ciekawski-sojusznik-57 pisze:
mam dwójkę małych bombli. Pierwsze pojawiło się jak miałem 32 lat, drugie 34. Pierwsze było planowane kilka lat, drugie wpadka praktycznie od jednego strzała. Kolejnego nie planujemy, ja jestem po wazektomii.Zawsze chciałem mieć dzieci ale z rozsądku, bo tak trzeba, a nie, że rzeczywiście chciałem. Ojcostwa musiałem się nauczyć, nie pałałem z początku niewiadomo jakim uczuciem do nich. W sumie to taki mocno pogubiony byłem. Ale kupiły mnie, w którymś momencie i to jest chyba najmocniejsze uczucie jakie kiedykolwiek miałem w swoim życiu. Niektóre sytaucje są po prostu magiczne i będę je wspominał do końca życia.Nikt mi nie powiedział jak to wszystko się później zmienia. Wiedziałem, że rodzicielstwo jest trudne, ale nie aż tak. Generalnie całe życie staje na głowie, zmieniają się priorytety. Na prawdę doba jest za krótka, cały czas pod presją czasu, w brudzie, pocie, zmęczeniu. Nie ma absolutnie w ogóle na nic poza zapierdolem, którego nie idzie przerobić i jest go tylko więcej. I cały czas w wiecznym krzyku robię kilka rzeczy naraz.Próbuję ciągnąć kilka srok za ogon, bo robie wszystko w domu (sprzątam, gotuję, piore, naprawiam itd) pracuję, zajmuje się ile mogę dziećmi, staram się rozkręcić biznes. Ale szczerze mówiąc to nie jest dobra droga. Mam obecnie bardzo dużo szacunku do samotnych rodziców, bo nie wiem jak oni to wszystko godzą.To jest też duże wyzwanie dla małżeństwa. Ilość sytuacji do kłótni i napięć jest teraz ogromna. Nie mówie, że jakieś piekło mamy, ale oboje jesteśmy wiecznie zmęczeni i łatwiej nas striggerować. Na codzień staramy się wspierać i przeważnie wychodzi, ale nie zawsze. A... no i po ciąży i porodzie dużo kobiet ma rozjechane zdrowie i hormony. Ja o tym w sumie wcześniej nie myślałem. Nie rozwlekając... trzeba wspierać i tłumaczyć że to minie. Kobiety mają pod tym względem przej*bane.Chcę również napisać, że jako facet jestem wiecznie dyskredytowany.Moja żona również ciężko się poświęca, ale jednocześnie ma wiele wsparcia i pomocy w rodzicach, koleżankach, kuzynkach i generalnie w społeczeństwie. Mną w sumie nikt się nie zainteresował od narodziń 1 dziecka. Jak gdzieś próbuje powiedzieć, że mi ciężko to spotykam się albo ze śmiechem albo ze stwierdzeniem w stylu żebym nie marudził albo "a co dopiero żona ma powiedzieć...". Oczekuje się ode mne dosłownie wszystkiego, ale ja nie mam prawa do niczego. I wszędzie czytam jaki to facet jest opodzialny za całe zło tego świata.Czy żałuję? Uważam, że to nie pytanie na teraz bo wiem, że jestem w fazie dawania i kiedyś będzie łatwiej. Kocham dzieci najmocniej na świecie i absolutnie nie żałuję, że są. Z drugiej strony na pewno bym się nie żenił (nie to że mam problemy z żoną, ale po prostu uważam, że dzisiaj warunki dla faceta są nie do przyjęcia) i zrobił wcześniej to na czym najbardziej zależy, bo później będzie baaardzo trudno to zrobić o ile będzie to w ógole możliwe.