Opublikowane
"Takiej miłości każdy młodzian czeka,tak być kochana chce każda dziewczyna;czemuż w najświętszym z popędów człowiekatkwi tak straszliwego cierpienia przyczyna?"tl;drmam zamiar przetestować różne rodzaje wyjścia z samotności, część z nich to kretynizm, ale gorzej raczej nie będzieTekst może być nieco długi i chaotyczny, ma formę autoterapii, ale postaram się przelać moje myśli na ekran w jak najprostszy sposób.Wstęp:Wielokrotnie rozważałem naturę swojego umiarkowanego spierdolenia i doszedłem do klarownych wniosków. Występuje ono na wielu płaszczyznach, jednak najjaśniej objawia się w relacjach romantycznych i o tym też będzie ten tekst. Istniało ono odkąd sięgam pamięcią, część przyczyn była uwarunkowanych społecznie i rodzinnie, a spora część to moja zasługa. Zdefiniowanie problemu:Jestem najprzeciętniejszym przypadkiem o którym czyta się niemal codziennie na tym tagu czy psychologicznych profilach na instagramie. Cichy, grzeczny, pracowity, wrodzony ale też i wpojony perfekcjonizm, brak zdecydowania w działaniu, overthinking, nakarmiony książkowymi ideałami (stąd też Goethe na wstępie), bezradność wyuczona, "co będzie jak ludzie pomyślą", ogólny młodociany bluepill - to ja. Można z tym wszystkim żyć, ale właściwiej byłoby powiedzieć - wegetować. Mimo dobrego zdrowia, warunków materialnych i czasu nie wiem co ze sobą robić. Moje nastawienie do świata i motywacja to zniekształcona sinusoida. Hobby, siłownia, legendarne "bądź po prostu sobą bro i miłość sama cię znajdzie" to zwykłe copium. Nic nie zadziała jeśli nie ma bodźca inicjującego proces.Uczucie rozdrażnienia na widok par miło spędzających czas to już nie presja społeczna, a raczej produkt końcowy wieloletnich przemyśleń. Bez sensu robić cokolwiek, skoro nie ma komu o tym opowiedzieć. Nieudane próby stworzenia jakiejkolwiek relacji, które można zacząć datować już od czasów gimnazjum, skutkowały coraz mniejszą motywacją i strachem przed porażką w przyszłości. Tak mijały liceum, studia, tak trwa teraz praca. Znajomi poszli w swoją stronę i pozakładali rodziny, a jakichkolwiek okazji do wyrwania się z rutyny jest coraz mniej. Tak dochodzimy do właściwego tematu przemyśleń.Proponowane rozwiązania:Wychodzę z założenia, że warto spróbować zmienić ten stan rzeczy. Umożliwia mi to przede wszystkim przyzwoity status materialny, mimo wszystko przyzwoity wygląd, duże miasto. Główną blokadą jest brak jakichkolwiek okazji do wykazania się i do poznania nowych osób. Co mogę zatem zrobić?1. Terapia/psycholog. - Boję się tego jak ognia, że ktoś się dowie, że nie zadziała, boję się że finalnie zawiną mnie w kaftan. Nie przyniesie bezpośredniego efektu, ale umożliwi zmianę podejścia do życia. Raczej maraton niż sprint, chociaż jeśli już zadziała to systemowo a nie wybiórczo.2. Otwarcie się przed rodziną i znajomymi. - Każda z tych osób zna moje położenie, ale nie jest świadoma skali do jakiej wyolbrzymiam ten problem. Czy realnie mógłbym coś osiągnąć? Poza słowami wsparcia chyba nic. Uczucie wstydu i łatka dziwaka przeważyłoby jakiekolwiek korzyści. Przecież nagle nikt nie zacznie mnie targać po atrakcyjnych miejscach gdzie nawiążę nowe znajomości. Chyba najgorsze rozwiązanie.3. Tinder, instagram i podobne. - Nie potrafię się zaprezentować, sprzedać swojej osoby. Wszechobecna znieczulica, dysproporcja płciowa, ghostingi, zdawkowe odpowiedzi zniechęcają do działania i cały proces przypomina bicie piany, młócenie słomy. Chociaż przy dużej dawce samozaparcia może służyć jako równoległe rozwiązanie.4. Po prostu wyjdź do ludzi. - Skoro gorzej już raczej nie będzie, to można spróbować zacisnąć zęby i brnąć w bagno głębiej. Mam wrażenie, że w realu wypadam lepiej niż w internecie. Tylko nie potrafię sobie wyobrazić żadnej takiej sytuacji. Jak ma to przebiegać żeby nie było to sztuczne jeśli ja już teraz mam świadomość że robię to na siłę? Nie piję alkoholu, nie lubię klubów, koncertów, więc odpada spora ilość miejsc rozrywkowych. Podchodzenie do przypadkowych osób w parku, w sklepie, w kawiarni, na siłowni to prosta droga do proszenia się o tytuł creepa. Ale cierpliwość może być wynagrodzona. Kursy tańca, wolontariat, szybki randki i inne zorganizowane zajęcia śmierdzą desperacją (chociaż domyślam się, że śmierdział będę nie tylko ja). Jeśli wychodzi się gdzieś grupą wygląda to zupełnie inaczej. Jeśli samemu, to - no właśnie, jak?I co jeśli okaże się, że gorzej jednak może być? Że wprowadzi mnie to w jeszcze większe poczucie beznadziei?5. Terapia na własną rękę. - Nie miałem styczności z czytaniem poradników psychologicznych. W sumie to samo co w punkcie 1, ale mniejsze ryzyko porażki.6. Pogodzenie się z obecną sytuacją. - Tego akurat nie biorę pod uwagę, bo mam pełną świadomość że to perspektywa kaftana w ciągu kilkunastu lat.Podsumowanie:Najbardziej ryzykowne ale potencjalnie skuteczne rozwiązanie to "4". Na korzyść tego sposobu na pewno działa pewna anonimowość i niewielkie nakłady (nie licząc czasu). Jak tylko uodpornić się na porażki, które z pewnością wystąpią (i to w zdecydowanej większości przypadków)? Jak przełamać sztuczność? Gdzie najpierw spróbować? Jak zacząć? Tego jeszcze nie wiem.Jeśli ktoś tu dotarł to gratuluję i dziękuję. Wpis miał na celu uporządkować pewne myśli i być może się to udało.#przegryw #tinder #podrywajzwykopem #rozowepaski

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Opinie o

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clx4vnnjc02vc77roiqreu1ar

Dodane: 7 czerwca 2024 - 18:04:59
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu