Nie słuchaj tych czopów od jakichś wyjazdów po świecie i rozwoju. Najprawdopodobniej masz depresję, a pobyt na wyspach nie pomaga. Jesteśmy tu sami, a z rodakami nie polecam trzymać i w ogóle ich nie słuchać jakichś mirabelek z burzliwą karierą co siedzą z mężem na emigracji i mają jak pączek w maśle i stabilizację, będę cię coś tam podsumowywać, że łełe dlaczego się nie rozwijasz i w ogóle to polaczku albo na studia za 20k funtów albo do kamieniołomu z angielskimi brygadzistami, którzy mają nas za niewolników ze wschodu a nasze kobiety za seksualne niewolnice. Jestem w identycznej sytuacji, tylko ja nie jestem jeszcze 5 lat, chcę mieć settled status i za rok wracam do Polski.Jeżeli nie wiesz co robić w życiu to na emigracji się nie dowiesz, czas za to zleci i sobie zmarnujesz życie. A na te podróże po świecie w niewiadomym celu, "szukanie siebie" to mam jeden komentarz - xD Sami se jeźdzcie w podróż dookoła świata. Człowiek w dołku będzie łaził bez celu i tylko pogłębi się jego smutek bo będzie sam.Też popadłem tutaj w marazm i depresje, emigracja nie jest dla każdego, odłożyłem pieniądzę i zamierzam podjąć leczenie w Polsce, tutaj na pewno tego nie zrobię, UK się skończyło i w Polsce się żyje lepiej, widzę po znajomych nawet bez wykształcenia. Na zachodzie się żyje dobrze ale kobietom, bo są McDonaldem dla obcokrajowców i ozdobami w firmach. Zagraniczni im wchodzą w dupę bo chcą je zaliczyć a na Polaka plują. Odradzam pobyt i ogólnie wyjazd komukolwiek kto ma jakieś stany depresyjne, bo patrząc na to wszystko chce się i rzygać i płakać naprzemian. Samotność, nałogi a potem cmentarz. Wielu tak skończyło a myśleli, że świat zawojują. Żeby odnieść sukces zagranicą trzeba mieć 2x silniejszą psychikę niż w Polsce. Młody jeszcze jesteś, rynek pracy nie jest dla ciebie zamknięty, wykształcenie w Polsce możesz zrobić, tak jak mówiłem do psychologa i jakaś farmakologia lekka, żeby mieć chęć do działania i motorek w tyłku. W Polsce jesteś u siebie a nie niewolnikiem dla anglosasów.