Opublikowane
tldr polecacie jakieś książki, rzetelne poradniki, macie jakieś porady życiowe, ćwiczenia, rozwiązania, wskazówki, motywujące historie, cokolwiek dla względnie wysoko funkcjonującej spierdoliny życiowej, które mogłyby pomóc na zasadzie autoterapii w zbudowaniu od podstaw samooceny i namiastek pewności siebie (brak akceptacji zarówno wyglądu, jak i osobowości), wyjścia z beznadziei swojej sytuacji, szczególnie chodzi o przekonanie o braku możliwości bycia pokochanym (w sensie romantycznym) albo po prostu pomogłyby w akceptacji tego, że nie ma się szans na związek (który nie będzie oparty na desperacji)? Chodzi o człowieka dorosłego, przed 30, więc teoretycznie już ugruntowanego...Pomimo że powierzchownie po mnie nie widać, bo radzę sobie w życiu i potrafię się nieźle ukrywać ze swoimi problemami, to jestem niereformowalnie zakompleksioną niedorajdą życiową, która czuje do siebie wstręt i pogardę. Staram się chować w kąt te wszystkie myśli, ale zaczynam coraz ciężej to znosić. Szczególnie źle jest, jeśli chodzi o relacje z mężczyznami, brak umiejętności nawiązania jakiejkolwiek bliskości - fizycznej i psychicznej. Mam ogromne problemy z niską samooceną, pogardę do swojej osobowości i wstręt do swojego wyglądu. Nie czuję się kompletnie atrakcyjna i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktokolwiek mógłby mnie za taką uznać. Mimo że staram się dbać o siebie, to czuję się odpychająca i chyba obiektywnie nie jest ze mną kolorowo, bo powodzenia brak kompletnie. Charakterem też nie nadrabiam, bo jestem introwertyczna i długo mi zajmuje poczucie się przy kimś swobodnie ;/ Czuję się niedopasowana do innych ludzi, pomimo że ogólnie potrafię się dogadać z ludźmi. Wiem, brzmi to jak paradoks, ale sympatia ludzi do mnie jest tylko powierzchowna, nie umiem nawiązać głębszej relacji i tak naprawdę nikt nie wie, jaka naprawdę jestem. Mam w swojej durnej łepetynie przekonanie, że nikt mnie tak naprawdę nie lubi (tu znowu paradoks, ludzie zasadniczo bywają dla mnie mili, ale to dlatego że nasze relacje są dosyć płytkie, a udawanie śmieszka czasami mi wychodzi) i nie chcę się nikomu z tego względu narzucać. To wszystko dzieje się mimo że jestem względnie wysoko funkcjonującym człowiekiem, tzn, w pracy radzę sobie raczej nieźle (pominę, ile stresu mnie to kosztuje), nie widać po mnie moich problemów "z wierzchu", ukrywam to, co się dzieje ze mną tak naprawdę. Ubieram się normalnie, zachowuję się normalnie, wyglądam "normalnie" (poza tym, że jestem brzydką pokraką, tak z natury niestety), ale ciągle we mnie tkwi przekonanie, że jestem wstrętna, nieciekawa, gorsza od innych i nie do zniesienia. I nie umiem sobie z tymi myślami poradzić.Najgorzej jest w kwestiach związkowych i to mnie boli najbardziej - ludzie pewnie myślą, że jestem szczęśliwą singielką, a to jest jedno wielkie xD To ogromne szczęście (i moje najskrytsze marzenie) jest znaleźć miłość, odpowiedniego mężczyznę i stworzyć stabilny, ciepły związek oparty na zaufaniu i wzajemnym wsparciu. No ale to nie dla mnie, a na pewno nie w takim stanie psychicznym. Uważam, że jestem spierdoliną i nie potrafię uwierzyć, że ktoś mógłby mnie pokochać tak szczerze, a nie z desperacji. Nawet jakby jakimś cudem ktoś się mną zainteresował, to podejrzewam, że uznałabym, że jest tak samo spierdolony i zaczęłabym czuć do niego pogardę i tylko biedaka skrzywdziłabym. Wolę tego uniknąć. I niestety mam często obawy, że nawet jeśli udałoby mi się mnie "naprawić", to już za późno dla mnie będzie :( Jakoś tak 10 lat temu miałam epizody depresyjne i myśli samobójcze, wtedy - ja genialny autopsychoterapeuta - stwierdziłam, że jestem najbardziej beznadziejna ze wszystkich beznadziejnych ludzi , więc dałam sobie bana na szukanie i znalezienie miłości, bo jak to tak, ktoś mógłby mnie pokochać. To byłaby porażka, a ja porażek wolę unikać. I tak sobie żyłam, unikając starcia z rzeczywistością, na uboczu jakichkolwiek relacji z mężczyznami i koniec końców wyszło na to, że mam ponad 29 lat i nigdy się nawet nie całowałam (co jest