Źle się czuję z tym że nie kocham swojego biologicznego syna. Przez całą młodość byłem typowym #przegryw Nie miałem więc nigdy dziewczyny przed trzydziestką więc czarodzieja udało mi się zaliczyć. Potem poznałem na #tinder samotną matkę, świetną kobietę i dobrą matkę ale jak to się zdarza - "ojciec" okazał się być niedojrzałym chłopcem i uciekł od odpowiedzialności. Wbrew gadaniu innym czerpałem ogromną satysfakcję z wychowywania swojego przybranego syna. Problemy się zaczęły jak urodził się mój biologiczny syn z tego związku. Nie mogę na niego po prostu patrzeć. Starszy syn jest wysoki, wysportowany, ciągle w ruchu. Brałem go na piłkę nożną i na rowery. Nawet twarz ma jakąś taką szlachetną. A jak patrzę na swojego biologicznego to już widać mimo że jest młodym dzieckiem że za wysoki nie będzie, jest ogólnie lichy, strachliwy. I ma w sobie jakąś szpetotę. W sensie nie jest paskudny ale coś mnie odpycha. Sprawia też problemy w szkole. Starszy syn radzi sobie doskonale, ma świadectwa z paskiem, dużo kolegów. Młodszy nie uważa na lekcjach, ledwo zalicza i nie ma ani jednego kolegi. Sam jak wspomniałem też byłem takim przegrywem w młodości. Patrząc na niego widzę wszystkie swoje słabości których nienawidzę. Ze starszym synem mogę pójść gdzieś do znajomych i się nim pochwalić i pokazać taką ojcowską dumę. A z młodszym się po prostu wstydzę wyjść bo jak ludzie na nas patrzą to pewnie sobie pomyślą że synek nieudany ale czego się można było po takim ojcu spodziewać. Wiem że to zabrzmi okropnie ale żałuję że się urodził bo jest tylko przeszkodą w moim życiu i dużo lepiej mi było jak moja rodzina to była moja żona i starszy syn. #dzieci #wychowanie

