Opublikowane
Czy mój kumpel został alkoholikiem?Chodzi o ziomka, którego znam z dzieciństwa, teraz mamy po 30 lat. Na wstępie powiem, że razem z innym kolegą próbowaliśmy chyba wszystkiego, żeby mu pomóc, ale nic nie działa. W dużym skrócie, z chlopa z jakimiś hobby, pracą, ogólnie życiem, aktualnie nie pracuje, nie robi praktycznie nic ze sobą tylko chleje - najczęściej w domu, sam - zazwyczaj to 4pak, czasem 4pak plus małpka, w weekendy już nas namawia na wódę. I ta aktualna ilosc alko jest mniejszza niz kiedys, bo juz pije sam, a wczesniej mial jakis towarzyszy (niemal codziennie pekala flaszka). Ziomek nie chce praktycznie robić nic poza chlaniem i nie idzie mu przemówić do rozsądku, bo uwaza, że on lubi i jest ok xD jakiekolwiek próby pomocy ze strony mojej i jednego przyjaciela są skazane na porażkę. Taki stan trwa ok 2 lat, ja przesadzam czy chlop faktycznie został alkoholikiem i już zwykły random jak ja nie jest w stanie mu pomóc?#alkoholizm #gownowpis #Zalesie #bezrobocie #depresja #przegryw
110

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (2)
mirko_anonim
Opublikowane
@m_ney: Dzięki za odpowiedź. Tylko do tej pory jak piłem to mnie minimum nie interesowało. Wręcz byłem dość dynamiczny i ambitny. Czy byłem w alko wkręcony mocno? I tak i nie. Jak na wykopie napisałem ile piłem to zdarzała się litania od kilku osób, że jestem alkus i tak dalej. Ale przecież mój ojciec pije podobnie, zawsze uśmiechnięty, pełen vigoru, masa znajomych. A znajomi też pija. Czy z pracy czy towarzystwo z barów. Połowa z nich zdecydowanie więcej niż ja piłem, ale dalej w granicy przyzwoitości (bez robienia pod siebie, agresji, no ogólnie patologii). Raczej nigdy nie odłożyłem czegoś na drugi plan, bo alko. Trzeba to trzeba, zrobię co mam zrobić i się dopiero napiję. Tak podchodziłem do pracy. Robiłem swoje, a potem za dodatkową kasę brałem najtrudniejsze rzeczy z pracy. I wpadała premia i bez dziadowania mogłem sobie kupić flaszkę whisky za kilka stówek. A rekord to 1950zł za butelkę. Inne dziedziny życia też normalnie. Pomęczę się na siłowni, ugotuje obiad, a jak przyjdzie weekend to się napije - takie myślenie w głowie cały czas.Motywacja w piciu? Po prostu lubiłem ten stan resetu, oczyszczenia głowy, symbol zakończenia np. tygodnia w pracy czy jakiegoś głupiego projektu. No takie małe świętowanie. A zaprzestanie picia? To tak jak pisałem, litanie tu na wykopie czy na innych forach/discordach. Spotkałem też w swoim życiu kilka osób które jak dowiedziały się, że funkcjonuje to prawiły mi wykłady. Na początku chciałem udowodnić sobie (i czasem też tym osobom), że tak nie jest. Zaczęło się od jakiegoś tam odpuszczenia dobrej imprezy. Potem zrobienie sobie miesiąca przerwy. I tak dalej. Chciałem zobaczyć, czy będzie to trudne. Wydaje mi się, że nie było. Po prostu musiałem wyłączyć telefon i tyle. Serio nie było trudno. Dużo trudniej mi się powstrzymać przed zjedzeniem czegoś słodkiego. A alko mam na wyciągnięcie ręki teraz w domu. No i przyszedł pomysł na dłuższą abstynencję, bez jakieś granicy jak miesiąc tylko pociągnąć to do oporu. No i ciągnę. Trudne nie było. Koledzy z barów jak się dowiedzieli, że nie piję to mnie olali. Żona pije, ale mniej. Wpadają czasem znajomi, piją z nią, mnie nie ciągnie.A druga rzecz, to jest to co pisałeś w pierwszym akapicie. Że życie bez alko będzie piękne. A czemu tak? Bo jak czytam tu tak to większość osób piszę to w taki sposób jakby rzucenia alko poprawiło ich życie o 180st. Ile jest wpisów, że ktoś nie pije miesiąc i jest super, że żałuje, że tak