kolejnym żenującym xD), nie byłam na randce i ciągle jestem wstydliwa przy mężczyznach. Czasami mam przebłyski, że może nie jest tak tragicznie, że mogłabym być czułą i kochaną dziewczyną i w sumie może nie jestem przebojowa, ale potrafię się zająć sobą i nie nudzę się w życiu. Przecież - tak na logikę - gdzieś mógłby się znaleźć podobny do mnie mężczyzna. Ale takie myśli pozostają w sferze wyobrażeń. Coraz częściej mam problemy ze zniesieniem tej sytuacji i coraz trudniej jest mi spychać ją w kąt. Czasami dociera do mnie rzeczywistość, że co ja narobiłam i że tak wiele mnie mija. Boję się, że jeśli niczego nie zrobię, to za jakiś czas wróci to do mnie ze zdwojoną siłą, wrócą myśli samobójcze i będzie delikatnie mówiąc nieciekawie.Pomyślałam więc, że może uda mi się znaleźć odpowiedź w książkach napisanych przez specjalistów z ćwiczeniami, z których wyciągnę wiedzę, jak zaakceptować swoją sytuację, ewentualnie jak spojrzeć na siebie inaczej, bo nie wiem, czy dawanie sobie nadziei będzie dobrym rozwiązaniem. Skoro przez ponad 29 lat życia nie doznałam niczego, to szanse na poprawę są marne. Nawet jakby mi się udało naprawić siebie, to przecież musiałabym znaleźć kogoś, kto by zaakceptował to moje dziwactwo (i dziewictwo...) w postaci absolutnego braku doświadczenia w relacjach z mężczyznami, a ciężko mi sobie wyobrazić, żeby ktoś taki się pojawił, kto by nie był desperatem. A desperacji absolutnie będę unikać. Budowanie związku na zasadzie "jesteśmy w tym gównie razem zakompleksieni" odpada. Uważam, że do związku nie powinno pakować się z tak dużymi kompleksami i z partnera nie można robić ostatniej deski ratunku i terapeuty. Najpierw trzeba ogarnąć siebie, a potem można ogarniać siebie w relacji z drugą osobą.A może ktoś ma/miał podobną sytuację, z której wyszedł/wychodzi i może się podzielić czymś pocieszającym i pomocnym? Trochę też chciałam wylać z siebie żale, bo siedzi to we mnie długo, a nie mam nikogo innego, komu mogłabym się wyżalić, więc padło na wykop. :(Próbowałam terapii, ale jako że mam głęboko zakorzenione przekonanie, że nikt mnie nie lubi, to po kilku zajęciach oczywiście uznałam, że terapeutka też mnie nie lubi i nie może już znieść mojego lamentowania (co chyba nie powinno was dziwić biorąc pod uwagę ten smutny wysryw, który tu poczyniłam). Zamknęłam się przed terapeutką na moje najpoważniejsze problemy, wstydziłam się siebie podczas rozmowy i ostatecznie zrezygnowałam. Może próba samodzielnego poradzenia sobie z tym wszystkim będzie dla mnie lepsza i łatwiejsza...#pytanie #pomoc #związki #rozowepaski #samotnosc #psychologia #psychoterapia #psychiatria #nieumiemtagowaćwybaczcie

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (4)
mirko_anonim
Opublikowane
default1Jasne, że byłoby łatwiej. To bardzo budujące mieć kogoś takiego u swojego boku. Niestety nie każdy ma możliwość kogoś takie mieć, dlatego tak ważne jest to, aby poczucie własnej wartości wychodziło od wewnątrz, a nie było zależne od czynników zewnętrznych. To trudne niestety dla niektórych do osiągnięcia. :(
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
A ja ci gwarantuję, że mimo moich problemów mam dość jasno sprecyzowany typ mężczyzny, z którym mogłabym się związać i któremu mogłabym zaufać i byłby to mężczyzna o łagodnym usposobieniu, najlepiej introwertyczny, potrafiący zająć się sobą i swoim życiem, ale jednocześnie niezależny. I najlepiej z podobnymi problemami. Nie czuję się komfortowo przy zbyt pewnych siebie osobach, bo sama taka nie jestem, a na pewno odpadają psychopaci. Nie jestem też wbrew pozorom zdesperowana i aż taka głupia, żeby doprowadzić się do całkowitej destrukcji. No ale to takie gadanie, bo na horyzoncie nikt nie czeka. Czeka mnie na razie ciężka droga, książki o tym, jak żyć lepiej i może terapeutka. ;)
Moderator razzor91
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
