W związku z heheszkami na tagu #alkoholizm chciałem opowiedzieć swoją historię. A raczej historię moich bliskich. Nie będzie tldr; będzie długo, więc niecierpliwych z góry ostrzegam.W moim domu alko nigdy nie było. Mama i ojciec po prostu nie lubili. Na żadnych weselach, chrzcinach, sylwkach nie pili i nie było problemu. Nie piłem i ja. Tzn. jak poszedłem na studia ze dwa razy się upiłem, żeby zobaczyć jak to jest, ale nie do odcinki. Kilka razy strzeliłem po 2-3 piwa. Łącznie w czasie 5-letnich studiów może piłem z 10 razy. Na piątym roku poznałem Natalię. Ja kończyłem farmację ona zaczynała. Po skończeniu udało mi się zostać na studia doktoranckie. Traktowałem to po prostu jako przedłużenie nauki i możliwość zdobycia później lepszej pracy niż pan aptekarz :) Ja pochodziłem z biednawej rodziny urzędników państwowych niższego szczebla. Natka z bogatej rodziny właścicieli 5 aptek. Pierwszy raz zaprosiła mnie do siebie, gdy zaczynałem studia doktoranckie. Jej rodzice przyjęli mnie wspaniale, widać było, że się cieszą, że mnie polubili. Serdecznie, fajni, uśmiechnięci. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi, ale do obiadu podana była karafka nalewki, dwie butelki wina (białe i czerwone) oraz kieliszek wódki. Proponowano mi też piwo. Wypiłem kieliszek nalewki i jedno piwo w czasie wizyty, z racji mojego rzadkiego używania alko, trochę mi się kręciło w głowie. Tymczasem potencjalnie przyszli teściowie zrobili całą karafkę 0,5l nalewki i dwie butelki wina. W ciągu tych 4-5 godzin, gdy u nich byłem. Czemu nie zwróciłem uwagi? Bo nic po nich nie dało się poznać. Byli radośni i towarzyscy, jak przy powitaniu. Zero jakichkolwiek wskazówek, że wypili zbyt dużo.Gdy Natalia mnie odprowadzała powiedziała “przepraszam za nich, za dużo piją”. Popatrzyłem na nią jak na idiotkę. Jak za dużo? Zachowują się w porządku, ludzie na poziomie, wykształceni przedsiębiorcy. Pomyślałem, że może sobie żartuje, ale jak to kobieta opowiada głupotki z braku innych tematów. No w każdym razie zignorwałem to.Nasz związek się rozwijał. Ja byłem stuprocentowo skupiony na doktoracie. Rodzice Natki zatrudnili mnie w jednej ze swoich aptek. Zatrudnili to złe słowo. Udawali, że zatrudnili, bo przepracowywałem najwyżej połowę etatu (20 godzin tygodniowo), a płacili mi jak za pełny etat magistra farmacji i to nie początkującego. Ewidentnie była to inwestycja w potencjalnego przyszłego zięcia. Tak, korzystałem z tego, stypendium doktoranckie starczało mi ledwo na wynajem mieszkania…W nieco ponad trzy lata się uwinąłem, obroniłem doktorat. Chciałem iść do korpo i zarabiać hajs, ale trochę ze mnie nieogar, więc nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Ojciec Natki powiedział, że ma paru znajomych gdzie trzeba, na spokojnie podejdziemy do tematu i załatwimy mi posadę zgodną z moimi kwalifikacjami i właściwą pensją. Obrona była w październiku, w listopadzie rodzice Natki zabrali nas na 2 tygodnie na Malediwy w ramach… w sumie chyba prezentu przedślubnego. Miałem zamiar w nowym roku się oświadczać.I tu się wszystko odmieniło, zrozumiałem wtedy czym jest alkoholizm, co miała na myśli Natka, a moje życie weszło na zupełnie nowe tory. Wyglądało to tak.Już w samolocie rodzice Natki porobili się alko, które obficie serwowały stewardessy (lecieliśmy klasą biznes w czarterze). Po dotarciu na miejsce nie trzeźwieli przez 2 tygodnie. Non stop pili. Gdyby tylko pili, to jeszcze spoko. Ale awanturowali się, wydzierali na siebie, na obsługę (na mnie nie, schodziłem z drogi). Wygadywali różne rzeczy o współpracownikach i partnerach biznesowych. Kilka razy się zrzygali w domku na wodzie (mieliśmy jeden duży domek dla wszystkich). Jej ojciec defekował przy nas do oceanu, a matka kilka razy przystawiała się do mnie. Nie tylko do mnie, ale też do młodych chłopaków z obsługi…Dla mnie, osoby z reguły niepijącej, to był horror. Dla nich normalny wyjazd. Robiłem dobrą minę do złej gry, ale chciałem stamtąd jak najszybciej uciec. Co gorsze, ona niby się ich wstydziła, ale zauważyłem, że też sporo popija. Nie do odcinki, ale ciągle chodziła podchmielona. Gdy wróciliśmy szukałem pretekstu, żeby się rozstać. Wiedziałem, że w takiej rodzinie być nie chce.Na szczęście znajomy profesor z uczelni przekazał mi ofertę pewnego polonijnego przedsiębiorcy z branży farmaceutycnej zza oceanu i de facto załatwił pracę. Dyskretnie załatwiłem formalności, spakowałem się (nie mieszkaliśmy razem), zdałem właścicielowi klucze i kilkanaście godzin przed wylotem zerwałem z Natalią. Tłumaczyłem jej, że po prostu tego nie czuję, nie jestem dla niej odpowiedni, że powinna znaleźć kogoś ze swojego otoczenia. Wstydziłem się jej powiedzieć, że nie chcę być w rodzinie pijaków.Podobno mocno to przeżyła i zawaliła ostatni rok studiów. Tak słyszałem. Ale cieszę się, że uciekłem z tego środowiska. Udało mi się dostrzec co alkohol robi z ludźmi, nawet tymi bogatymi, na poziomie, z elitą. Alkoholik to w powszechnej świadomości menel. A tu było inaczej.Moi rodzice na początku nie rozumieli mojej decyzji, ale już zza oceanu wytłumaczyłem im o co chodziło, wówczas całkowicie się ze mną zgodzili.Nie piszę tego, żeby umoralniać, ale żeby pokazać inną perspektywę. Ja się uratowałem, póki co przynajmniej. Może komuś w podobnej sytuacji się to również uda.PS Szybko po przyjeździe związałem się z dziewczyną stamtąd. Jedna z pierwszych rzeczy jaką obserwowałem to jej stosunek do alko i jej rodziny. Na szczęście jest identyczny z moim. Cieszę się, że mogłem się nauczyć na cudzych błędach.#vejt #przegryw

