Czuję ogromny żal i resentyment wobec żony. Ponad 6 lat temu, krótko po ślubie, mieliśmy odłożone ponad 100k zł. Chciałem wtedy kupić mieszkanie, zacząć życie na swoim zamiast wynajmować, mieć stabilną bazę, żeby potem zakładać rodzinę. To był mój priorytet, jeszcze przed ślubem jasno mówiłem, że dom i dzieci to dla mnie najważniejsze cele w życiu.W dodatku był to czas gdy moi rodzice chcieli nam pomóc, mogli dołożyć do wkładu własnego.Ale żona wtedy "wyskoczyła" z pomysłem podróży dookoła świata. Mówiła, że mieszkanie kupimy później, że pieniądze szybko się zarobi, a taka przygoda może się już nie powtórzyć. Zgodziłem się, choć miałem wątpliwości. pomyślałem: ok, najpierw podróż, a potem zacisnęmy pasa i skupimy się na przyszłości.No i mamy rok 2025. Mieszkania nadal brak, oszczędności to 90k. Co nawet nie wystarczy na wkład własny. Żałuję tej decyzji jak mało czego w życiu. Najgorzej że patrzę na swoją rodzinę i znajomych i wszyscy już mają swoje mieszkania, domy, założone rodziny. Z moimi rodzicami kontakt się pogorszył, bo nie aprobują naszego stylu życia (a raczej stylu mojej żony, ja się tylko "dostosowuję"). Mają mnie za kogoś gorszego wobec moich sióstr, które radzą sobie w życiu zdecydowanie lepiej niż ja.Dlaczego nikt nie mówił przed zawarciem ślubu że należy przegadać podejście do finansów, celów w życiu? Gdybym wiedział wszystko co teraz, nigdy bym się z nią nie ożenił. Nie wierzcie w to, że przeciwieństwa się przyciągają, bo potem jest tylko żal. Teraz wydaje się wszystko "obvious". Przez całe życie żyłem oszczędnie i priorytetem była dla mnie rodzina, ona całe życie przewalała pieniądze, a najważniejsze zawsze był dla niej podróże, randeczki, kwiateczki i inne gówna itd. Jaki ja byłem głupi. #zwiazki #mieszkanie #nieruchomosci #gorzkiezale