kompletnie nie wiem, czy udało mi się oznaczyć, do kogo się zwracam, mirkoanonimy za trudne dla mnie. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi :)iforgotmypass_Wiem, ale tak bardzo wstydzę się swojej sytuacji, że nie umiem się tym z kimkolwiek podzielić. Nawet wpis na wykopie był dla mnie trudny... ;/[kosmitakosmitakosmita](https://wykop.pl)Dziękuję :) Gogginsa zaczęłam kiedyś czytać z ciekawości. Ale nie wiem, czy to byłoby dla mnie pomocne, szczególnie tak jak napisałeś - na tym etapie. Potrzebuję chyba czegoś bardziej podstawowego, bo moje niezaspokojone potrzeby są prymitywne w tym sensie, że podstawowe. Poza tym, ta książka była o pokonywaniu swoich granic i raczej skupiała się na rozwoju osobistym, fizycznym, pokonywaniu barier, a nie dotyczących relacji interpersonalnych itd. (przynajmniej na tym etapie, na którym skończyłam, możliwe, że źle ją zrozumiałam. Muszę do niej wrócić i dokończyć), a z tym nie mam większego problemu. Jeśli chodzi o zdrowe nawyki, samodyscyplinę, uprawianie sportów (indywidualnych oczywiście, żebym mogła się schować w lesie i np. jeździć rowerem) - wręcz to lubię, stawiam sobie cele (choć raczej niekoniecznie gigantyczne) i dążę do ich osiągnięcia. Jest to dla mnie substytutem braku relacji i oderwaniem od rzeczywistości. Tak jak napisałam wcześniej, żyję z wierzchu normalnie, jakoś funkcjonuję, choć w dużej części mam zachowania paradoksalne. Ataki paniki na zmianę z byciem entuzjastą życia. Osiągnięcia zawodowe na zmianę z epizodami depresyjnymi związanymi z poczuciem tego, że jest się gównem. Ludzie mówiący mi, że mnie lubią na zmianę z brakiem umiejętności nawiązania relacji. Najgorzej jednak jest z brakiem nadziei na związek, założenia rodziny. To mnie męczy dzień w dzień i generalnie ciągle siedzi w głowie. Pewnie powinnam wrócić na terapię. Tylko jak znaleźć dobrego terapeutę? Ta poprzednia z opisu była idealna dla mnie, zajmowała się w swoim doświadczeniu zawodowym problemami takimi, jakie ja mam, miała bardzo dobre opinie. Ale ostatecznie nie wyszło i pewnie w dużej części z mojej winy. Nie potrafiłam się otworzyć, po prostu fizycznie nie byłam w stanie wydusić słowa, jak chciałam powiedzieć o moich najpoważniejszych problemach, więc krążyłam wokół aspektów, z którymi mimo wszystko jakoś sobie radzę. Wprawdzie ponazywała mi kilka moich problemów, dzięki czemu mogę sobie doczytać, jak z nimi sobie radzić. Ale wkurzało mnie też to, że zbyt często dostawałam odpowiedź "po prostu przestań ". "Non stop porównujesz się do innych kobiet? - Po prostu tak nie rób". Spoko, nie pomyślałam o tym wcześniej. Ostatecznie pewnie dam sobie szansę i wrócę na terapię, może inny nurt niż wcześniejszy (psychodynamiczny), ale nie ukrywam, że się szybko zraziłam i trochę się boję.Jeśli chodzi o kontakt priv, to już miałam kiedyś takie sytuacje i za każdym razem czułam się z tym tak, jakbym wykorzystywała drugą osobę (patologia trochę, ale takie mam myśli) i kończyło się wyrzutami sumienia. Raczej spasuję, ale dziękuję za propozycję :) Mam silną potrzebę poradzenia sobie z tym bez drugiej osoby, bo wiem, że takie lamentowanie jest uciążliwe. JanTadeuszRóżnego rodzaju substancje odpadają w moim przypadku. Możliwe, że mam nieprzepracowane traumy, śmierć rodzica i siostry, alkoholizm w bliskiej rodzinie, raczej coś by się znalazło do porozmawiania, ale często zastanawiam się, jaki to miało wpływ na moją osobę. Poczucie niedopasowania i bycia nielubianą towarzyszy mi od czasów jeszcze sprzed tych wydarzeń. Już w przedszkolu miałam myśli, że inne dzieci mnie nie lubią (i pewnie było to w dużej części faktem). Damianowski PandilleroPrawa ludzkiej natury się powtórzyły, więc od tego zacznę i zobaczę, co dalej. Jeszcze kilka książek sama wynalazłam. Dziękuję! :)
Moderator razzor91
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Jakiś chadzik psychopata już sobie czeka gdzieś, żeby złapać nierozgarnietą myszkę i ja doprowadzić do całkowitej destrukcji I ty sobie takiego weźmiesz, ja ci to gwarantuje po przeczytaniu tego wpisu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

cly0fhcd2002dydklcd0pwz5v

Dodane: 29 czerwca 2024 - 20:00:48
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 2 lata temu