W zeszłym roku po 5 latach małżeństwa stwierdziłem że chce rozwodu (zdrady, oszukiwanie finansowe itp itd ze strony żony) i wniosłem pozew o rozwód. Dogadaliśmy się, dla dobra dzieci ja się wyprowadziłem, wszystko spisaliśmy, płaciłem jej alimenty na dwójkę dzieci a sam żyłem za 600 zł miesięcznie po opłaceniu rachunków i alimentów. Po niecałych trzech miesiącach zauważyłem ze co chwile zadaje się z innym typem, raz nawet chciała sprowadzić do domu gdzie była z dziećmi tirowca poznanego w internecie którego znała raptem miesiąc a mi na siłę wciskała dzieci bo ona "chce się z nim przespać". W przeciągu pół roku nabrała pożyczek w parabankach na ponad 12 tys. Zaczęła też pić i w końcu z policją zabrałem jej dzieci gdy miała ponad promil. Wniosłem do sądu o przyznanie mi opieki i taka dostałem na czas rozwodu i na 99% dostanę po rozwodzie . Nie wiem co by się musiało stać bym nie dostał, ona kompletnie nie nadaje się na opiekę nad dziećmi i widać że sąd też to widzi po przesłuchaniu wszystkich. Obecnie od ponad roku zajmuję się dziećmi, ona najpierw przychodziła jak chciała albo nie chciała i nie ustalała tego ze mną albo dzień wcześniej wieczorem pisała że chce przyjść a na moją uwagę że ma mnie uprzedzać darła się że jej utrudniam kontakt z dziećmi. W końcu wniosłem do sądu o ustalenie widzeń i dostalem że może je widywać pod moją kontrolą u mnie w domu. Alimentów też nie płaciła do puki nie dostała postanowienia sądu o zabezpieczeniu. Obecnie mieszka z jakimś 17 lat starszym typem w zrujnowanej kawalerce której właścicielem jest szef jej "chada"(a tak serio to zwykłego robotnika koło 50). I teraz tak sobie myśle, choć czuję się z tym źle, że ona będzie sobie balować, żyć w spokoju zmieniając facetów albo i będąc z kimś na dłużej. A ja będę wychowywał dwójkę dzieci w tym jedno autystyczne, pracował i jakie ja mam szanse na znalezienie kogoś? Obecnie pomagają mi rodzice ale wiadomo że to nie to samo co partner. Dzieci dorosną, wyprowadzą się a ja zostane sam mając 50 lat. Nie zrozumcie mnie źle, nie narzekam na to że mam dzieci bo z tego cieszę się jak z mało czego i jestem szczęśliwy że je mam przy sobie i są bezpieczne i nigdy bym ich nie oddał. Nic mi tak nie sprawia radości jak ich widok po powrocie z pracy i rano. Jednak myśl że prawdopobnie nigdy nie znajdę kobiety która by chciała ze mną być dobija mnie i czuję się strasznie samotny. Boję się tej samotności strasznie. Nie mam gdzie kogoś poznać bo pracuje do 16 po 16 jestem z dziećmi do momentu aż nie pójdą spać kolo 19.30. Weekendy też bo nawet jak ona przychodzi to nie mogę jej zostawić samej z nimi bo po dwóch próbach samobójczych i jej problemach zdrowotnych boje sie czy czegos im nie zrobi. Inna rzecz ze ona sama tej dwójki nie umie opanować i nie raz syn jej uciekał i przebiegał przez ulicę na co ona reagowała wzruszeniem ramion. Na domiar złego mam straszne problemy w kontaktach z ludźmi a co dopiero z kobietami. Gdzie ja mam kogoś poznać z takim trybem życia? :(#samotnosc #rozowepaski #niebieskiepaski #rodzina

