Za moją podstawówką był park i działki ROD, gdzie przesiadywali miejscowi żule. Kiedyś jakiś kompletnie najebany czerwonoryjec przypałętał się na teren szkoły i zasnął gdzieś w krzakach. Dzieciaki napierdalały w niego kamieniami czy kanapkami, a jeden dynamiczniak z mojej klasy „to stary Anona, przyszedł go odebrać” i wszyscy w bekę. Później nauczycielki zadzwoniły po karetkę by go ogarnąć, ale do końca dnia mi dokuczali „czemu nie ogarnąłeś starego?” itp.. Dobrze, że nie wiedzieli, że to naprawdę był mój stary. #przegryw #rodzina #rodzice #alkoholizm

