Opublikowane
Lubicie siebie? Tak ogólnie? Jesteście usatysfakcjonowani z tego, jacy jesteście, jak żyjecie, jakie wartości sobą reprezentujecie, jak wyglądacie? #pytanie #rozowepaski #niebieskiepaski #psychologia #psychoterapia #rozwojosobistyOstatnio czytałam pewien artykuł z pytaniem przewodnim, co w sobie lubisz i dlaczego. Potem czytałam komentarze i doznałam głębokiego szoku - ludzie pisali tam, że lubią siebie i to nawet lubią siebie bez przyczyny/uzasadnienia dlaczego. Tak po prostu, nie uzależniając tego od niczego innego niż tylko wewnętrznego podejścia do siebie. Pisali, że lubią w sobie wszystko, nie narzekają na siebie albo że nie są idealni, ale nie przeszkadza im to mieć wysokiej samooceny. To dla mnie było jak odkrycie zdrowego, nowego świata. Uderzyło mnie to, bo żyję w swojej własnej, ograniczonej bańce, w której nie wyobrażam sobie, że można mieć tak zdrowe poczucie własnej wartości i że tak wiele osób ją ma! Jak oni to robią? Dla mnie to abstrakcyjne "lubić siebie" i "nie pogardzać sobą i swoimi wadami, niedoskonałościami" i "akceptować siebie, odnosząc się do siebie z sympatią i szacunkiem, mimo mankamentów". Zastanawiam się, czy to powszechne, że ogół ludzi co do zasady darzy siebie sympatią i szacunkiem, czy jednak trafiłam na jakiś artykuł zrzeszający osoby ze zdrowym podejściem, a tak naprawdę większość osób jest zakompleksiona? Może mnie po prostu pociesza projekcja rzeczywistości i wmawianie sobie, że inni mają podobnie jak ja, czyli pogardzają sobą i karcą za każdy błąd i niedoskonałość, więc - w moim ograniczonym rozumie - to jest powszechne podejście i należy je zaakceptować? Skoro mam wady (i to sporo), wiele mi brakuje zarówno w wyglądzie, jak i osobowości i inteligencji, są lepsi ode mnie, nie jestem perfekcyjna, to to wszystko przecież wyklucza posiadanie wysokiej samooceny. Wysoka samoocena w tym przypadku byłaby po prostu oszustwem. Trzeba patrzeć na siebie realnie i raczej równać w górę, porównując się do lepszych od siebie i najlepszych.Brzydzę się swojego wyglądu, mimo że staram się o siebie dbać. Widzę jednak, że są osoby, które wyglądają podobnie lub być może teoretycznie mniej atrakcyjnie (choć wiadomo o gustach się nie dyskutuje), a jednak nie mają ze sobą problemów. Widzę, że są w związkach, a więc da się. A dla mnie to nierealne pomyśleć, że ktoś mógłby uznać mnie za atrakcyjną, skoro jest tyle pięknych i wspaniałych kobiet, które nie mają mankamentów wyglądu jak ja. Jeśli ktoś by się mną zainteresował, to tylko dlatego że nie może zdobyć nikogo lepszego. Wchodzi mi to już chyba w dysmorfofobię...Te nieliczne cechy, które w swojej osobowości uznawałam jeszcze jakiś czas temu za korzystne (empatia, wrażliwość, skrupulatność, lojalność, samodyscyplina, koniec wyliczenia) uznaję obecnie za miałkie i nic nieznaczące, a wręcz odpychające w świetle tego, że nie jestem odpowiednio przebojowa, utalentowana, pewna siebie, inteligentna, ogarnięta i towarzyska i że brakuje mi wielu innych pożądanych cech charakteru.Nie potrafię się pogodzić z myślą, że nie będę idealna, że zawsze znajdzie się ktoś lepszy ode mnie, a ja nie mam umiejętności, w których góruję i nie mam potencjału (jestem poniżej przeciętnej w 99% aspektów życia), żeby takie umiejętności wyszkolić. Nawet jak staram się być w czymś naprawdę dobra, to i tak po osiągnięciu zamierzonego pułapu sukcesywnie zwiększam go sobie, a więc dalej nie jestem najlepsza, co mnie dołuje i tak to się toczy. Przez to wszystko odczuwam względem siebie pogardę.Jednocześnie inne osoby oceniam pozytywnie i zawsze skupiam się na ich zaletach. Na innych patrzę przez różowe okulary, a na siebie przez takie obsrane. :/ Niewyobrażalne jest dla mnie, że można podchodzić do siebie inaczej, z większą łagodnością i wyrozumiałością. Że można być świadomym swoich wad, kompleksów i je tak po prostu akceptować lub próbować zmieniać i jednocześnie mieć wiarę w skuteczność tych prób. Że można spojrzeć na siebie w lustrze i uznać: "może dzisiaj nie wyglądam najlepiej i mam krzywy nos, ale generalnie to czuję się kobieco" albo można popełnić błąd i stwierdzić: "teraz mi nie wyszło, ale dalej siebie szanuję i wierzę, że jestem wartościowy niezależnie od tego potknięcia". Najlepsze jest to, że mimo wysokich standardów względem siebie i perfekcjonizmu nadal żyję na przeciętnym poziomie, a w niektórych aspektach, np. związkowych na poziomie dna. Gdybym dzięki temu zrobiła jakąś szaloną karierę i duże hajsy z tego miała, to by mnie to może pocieszyło, ale tak nie wyszło. xD (śmiech przez łzy)Jezusie, jak ci ludzie to robią - po prostu siebie lubią? Na którym etapie życia u mnie się to aż tak spier doliło i dlaczego tego nie zauważyłam, żeby wcześniej zainterweniować? Jak to jest nie mieć takiego chochlika w głowie, który CIĄGLE ci powtarza: jesteś gorszy, brzydszy, głupszy, nudniejszy, nie nadajesz się, nie zasługujesz na bycie kochanym i na nic innego? Takie życie wolne od negatywnych przekonań na swój temat musi być piękne i swobodne. Oczywiście wiem, że tacy ludzie również mierzą się z trudnościami i nierzadko ogromnym wysiłkiem osiągają zamierzone cele, ale zazdroszczę im wiary we własną skuteczność i posiadania szacunku do siebie niezależnego od czynników zewnętrznych. Tu ułatwia podnoszenie się po potknięciach życiowych. Widzę rzeczywistość i widzę, że to wszystko siedzi w głowie i z ograniczeń w głowie wynika takie podejście, ale jak takie ograniczenia pokonać?PS ankieta miała być bardziej rozbudowana, ale coś nie wyszło :(

