Jak byłaem alkoholikiem i często popijałem to miałem zapał do pracy, przecież na alko musiało być. A że nie zadowalała mnie parkowa z biedry tylko droższe trunki to trzeba było zarabiać. Do tego imprezy, wyjazdy, a z tym wszystkim wiążą się wydatki na jakieś taxówki, wejściówki, jedzenie, mandaty itp. No i skoro chlam to trzeba poziom trzymać aby nikt menelem nie nazwał. Więc się cały czas pracowała. Normalnie na etacie ale też na własną rękę. A to w weekendy robiłem w klubach na bramkach, a to uber/pszyne/wolt, a to taxi, a nawet i fizycznie bo nauczyłem się kłaść płytki więc robiłem to znajomym za jakaś fajną cenę + możliwość napicie się przy pracy. Tym sposobem mieszkając w powiatowym dochodziłem do 10tys na rękę miesięcznie. Oczywiście 3/4 szło na imprezy.Jak rzuciłem alko to motywacja całkiem mi przeszła. W firmie na etacie zrezygnowałem ze swojej stanowiska (bo stres) i poszedłem znów na niższe od którego parę lat temu zaczynałem. Prawie 3tys mniej na rękę. No teraz jest niewiele ponad najniższa krajowa. Wydatków nie ma. Więc się nie chce pójść dorobić na dostawach. Kolegom płytek kłaść się też nie chce. I teraz zarabiam 2/3 mniej i nie mam nawet na co wydać. Ehh Czuje się jakbym się cofną w rozwoju.#alkoholizm #zalesie #feels

