Spójrzcie proszę z boku na skomplikowaną sytuację, oceńcie i napiszcie co uważacie. Jestem lvl 30, mam siostrę lvl 37. W przeciągu ostatnich 5 lat przeżyliśmy serię nieszczęść w rodzinie. Najpierw w odstępie miesiąca zmarli rodzice naszego taty. Rok później w odstępie kwartału rodzice naszej mamy. Kilka miesięcy później mamie zdiagnozowano nowotwór i rok później mama nie żyła. I w końcu tata 2 lata temu zginął w wypadku samochodowym (nie ze swojej winy). Straciliśmy łącznie 6 najbliższych członków rodziny. Mama i tata byli jedynakami, więc w zasadzie nie mieliśmy poza nimi i dziadkami nikogo innego. Z drugiej strony nigdy szczególnie nie byliśmy z siostrą blisko. Mamy kompletnie odmienne charaktery. Ja spokojny, introwertyczny, nieśmiały, lubiący stabilizację. Ona wybuchowa, przebojowa, nie usiedzi na miejscu. No ale relacje mieliśmy poprawne. Droga życiowa potoczyła nam się zupełnie inaczej. Ja skończyłem farmację i poszedłem pracować do korpo, ona przerwała studia pedagogiczne, wyjechała zagranicę, później wróciła i pracuje dorywczo, nie znalazła pomysłu na siebie. Wiązała się z nieodpowiednimi mężczyznami, ma córkę z niespełnionym artystą, który na wieść o ciąży uciekł zagranicę i nie ma z nim kontaktu.Po dziadkach i rodzicach dostaliśmy w sumie 3 mieszkania w miastach powiatowych, trochę oszczędności i pieniądze z polisy. Mieszkania i majątek sprzedaliśmy i podzieliliśmy się po równo. Wyszło całkiem ładnie "na start" po prawie 600 tys. zł. Ja natychmiast kupiłem sobie niewielkie mieszkanie (kawalerkę) w Warszawie w centrum. A ściśle rzecz biorąc dobrałem kredyt na 20 lat i kupiłem, bo wiadomo jakie są ceny. Siostra z kolei otworzyła salon kosmetyczny, później fryzjerski, trochę podróżowała i straciła większość pieniędzy. W efekcie ze swoim byłym partnerem (nie ojcem dziecka) wzięła kredyt na 2-pokojowe mieszkanie w niewielkim mieście, gdzie zamieszkała z córką i pracuje w urzędzie.No i tydzień temu odezwała się do mnie z płaczem, że z pensji gminnego urzędnika nie starcza jej prawie na nic, jej były i współwłaściciel mieszkania nachodzi ją i robi problemy, a ona nie chce żeby przychodził (chociaż spłacane mieszkanie jest w połowie jego) i że chciałaby zaoferować córce coś więcej i spróbować od nowa w Warszawie. Poprosiła mnie, czy skoro ja pracuję zdalnie to mógłbym przynajmniej na rok przeprowadzić się do niej, a ona zamieszkałaby w moim mieszkaniu w Warszawie z córką i tu spróbowała znaleźć lepszą pracę.I nie wiem jak postąpić. Życzę jej jak najlepiej, żal mi jej i jej córki, która nic nie zawiniła, ale z drugiej strony nie chcę się przeprowadzać z Warszawy na prowincję, nie znam jej byłego, z którym ma wciąż wspólny kredyt i w ogóle jakoś mi się to nie widzi. Rodzice pewnie namawiali by mnie, żebym jej pomógł w ten sposób. Nie ukrywam, że się też boję, bo ona nie jest stabilna w emocjach... Jak byście postąpili chcąc szczerze pomóc siostrze i jej małej córce (lvl 4)?#vejt #rodzina

