Czuję wypalenie randkowe mocno. Ja lvl34, rok temu we wrześniu zakończyłem dwuletni związek. Znaczy różowa zakończyła a ja nie miałem nic do gadania. Od tego czasu intensywnie randkowałem na różnych apkach typu #tinder #badoo itd. w poszukiwaniu tyj-jedynyj. Ogólnie żenada, sytuacja na rynku świń beznadziejna #pdk itp. Wszystkie spotkania to było ogromne rozczarowanie. Kobiety z reguły wyglądały jak na zdjęciach, czasami troszeczkę gorzej, choć często nawet lepiej, ale po chwili rozmowy wychodziło szydło z wora, czemu są same w wieku mniej więcej 35 lat. Czyli albo jakieś wyżej srające niż dupę mające karierowiczki albo party girls just wanna have fun albo panie z darem w postaci miłości swojego dziecka. Krótko mówiąc - poddałem się. Uznałem, że wolę sobie ciemiężyć konia prawą ręką niż związać się z jakąś dziewczyną z tego szamba. Ale #samotnosc u mnie mocno. Więc nadal umawiam się co sobotę z jakąś kobietą z tindera na kolację, idziemy na miasto, jemy w jakiejś knajpie, płacę za nią, bo programista8k here, potem odprowadzam ją na chatę i elo, idę do siebie. W drodze powrotnej usuwam matcha i szukam kolejnej. Płacę jakieś 50 zł tygodniowo randomowym babom, tylko po to, żeby raz w tygodniu sobie z kimś pogadać przy kolacji. Kto to widzioł? #przegryw

