Doszedłem do wniosku, że związek z dziewczyną o zupełnie innych doświadczeniach życiowych był ogromnym błędem. Ja urodziłem się w mało zamożnej rodzinie, każdy pieniądz trzeba było szanować. Już za małolata pracowałem dorywczo w wakacje np. na zbiorach truskawek itd. Gdy poszedłem na studia dzienne, to pracowałem w weekendy jako barman. Potem jak najszybciej szukałem pracy związanej z moim wykształceniem, poszedłem do korpo, zacząłem zarabiać coraz więcej, ale nadal oszczędzałem dużo, bo tak zostałem nauczony.Moja dziewczyna jest zupełnym przeciwieństwem, urodzona w zamożnej rodzinie, na nic jej nigdy nie brakowało. Pierwszą pracę podjęła gdy skończyła studia w wieku 25 lat. Nie szanuje pieniędzy, w razie "W" prosi starych o pieniądze. Nie ma żadnych oszczędności, literalnie 0. Zarabia 4200zł, a czuje się jakąś elitą bo jej starzy są bogaci. Co najgorsze nie szanuje też moich pieniędzy i gdy ja np. dostałem ostatnio premię roczną 12 000zł to ona już je chciała wydać na wspólną podróż. Powiedziałem, że absolutnie nie, bo w tej chwili zbieram na mieszkanie. Wiele razy nazywała mnie skąpym albo mówi mi że pieniądze są dla mnie najważniejsze.Ostatnio ni stąd ni zowąd zaczęła rozmawiać o ślubie, więc zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim i doszedłem do wniosku że totalnie nie widzę jej w roli żony ani matki. Realnie patrząc ona ciągnie mnie w dół, gdyby nie ona to już dawno miałbym własne mieszkanie, ale przez jej zachcianki, podróże i inne pierdoły jestem w połowie drogi. Gdyby mnie wsparła jak to byłoby inaczej.Nie sądzę, że to duże wymaganie, bo moi znajomi jakoś potrafili oszczędzać wspólnie. Nie ukrywam że rośnie we mnie złość wobec niej, bo tak jak mówię jestem do tyłu z wszystkim. Mam 32 lata, moi znajomi mają mieszkania, samochody, żony i dzieci, a ja nie mam nic z tego. Sory, musiałem się wyżalić#zwiazki #przegryw #logikarozowychpaskow #nieruchomosci

