Nie będę zbyt oryginalny, ale od jakiegoś czasu wracam wciąż myślami do relacji, która została zakończona niedawno.Przez pięć lat byłem w relacji z partnerką z która jak mi wydawało, będę tworzył związek do kresu moich dni. Jednak jak mówią niektórzy, nic nie trwa wiecznie.W wielkim skrócie, poznaliśmy się przypadkiem na plaży jednego z polskich kurortów nadmorskich, ja byłem w pracy ona przyjechała bawić się z koleżankami. Od tego momentu powoli przyciągaliśmy się do Siebie, mimo dzielących nas kilometrów. Utrzymywaliśmy kontakt, chociaż nie było powiedziane, że jesteśmy razem. Na tym etapie naszej relacji to głównie ona zabiegała o dalsze rozwijanie kontaktu m.in. przyjeżdżała do mnie, zapraszała mnie na spotkania rodzinne, poznawała ze swoimi znajomymi. Można powiedzieć, że ten moment przypadał na czas studiów. Po zakończeniu kierunku na swojej uczelni zdecydowała się na przeprowadzkę do mojego miasta. Nie byłem pytany o zdanie, właściwe zostałem postawiony przed faktem dokonanym. W międzyczasie było między nami parę konfliktów i innych kobiet, które kręciły się w okolicy, wokół niej również byli inni koledzy. Jednak od momentu przeprowadzki postanowiliśmy wybaczyć sobie wszystko i wejść w pełni w nasz wspólny związek. Początkowo osobno, później już razem na jednym małym pokoju, mieszkaliśmy wspólnie przez dwa lata aż do momentu rozstania. Pokój był mikroskopijny, można powiedzieć, że mieściło się w nim łóżko i szafa, ale jakoś nam się żyło, raz lepiej a raz gorzej jak to w życiu. W międzyczasie było wiele rzeczy, w które chciałem ją zaangażować jak np. sport. Jednak jej usposobienie nie do końca szło w parze z takimi wyzwaniami. Akceptowałem to, jednak z drugiej strony nie do końca rozumiałem jej decyzje. Należy zaznaczyć, że w międzyczasie miałem cięższy okres. Koniec studiów, poszukiwanie pracy. Chwytanie się wszystkiego. W końcu nastąpił przełom, znalazłem pracę, która była moim miejscem marzeń - stanowisko o wysokim statusie społecznym powiązane z kierunkiem edukacji. Niestety nic nie trwa wiecznie. Po ponad roku nie dostałem umowy i musiałem zrezygnować. To był dla mnie dużym ciosem, stawiałem na to bardzo dużo. Między nami zaczęło się psuć, aby uśmierzyć ból (piłem nie dużo, ale pilem piwka nie radząc sobie z problemami). Po miesiącu znalazłem pracę, znów dorywczą, ale pozwalającą się utrzymać poszukując powrotu do byłej pozycji. Niestety moja luba lubiła upić się do nieprzytomności w sytuacjach jak imprezy, wyjścia z koleżankami już od momentu naszego poznania. Próbowałem na nią wpłynąć, ale przeważnie kończyło się to bagatelizowaniem i ucieczką od tematu. Wcześniej obiecankami, które po czasie przestawały mieć moc sprawcza. Rozmawiałem o tym z jej rodzeństwem, ale na niewiele się to zdało. Po jednej z takich imprez zgadałem się z nią. Byłem na wyjeździe służbowym 100km od domu. Była znów pijana w natłoku emocji powiedziałem aby mnie spakowała. Napisałem do niej również długą wiadomość której się wstydzę, pisząc brednie pod wpływem emocji o braku wizji wspólnej przyszłości, a także obraziłem jej przyjaciółki, które pozwalały jej na doprowadzanie się do takiego stanu z którymi sam ją zapoznałem :c Następnego dnia, pojawiając się w domu byłem już spakowany. Przyznam się, że zakładałem to jako moment dyskusji, próby rozwiania konfliktu, a nie zakończenia relacji. Zastałem rzeczy spakowane w worki na śmieci. Dodatkowo widziałem w niej taki przebłysk dumy, który dolał we mnie oliwy do ognia. Zabrałem swoje rzeczy i wyjechałem do domu rodzinnego w którym spędziłem tydzień, aby wszystko przemyśleć i znaleźć nowe miejsce zamieszkania. W ciągu pierwszych dwóch tygodniu próbowałem uciekać w pracę, na próby nawiązania kontaktu z jej strony nie zwracać uwagi, napędzany opinią znajomych i rodziny, a także wewnętrznego gniewu. Tak minął pierwszy miesiąc. W drugim rozpoczęło się wspominanie i smutek. Widziałem się z nią, ale widziałem w niej słowa napędzane przez jej koleżanki, dosłownie wyuczone teksty. Powodowało to jeszcze większe popadnie w nostalgię - mówiła może tak miało być, może kiedyś jeszcze do sobie wrócimy, wtedy tez poprosiła mnie żeby przeprosił obrażona w wiadomościach znajomą na co nie mogłem przystać. Parę razy dzwoniła napędzana alkoholem, ale poprosiłem ją aby nie robiła tego pod jego wpływem. Mi również się to zdarzyło. W międzyczasie ja siedziałem sam, ona zamieszkała ze swoją przyjaciółką, która jest samotną mamą pomagając jej przy opiece nad dzieckiem. Ta mama to typ kobiety „silnej i niezależnej” który z mojego doświadczenia woli burzyć niż coś naprawić. Wiem, że poczęsci to ona przyłożyła się do postawy mojej. Po rozstaniu miałem plany wyjechać, jednak finalnie pracuje zdalnie. W trzecim miesiącu, a więc aktualnie myślę o niej i chciałbym naprawić swoje błędy bo było ich sporo. Odzywamy się do Siebie, ale kontakt z jej strony jest dość lakoniczny. Co jakiś czas sama coś wyślę, jakieś zdjęcie, wtedy próbuje rozwinąć rozmowę jednak odpowiedzi są dość zdawkowe. Zaraz wyjeżdżam do Niemiec, żeby tam się odrobić i czuję, że to ostatnia szansa aby coś z tym zrobić. I tak mam sporo, za uszami, plus jestem dość oschły w swoich uczuciach.I tak myślę o niej i myślę, i im bardziej mi ucieka tym bardziej się zamartwiam.Zaproponowałem jej dziś spotkanie jednak powiedziała mi, że ma już plany. Życzyłem jej mile spędzonego czasu i poprosiłem o wyznaczenie innego terminu w wygodnym dla niej terminie. Aby spotkać się na kawę i porozmawiać szczerze od serca. Zgodziła się, powiedziała, że musi wyzdrowieć, bo jest chora i jak zwolni się jej czas odezwie się.I tak siedzę sobie w takim niebycie. Myśląc o niej i o tym co mogę naprawić. Z tego co wiem z nikim się nie spotyka. Proszę o rady jak mogę to naprawić. Nie chce się narzucać, chciałbym być dla niej lepszym partnerem i samemu też się naprawić. Kocham ją i bardzo mi jej brakuje. #logikarozowychpaskow #rozowepaski #rady #zwiazki

