W wieku niespełna 29 lat zakochałem się drugi pierwszy raz w życiu. Oczywiście nieszczęśliwie. Wcześniej byłem w długoletnim związku, który był do bólu pragmatyczny i bez romantycznych uczuć. Miesiąc po rozstaniu miałem już moją ex w głębokim poważaniu. Ból był, ale nie chodziło o nią, a o wyłącznie o mnie i to, że muszę się uczyć żyć na nowoPierwsze zakochanie, to synek było zdradliwe, bo miałem 17 lat i burzę hormonów. W sumie myślałem, że to wszystko jest kit i człowiek dojrzewa i wyrasta., dojrzewa emocjonalnie. No i tak rok z hakiem po rozstaniu, porandkowałem trochę i w sumie nic nie robiło na mnie emocjonalnego wrażenia, nawet seks był taki se (był tylko z jedną, ale randek sporo), więc utwierdzałem się w swoim przekonaniu. I nagle taka jedna laska mocno wpadła mi w oko. No mój typ 100 %. Z wyglądu, z charakteru, wszystko. Trochę wychodziliśmy. Zaciekawiła mnie, coś tam się zacząłem podpalać. Nagle bum. Pewnego dnia poszliśmy na obiad. Siedzę z nią w knajpie, siada naprzeciwko mnie i momentalnie poczułem prawy sierpowy na szczęke. Czyli kołatanie serca, gulę w gardle i uczucie lęku. Chciałem iść do kibla, ale na szczęście ona poszła i szybko jakoś doszedłem do siebie (pomogło mi to, że pracuję X lat jako handlowiec B2B i potrafię panować nad stresem). Nie zauważyła, bo trafiło mnie jak ona zaczęła mówić i akurat po chwili wstała do toalety, a sygnalizowałą, ze pójdzie jeszcze chwilę przed "grzmotem".Potem starałem się X czasu o tę relację, ale laska była zablokowana. Był dystans. Raz jedyny wypiliśmy razem % i dowiedziałem się, ze jestem mega w jej typie, ale mamy inne oczekiwania co do życia i to nie wypali. I miała rację (ja chcę żonę i rodzinę, ona nie chce ani dzieci ani formalnego związku w przyszłości + jeszcze kilka różnic tego typu. Ja wierzący, ona nie i tak dalej. O ironio, bo jesteśmy do siebie podobni z charakteru i podbone pasje, a mamy zupełnie inne cele w życiu...). W końcu postawiłem sprawę jasno, ale na związek nie było szans, więc urwaliśmy kontakt. Kropka nad i postawiona kilka dni temu, ale telenowela trwała pół roku. Myślę, że w długoterminowej perspektywie wyszło dobrze. Bo nawet jakbym coś wywalczył, to potem byłyby tylko problemy.Pod względem rozsądku stało się dobrze. Ale serce mi krwawi w cholerę. Nie sądziłem, że po 12 latach będę znowu przez to przechodzić. Boję się, że przy takiej częstotliwości już mnie nic dobrego nie spotka. Nie narzekałem nigdy jakoś mocno na powodzenie, tylko trochę zdałem sobie sprawę, że do mnie pasuje tylko jeden, konkretny typ osobowości, taka bratnia dusza. No trudno.Dam wam radę - jak coś nie idzie po waszej myśli od początku, to się w to nie pchajcie dalej. Bo może wywalczycie to, by przeżyć kilka pięknych chwil, ale za wszystko przyjdzie wam zapłacić. A ceną będzie po prostu ból, poczucie odrzucenia, obniżona samoocena i brak chęci na nowe znajomości. Dziś by się przede mną rozebrała kobieta 10/10 i nie chciałbym się nawet na nią spojrzeć.#zalesie #zwiazki #seks #randkujzwykopem #randki #logikarozowychpaskow

