Wychodzenie ze swojej strefy komfortu to cholerne cope. Jeszcze w kwietniu tego roku miałem pracę, która może była i nisko płatna ale dawałem sobie w niej radę i przede wszystkim zarabiałem jakieś pieniądze i nie czułem się wrzodem na utrzymaniu rodziny. Niestety postanowiłem to zmienić bo poprzednia robota była zmianówką i chciałem pracować od 8 do 16 i jednocześnie odejść z początkiem maja ze swojego zakładu będąc świecie przekonany, że z wyższym wykształceniem uda mi sie w miesiąc ogarnąć coś. Mamy początek października a ja jestem w środku wiadomo czego. Pierwszą robotę mogłem mieć już w połowie czerwca, ale zrezygnowałem bo wymagali komunikatywnego angielskiego a ja nie lubię się nim posługiwać w mowie. Próbowałem później dostać sie do urzędu ale oblałem egzamin wstępny i ostatecznie w połowie sierpnia znalazłem całkiem spoko prace biurową, bez języka i w noramlnych godzinach. Niestety jedna z moich współpracowniczek która miała mnie uczyć kompletnie nie zaakceptowała mnie i mojego nieco lękowego stylu pracy (od wielu lat choruję na OCD i nerwicę, mam za sobą epizod depresyjny i jestem ciągle na proszkach) i też niestety musiałem zrezygnować mimo że sama formuła pracy mi bardzo odpowiadała. Po tym podłamałem się jak cholera, a od 3 dni mam pełnoprawne załamanie nerwowe, miałem załatwioną pracę na przeczekanie i musiałem zrezygnować. Czuję się jak totalne gówno, będę musiał zwiększyć prawdopodobnie dawkę leków, a zanim poczuję się lepiej minie pewnie kolejny miesoąc zdychania w domu bez pracy. Niech mnie szlag trafi.#przegryw #neet #pracbaza #robpill #bezrobocie

