Jako #przegrywpo30tce dałem sobie spokój ze związkami, ponieważ widzę brak tego czegoś gdy przekracza się pewien wiek. I wcale nie są to urojone przegrywowe mądrości z piwnicy, gdzie traci się kontakt z rzeczywitością. Często czytam anonimy, gdzie udziela się też normictwo, że życie łożkowe komplenie nie istnieje, po urodzeniu dziecka cała magia związku wyparowała. I w tym samym czasie gdzie przez okno widzę julki i oskarki w wieku nastoletnim lub trochę starszym, obściskujacym się czule to śmiem twierdzić, że jeśli się nie przeżyło czegoś takiego, wchodzenie w poważny, beznamietny związek to strzał w kolano. Nie wspominając już wpisów o zdradach, rozwodach. Nie chodzi o to, by robić cope, że lepiej być MGTOW i zimną sigmą, ale mając 30+ lat widzę, że oprócz tego czego mnie nauczył wykop.pl i redpillowe fora, mam do wyboru samotne matki, kobiety po przejściach, lub takie, którym nie marzy się wielka miłość, tylko stabilizacja i dziecko. Użyję dosyć ryzykownych słów, ale w takim przypadku zostanie w samotnoscii przegrywie to... wygryw. Oczywiście nie wygryw na miarę idealnego życia, gdzie jesteś kimś, masz u obku wspaniałą partnerkę, ale wygryw, taki, że mogło być gorzej niż jest w tej strafie komfortu. Najgrosze jak człowiek się ogarnia przed trzydziestką, finanse, życie a potem okazuje się, że ten cały rynek matrymonialny przypomina PRLowskie półki z octem jak za stanu wojennego.Wiem, że to kolejny frustracki wpis z anonima, ale ciężko nie narzekać jak się ma taki wybór. Trzeba stąpać samotnie do końca życie tylko dlatego, że chcesz mieć więskzy wybór niż bycie beciakiem.#przegryw #przegrywpo30tce #zwiazki #samotnosc

