Chciałem się trochę wyżalić z anonima mirkom. Odkąd pamiętam, moją największą ambicją i marzeniem było założenie rodziny. Nie kręcą mnie "samorozwoje", drogie auta, robienie wielkich karier i takie tam. Pomijając już fakt jak wygląda obecnie rynek matrymonialny, mieszkaniowy i tak dalej mam problem, z tym że od kilku lat cierpię na zaburzenia lękowe. Jakoś sobie z tym radzę, jakoś żyję, jakoś pracuję, jakoś realizuje swoje mniejsze i większe hobby. Ale. Mam wrażenie, że jestem na mega przegranej pozycji jako osoba, która średnio radzi sobie z tłumami, podróżami, czasami nawet z wyjściem z domu. Wydaje mi się, że bycie spokojnym chłopem, z którym można szczerze porozmawiać o wszystkim, który jest troskliwy, tak po ludzku dobry i ciągle nad sobą pracuje mimo przeciwności losu to zdecydowanie za mało. Chyba po prostu bycie wrażliwym gościem z natury stawia mnie kilkadziesiąt kroków przed startem w tym wyścigu samców. Mimo iż mam za sobą kilka wieloletnich związków to zawsze równocześnie byłem w związku z lękiem, zdarzały się okresy, gdzie samo przekroczenie progu domu to było spore wyzwanie. A co dopiero wyjście na randkę, jakiś wyjazd, grill, kino, opera, koncert i tak dalej.Wiem, że życie nie jest sprawiedliwe i nie mam problemu z akceptacją tego, jednak czuję że nie pasuję do wymagań przeciętnej współczesnej kobiety, która potrzebuje rozrywki, wyjazdów, emocji. Nie twierdzę, że to coś złego, nie odbierzcie tego w ten sposób, po prostu w mojej głowie wejście w kolejny związek jest skorelowane z przymusem zmiany swojego stylu bycia, co samo w sobie nie byłoby może złe, ale kto kiedykolwiek przeszedł przez nerwicę ten wie co to za kurestwo. A samo znalezienie kogoś wartościowego to dopiero pierwszy schodek. Gdzie tu codzienne problemy, stres, dzieci i ich problemy, zdobycie własnych 4 ścian, kredyty, wszechobecny pęd i tak dalej i tak dalej. Przeraża mnie to żyćko i chciałem się wygadać :|#zalesie #randkujzwykopem #zwiazki #zaburzenialekowe #psychologia