późno. Poprawa nastroju, motywacja, schudnięcie, lepsza cera. U mnie wszystko odwrotnie albo bez zmian. Nawet byłem na paru spotkaniach AA i tak każdy tak samo, że jak nie piją lepiej jest, ta prowadząca też gada, że będzie jeszcze lepiej. No nie jest xDCo do picia solo to też to lubiłem. W sensie mam żonę to ciężko pic samemu bo ona też coś łyknie. Ale po alko potrafiłem tylko oglądać filmy, grać w gry, słuchać muzyki. Na trzeźwo nigdy, nawet za dzieciaka mnie to nie interesowało. Dla mnie to marnowanie czasu na coś co nie da żadnego profitu. Czuje wręcz presje, że muszę obejrzeć film do końca, przesłuchać wszystkie piosenki z płyty czy poznać cała dyskografię. A na alko był luz, i tak marnuje czas pijąc więc zagłębiałem się w filmy, seriale, gry. Ale już trzeźwa niedziela przyszła i zero chęci żeby ten serial skończyć. A w towarzystwie to tak jak piszesz. Fajnie się pije.Ja też nie upodlałem się jakoś mocno, na prawdę nie wiem czy rzygałem po alko kiedyś, pewnie tak ale było to z 2-3 razy i nie na siebie czy w lokalu na podłogę tylko w domu w kulturalny sposób. Znajomi pili, pija i też jakieś przypałowe akcję można policzyć na palcach jednej ręki. Być może przewiną się w towarzystwie ktoś kto ładnie płyną ale takiej osoby co robi szambo to się unika. I znajomi to nie były osoby które są z jakiegoś marginesu społecznego. Duże miasto, praca w korpo i kasa. Piliśmy w barach głównie, z kraftami, z dobrą whisky. Może na wsi wśród takich pijaczków jest inna mentalność. Z liceum miałem gościa co jeszcze parę lat temu pracował na wsi w kołchozie na magazynie za 5zł na godzinę na czarno, a zgodził się na to bo szef przymykał oko na piwko w pracy. Ale to jest osoba z którą nie mam kontaktu, tylko cześć cześć i co tam słychać. To już dla mnie zupełnie inna liga człowieka do której mi było (według mnie) daleko.
Moderator Narmel
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@m_ney: Hej. Zaciekawiło mnie to co napisałeś o tym zawężeniu potrzeb życiowych. Sporo w życiu popijałem, ale głównie weekendy. Ale nie jak kolega opa 4 piwa, tylko 14 dziennie np. w taką sobotę, do rana do wieczora. Ogólnie do ostrego rauszu się doprowadzałem. Mocny alko też był. Ale w tyg nie piłem, co najwyżej jak była jakaś okazja to 1-2 piwa. Ogólnie to nic nie straciłem przez alko, nie zapiłem do pracy, nie leżałem w rzygach, nie byłem na myjce, nie byłem agresywny. Ogólnie z alko mam same pozytywne wspomnienia. No ale rzuciłem alko ok. półtora roku temu. I dopiero jak rzuciłem to pojawiło się u mnie to co napisałeś czyli "zawężanie potrzeb życiowych". Po co zarabiać, męczyć się w pracy w korpo jak można przebimbać na magazynie. I tym sposobem zarabiam teraz prawie 3x mniej niż 2 lata temu. Kobieta? Już kombinuje z rozwodem. Nie, że się pokłóciliśmy, tylko marzy mi się życie singla aby nie jeździć na jakieś urodzinki teściowej. Sport? A po co, nie chce mi się. Gotowanie jedzenia? Zjem kanapkę z żabki i zupkę chińską. Mieszkanie takie duże? Jak się rozwiodę to wynajmę pokój ze studenciakami, nie trzeba będzie sprzątać. Znajomi? Piją dalej, więc unikam i na trzeźwo mi się nie chce (95% znajomych to tylko osoby znane z barów/pubów i ławek w parku). Hobby? Nie chce mi się i nie mam kasy już, leży w piwnicy, większość rzeczy porozdawałem znajomym np. narzędzia. Nawet mi się sprzedać tego na olx nie chciało.Co o tym myślisz?
Moderator Narmel
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clrsshax100k40mjd26nu585t

Dodane: 25 stycznia 2024 - 06:44:18
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy