być może traktuje go jak dobrego kolegę (gość żonaty, otwarty na rozmowę, pomocny) i się przy nim otworzyła. Być może, jeżeli rzeczywiście wpadłem jej w oko, przy mnie wstydzi się otworzyć.

