Pracuję w międzynarodowej korporacji za całkiem niezłe pieniądze. Ponieważ kupiłem w zeszłym roku swoje pierwsze mieszkanie na kredyt, moim celem na najbliższe 3 lata jest zamknięcie tego kredytu (łącznie 5 lat spłacania).Pracuję dużo, bardzo dużo (tak jestem pracoholikiem). Praktycznie nic innego nie robię, świątek piątek czy niedziela - pracuję nad projektami. Nie mam czasu na żadne hobby (robię absolutne minimum), nie chodzę na siłownię, nie wychodzę 'na miasto'. Jestem już skrajnie przemęczony, ale wierzę, że dam radę dociągnąć do celu (spłata kredytu).Czy zażynanie się do ostatniej kropli potu ma sens, aby nie musieć dźwigać krzyża kredytu?Nie potrafię zrozumieć jak ludzie mogą żyć na te wszystkie kredyty, leasingi, pożyczone marzenia. To jest czysta tykająca bomba która takiego kredyciarza zmiecie z planszy przy pierwszym pierdnięciu. Szczególnie przy widmie recesji od 2025 roku.Zastanawiam się czy nie powinienem do tego wszystko podejść bardziej 'na luzie'. Spłacając kredyt zgodnie z planem (30 lat), mógłbym pozwolić sobie na o wiele więcej przyjemności, od materialnych do tych związanych z czystym odpoczynkiem, wyspaniem się etc.Czuję jednak, że warto poświęcić się te kilka krótkich lat, aby zdjąć ogromną pętlę z szyi związaną z obciążeniem kredytowym.Jakie są Wasze przemyślenia? Ktoś myśli podobnie jak ja?#finanse #praca #pracait #filozofiadlajanuszy #filozofia #programowanie #programista15k #nieruchomosci