Dołączona ankieta

Pytanie

Lubisz siebie?

Odpowiedzi

ogólnie lubię siebie
ogólnie nie lubię siebie
215

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (2)
mirko_anonim
Opublikowane
@olokynsims
Czy w tym wszystkim chodzi o to, że brakuje Ci mężczyzny u boku?
Trochę tak jest, że to moja największa bolączka i problem, który najbardziej siedzi mi w głowie. I to, co piszesz brzmi pozytywnie - dzięki ;) Jednak nie mam na tyle pewności, żeby sama inicjować relacje, mam tu ogromną blokadę i nawet nie mam pomysłu, jak ugryźć ten temat, gdzie kogoś poznać, jak prowadzić znajomość. Nie mam dużego kontaktu z mężczyznami i onieśmielają mnie oni dość często. Poza tym nie wiem, czy poszukiwanie sobie kogoś nie byłoby błędem - związek jako antidotum na problemy z samooceną? Nie brzmi to dobrze, lepiej chyba najpierw poradzić sobie sama ze sobą. ;)@Clermont
Ale radzę sobie z tym w ten sposób, że stworzyłem jednooosobową kategorię, w której rywalizuję tylko ze sobą
Coś na zasadzie: porównuj się tylko z wcześniejszą wersją siebie? To dobra myśl i moim zdaniem skuteczna metoda na życie. Z jednej strony dzięki niej odpada presja i poczucie bycia gorszym od innych, z drugiej zostaje ambicja i chęć na rozwój (tak, jak napisałeś). Próbuję ją sobie wbić do głowy, ale różnie z tym bywa. Na razie jestem na etapie, że jednocześnie porównuję się ze sobą i z innymi. 50% sukcesu :D @Dietetyq
na pewno jest możliwe, ale wtedy jak sobie sama postawisz jakieś cele i je zrealizujesz nawet nie doświadczając poklasku innych osób
Taak, zdecydowanie endorfiny i poczucie satysfakcji daje kopa i nastraja pozytywnie do siebie. Jest to jakieś wyjście z sytuacji - ciągle do czegoś dążyć i mieć zajęty umysł i ręce. :) Tylko trzeba się wybyć tego głupiego porównywania się do innych, że oni dążą lepiej i cele też mają lepsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Dietetyq
na pewno wpływ na to ma jak inni ludzie się do Ciebie odnoszą - ciężko mieć duże mniemanie o sobie jak środowisko i społeczeństwo tego u Ciebie nie podbija
Jeśli chodzi o wygląd to w moim przypadku jest to częściowo uzasadnione - powodzenia nie miałam wielkiego nigdy, a komplementy dostaję głównie od przyjaciółki, która wiadomo że zawsze miłe rzeczy powie. Natomiast w aspekcie zawodowym to już tak nie działa - dosłownie wszyscy, włącznie z szefostwem zachwalają mnie pod niebiosa, wprawiając mnie tym w mocny dyskomfort i irytację, bo ja i tak jak ten Impostor czekam na ten moment, kiedy swoją "renomę" zrujnuję. Ale nasunąłeś mi - może oczywistą refleksję i pytanie otwarte - czy jest możliwe wypracowanie zdrowej samooceny bez informacji zwrotnej z zewnątrz, że jest się pod wybranym względem wartościowym? Przecież porady od specjalistów, z którymi się spotykam, bazują przede wszystkim na tym, że poczucie własnej wartości powinno wychodzić od środka i być niezależne od czynników zewnętrznych i w oparciu o takie podejście powinno budować się samoocenę. Chciałabym naiwnie wierzyć tym wszystkim poradnikom, że jest to trudna droga, ale możliwa, ale ciężko mi sobie wyobrazić osobę wiecznie krytykowaną lub też nieustannie ignorowaną, która sobie z tym radzi i mimo tego ma pewność siebie.
Moderator Nighthuntero
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clzgz630m009li0y6sfr0k27h

Dodane: 5 sierpnia 2024 - 14:35:56
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy