Kobieta 32 lata:- na wszystko spóźnia się zawsze o dobre pół godziny do dwóch godzin- większość spotkań trzeba umawiać miesiąc wcześniej, bywały takie umawiane i pół roku wcześniej, odwoływała je i przekładała terminy po 3-10 krotnie- w knajpach, kawiarniach siada tylko w określonych miejscach do których jest przyzwyczajona, nawet jeśli lokal jest pusty a dokładnie obok jej miejsca ktoś siedzi, inaczej czuje dyskomfort (i nie widzi tego że inni ludzie się wtedy dziwnie patrzą gdy się dosiada obok nich)- ubieranie/rozbieranie kurtki, szalika, pakowanie torebki itp. to cały rytuał który trwa pół godziny- zadaje mnóstwo pytań na temat wszystkiego, np. lampy w knajpie mają dwa typy żarówek i czym się ta żarówka różni od tej- jeśli ją coś zaintryguje (zobaczy jakąś architekturę, plakat, rzeźbę, cokolwiek) potrafi nagle sobie tam pójść i zniknąć na godzinę- podczas zamawiania jedzenia zgłasza tyle próśb specjalnych że obsługa przewraca oczami- rozmowa generalnie w kółko na te same tematy (ale mocno angażujące intelektualnie, ciekawe, dobrze się klei)- większość pracy wykonuje sama zamknięta w domu o totalnie nieunormowanych godzinach- nie ma za bardzo życia towarzyskiego, wszędzie chodzi i załatwia wszystko sama- jest chodzącą encyklopedią i cały czas czyta wymagającą literaturę- chyba dalej głównie na utrzymaniu rodziców, była wieczną studentką, choć pracuje od jakiegoś czasu- na wczasy jeździ zawsze w to samo miejsce w Polsce- jest hipochondryczką- "stara panna" ale bez zwierząt, raczej się ich boiTutaj chciałem jeszcze dopisać pewną historię, ale jest tak złożona że głowa mi zaczyna pękać podczas próby jej sformułowania, stąd pytanie czy taka dziewczyna może być w jakimś spektrum autyzmu czy zaburzeń osobowości, czy jest coś co może tłumaczyć jej zachowanie? Generalnie mam wrażenie że rozmawiam z dorosłym dzieckiem, mimo że znam ją z 6-7 lat to przez cały ten okres widzieliśmy się może ok. 30 razy. Ona sama chciała nawiązać ze mną kontakt (pal licho że nawet pierwsze spotkanie odwoływała i przekładała, mimo tego że zapraszała mnie z entuzjazmem), jak już się widywaliśmy to faktycznie spędzaliśmy ze sobą cały dzień i rozmawialiśmy na bardzo głębokie tematy, jakkolwiek głupio to nie brzmi to naprawdę człowiek miał wrażenie że wlatuje w jakieś przestworza intelektualizmu i intelektualnej więzi.Nie żałuję tych spotkań, bo to unikalne przeżycia, ale zaczęła mnie ta relacja denerwować. Mimo że wcale tak często się nie widywaliśmy, to dość szybko zaczęła mnie nazywać przyjacielem, potem najlepszym przyjacielem. To było miłe i do pewnego momentu cieszyłem się z tego, ale w końcu zacząłem mieć wrażenie że jestem wykorzystywany.Dlaczego?- gdy była w trudnej sytuacji dzwoniła do mnie i się zwierzała godzinami, opowiadała naprawdę wszystko i bez ogródek, ja ją byłem w stanie zawsze pocieszyć. W takich sytuacjach po prostu dzwoniła bez zapowiedzi. Mi raz czy dwa razy się zdarzył mały mental breakdown (no dobra, raz taki że tydzień z łózka nie wychodziłem), ale wtedy nie miała czasu pogadać bo cośtam, potem pisała wiadomość że będzie dobrze i żebym poszedł na terapię xD gdy sama wielokrotnie podkreślała że gdy jej jest gorzej to zawsze może na mnie liczyć...- najbardziej regularnie spotykaliśmy się wtedy gdy szukała roboty, pytała mnie co i jak, nawet jej coś pomogłem znaleźć (po znajmości, i to taką pracę wygodną dla niej, na home office), a gdy ją tylko dostała to urwanie kontaktu na pół roku, bo jest "zarobiona" - mimo że dobrze wiedziałem że nikt do tej roboty jej łańcuchem nie przykuwa ani nie patrzy przez ramię- w tym roku chciała pojechać ze mną na pewne wydarzenie kulturalne (od pandemii nie bywaliśmy w takich miejscach). Dałem jej znać że wtedy nie mam czasu, bo mam robotę. Ona na to wprost odpowiada że szkoda, bo jeśli będzie musiała czekać na pociąg to nie zdąży czegoś załatwić xD Potem tuż przed samym wydarzeniem pyta czy nie zmieniłem zdania, ale już nie wspomina o godzinach dojazdu tylko o tym, że bardzo miło by jej było gdybym tam z nią był xDDDJuż mam parę miesięcy z nią spokój, ale nawet jak będzie się odzywała to chyba nie odbiorę. Nurtuje mnie tylko pytanie, czy faktycznie dla niej byłem przyjacielem, czy celowo mnie wykorzystywała i kreowała taką otoczkę? Bo analizując to na chłodno, jestem w stanie wymienić trochę sytuacji w której jej pomogłem w życiu czy po prostu robiłem za szofera. A gdy sam faktycznie potrzebowałem pomocy, to ona nie miała czasu, co w sumie było dla mnie smutne, bo człowiek sobie jeszcze myśli "tylko na takich ch$#@ych przyjaciół mnie stać". Z drugiej strony gdy ją gdzieś dalej podwoziłem to płaciła za paliwo z naddatkiem, ba nawet gdy widywaliśmy się w knajpach często ona stawiała z nieznanych mi powodów (teraz myślę, że chyba głównie wtedy, gdy pomagałem jej szukać roboty). Ale czuję takie obciążenie psychiczne tą relacją, takim planowaniem pójścia gdzieś, przekładaniem tego itd., potem już myślisz sobie tylko "co ona znowu odpie#$&li". Np. idziesz na miasto i nawet się nie cieszysz, bo wiesz, po prostu spodziewasz się że za parę minut ona zadzwoni i powie że jej jednak nie będzie, bo coś tam (tak bywało).Gdyby to była normalna osoba to bym się nie przejmował, ale po prostu zastanawia mnie czy ona w ogóle potrafi postrzegać swoje zachowania z perspektywy innej niż swoich własnych oczu, czy może po prostu jej umysł nigdy nie dojrzał i nie zdaje sobie sprawy z tego, że zachowuje się egoistycznie. Czy ona faktycznie czymś zawiniła, czy ja mam tylko jakieś urojenia. Ale chyba "najlepsza przyjaciółka" by się tak nie zachowywała i nie urywała kontaktu gdy się jej tylko podoba, jednocześnie oczekując bycia na zawołanie gdy jej jest to potrzebne.#rozowepaski #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #przyjazn #psychologia #depresja #relacje

