Od dziecka byłem cichy i wycofany. Kiedy wyprowadziliśmy się od dziadków (mieszkałem u nich od narodzin do 6 roku życia) i przychodziliśmy raz na jakiś czas wstydziłem się ich. Zawsze pierwsi wchodzili rodzice i brat, a ja z tyłu chowałem się za nimi, nie witałem się, siedziałem cicho. Od kiedy pamiętam na rodzinnych imprezach każdy po kolei wyśmiewał się ze mnie że jestem niemową. Kiedy się uśmiechnąłem zawsze było słychać głosy "Nawet Michał się śmieje!" jakby to było jakieś wielkie wydarzenie i może rzeczywiście było, bo zawsze siedziałem cicho, nic nie mówiłem, tylko słuchałem. Na etapie podstawówki 3/4 lata starsi ode mnie wymyślili sobie dla mnie pseudonim "poważny". Potem w gimnazjum był "grabarz". W wieku 11 lat pojawiła się u mnie plamka z tyłu głowy na potylicy. Nie rosły mi tam włosy. Był tylko meszek, a że miałem ciemne brązowe włosy, było to bardzo widoczne. Wyśmiewali się z tego w szkole i w rodzinie. Potem przyszedł defekt skroni. Z jednej strony czaszka odstawała mi w bok, co wyglądało po prostu dramatycznie. Z tego powodu również byłem ofiarą drwin czego odczuwam skutki do dnia dzisiejszego. W gimnazjum pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy. To był koszmar. Zacznijmy od tego, że guru klasowy zrył mi psychikę już przed samym wyjazdem, bo było losowanie kto będzie z kim w pokoju i on wylosował właśnie mnie. Do dziś prześladuje mnie ten jego jęk zawodu przy całej klasie. Ależ to było upokorzenie. Nikt nie chciał ze mną być w jednym pokoju, a on szczególnie. Nie chciałem tam jechać, ale pojechałem. Mieliśmy po 15 lat, więc wiadomo jak to jest w tym wieku. Ja oczywiście glupi myślałem, że będąc w trójkę w pokoju posiedzimy chwilę i pójdziemy spać, ale nie. Nagle zaczęły zlatywać się dziewczyny z klasy niżej. I to te najładniejsze i najbardziej wygadane, no bo w tym pokoju był guru całej szkoły. Zrobiło mi się słabo, bo przyszła też dziewczyna, w której się "kochałem" i chwilę nawet z nią pisałem kiedy mieliśmy po 13 lat, do dziś na mnie działa jakoś inaczej, ale nie ważne. Była seria kompromitacji, kiedy wszyscy zaczęli grać w butelkę tylko ja nie. Siedziałem jak debil na łóżku, cały spięty i zestresowany. W pewnym momencie dziewczyna, która mnie cisnęła w szkole od wstydliwego, wylosowała zadanie pocałować mnie. Spanikowałem. Strzeliłem buraka gapiąc się w telefon. Słyszałem jak podchodzi. Dalej patrzyłem w telefon. Podeszła bliżej i mnie pocałowała w policzek. Ja ani drgnąłem. Każdy zaczął się śmiać, a ja stawałem się z każdą sekundą coraz bardziej czerwony. W pewnym momencie nie wytrzymałem. Wybieram na korytarz. Usiadłem na schody. Za drzwiami pokoi słychać było śmiechy, krzyki, zabawę. Wtedy chyba pierwszy raz w życiu pomyślałem tak na poważnie, że jestem całkowicie inny. Że jest ze mną problem. Że jest źle. Zacząłem pukać do jednych drzwi, potem do drugich. Nie zapomnę jak zobaczyli mnie niby koledzy z którymi niby się lubiłem i jak zapytałem, czy mogę wejść, bez odpowiedzi zatrzasnęli drzwi. Nie miałem wyjścia. Musiałem wrócić... W pokoju dalej były te laski. Patrzyły na mnie jak na trędowatego. Byłem przeszkodą w świetnej zabawie, obcym elementem, zwykłym śmieciem. Jeszcze drugi typ z którym dzieliłem pokój puścił plotkę, że ciągle wale konia, więc będąc w łazience i myjąc ręce sprawiłem super ubaw dziewczynie, która chciała wejść. Zobaczyła mnie, szybko wyszła i usłyszałem głośne śmiechy. Tak, wyszło że HEHEHEH wale konia... W szkole średniej znowu wracamy do łysego placka na potylicy. Zaczęło mi to przeszkadzać jak nigdy wcześniej. Wpadłem w jakąś paranoję. Chodziłem w jednej jedynej bluzie przez cały rok, od poniedziałku do piątku, bo miała sztywny kaptur, który pozwalał zakrywać łysinę. Chodziłem sztywno jak zombie, ramiona w górę, szyja sztywno, byle kaptur się nie zsunął. To był koszmar. Każdy wypytywał co tak chodzę z tym kapturem na głowie jak jakiś kretyn. Jakoś w 2017 zacząłem się więc strzyc sam co kilka dni, aby jakoś to zminimalizować. Efekt można sobie wyobrazić, zwłaszcza że górę zostawiałem. Robiłem tak przez 6 lat i wyglądałem jak gówno. Przez deformacje skroni, łysinę, wyśmiewanie innych, swoją inność, popadłem w silną fobię społeczną, później w depresję. Rozmyślałem dużo o samobójstwie, co zdarza mi się również po dziś dzień. Fobia w jakimś stopniu odeszła, ale wciąż funkcjonuje mi się ciężko. Wyśmiewanie od najmłodszych lat, olbrzymie kompleksy w postaci łysego placka czy krzywej czaszki spowodowały, że nie mogę żyć normalnie. Mam już 25 lat, nigdy nie doświadczyłem miłości, seksu, prawdziwej, szczerej znajomości z innymi ludźmi, imprez, tańca, zaproszenia na 18tkę czy ślub. Jestem totalnym odludkiem. Nikogo nie obchodze, każdy o mnie zapomniał, a ja nawet nie mogę nic na to poradzić, bo jestem społecznie upośledzony i dalej męczą mnie kompleksy, przez które boje się wyjsc do ludzi. I po co ja mam żyć? Nawet prosta praca mnie przerasta. Jest mi źle, płacze słuchać Hallelujah i wyobrażając sobie swój pogrzeb, choć nawet to jest w kategorii rzeczy fantastycznych, bo nie miałby mnie ktoś nawet pochować. #depresja #samobojstwo #smierc #fobiaspoleczna #przegryw #zalesie #gorzkiezale

