niezawodny-badacz-51 pisze:
ciekawy temat, podzielę się swoją historią..po ukończeniu prawa z braku perspektyw emigracja do UK, powrót i podejście do pierwszego ziobrowskiego naboru na aplikację korporacyjną, niestety źle obstawiłem i poległem, pamiętam, że zdało chyba 12%. w tej izbie. Znajduję w PL pracę w handlu .Moja praca raczej bez perspektyw, ale zaprzyjaźniam się z kierownikiem, osobą starszej daty (też po prawie ale od lat siedzi w handlu), która stała się moim mentorem i otworzyła mi oczy na wiele możliwości w życiu. Co roku 14 dni urlopu wykorzystane na naukę do wstępnego do aplikacji i niestety porażki. Obsługuję w firmie zagranicznych klientów i ćwiczę skille sprzedażowe. Po pracy praktycznie codziennie nauczam angielskiego młodzież i dorosłych, robię na tym drugą pensję. Lubię nauczać, już na studiach ratowałem tym mój studencki budżet. Potrzebna każda złotówka, bo rozpoczęliśmy budowę domu.Udaje mi się zmienić branżę (projekty i rekrutacja) dzięki angielskiemu. Zarabiam już lepiej, rozwijam skille ale wieczorami wciąż drugi etat - prowadzę zajęcia i robię jako tłumacz w okolicznych firmach. Dorabiam też pismami procesowymi i poradami prawnymi. Dalej wszystko ładujemy w chatę, mieszkamy u rodziców. Niestety firma w której pracowałem podpadła polskim urzędnikom i zamyka operacje w PL. Zostaję bezrobotnym z niezłym CV, czyli niezatrudnialnym w moim miasteczku 30k mieszkańców. Wtedy wchodzę w kryptowaluty (zanim to było modne), stawiam amatorskie koparki, kupuję i sprzedaję. Stawiam parę serwisów przynoszących niewielki pasywny dochód. Namawiam żonę na otwarcie biznesu, który z czasem chwyta.I oto zdaję ten egzamin i dostaję się na aplikację. Znajduję patrona którego chciałem i namawiam go żeby mnie wział za free. Nie nauczylem się za dużo ale to świadoma decyzja - żeby się utrzymać robię swoje rzeczy, patrona odwiedzając 1x w tygodniu. Na aplikacji widzę ludzi zafascynowanych prawem, czuję że do nich nie należę. Niestety odstaję wiedzą i doświadczeniem, ale z drugiej strony na II roku aplikacji wprowadzam się do własnego domu wybudowanego bez kredytu. Dom wykańczamy za bitcoiny. Na II roku biorę dotację i otwieram swoją kancelarię prawną. Wyciągam ok 10k/mc, głównie z języków. Plan jest taki - znam sporo ludzi, którzy mi ufają - kursanci i klienci którym doradzałem - i oni bedą moimi klientami a ja zrobię tranzycję z prowadzenia zajęć językowych na działalność prawniczą. Robię jako podwykonawca dla mecenasów w biurach porad prawnych. Kończę aplikację i decyduję się dla przyzwoitości podejść do egzaminu. 20 dni zakuwam i idę bez stresu bo nie robię sobie wielkich nadziei. Jakimś cudem wszystkie tematy siadły,zdaję z paroma piątkami i zostaję radcą. I zaczyna się harówa - rano męczę pisma i do sądu po południu to co lubię, czyli nauczanie . Mam dobre pisma ale procesowo na sali jestem słaby, wychodzi brak doświadczenia niestety. Mój plan wypala o tyle, że mam więcej klientów niż mogę przerobić. A przerabiam wolno, bo wciąż się uczę. Zdarza się też być na rozprawach jako tłumacz. Niestety przeliczając ilośc pracy włożonej do zarobków moja działąlność prawnicza nie jest tak dochodowa jak języki. Po jakimś czasie podejmuję trudną decyzję by zostawić prawo i robić to co lubię, wszystkich klientów odsyłam do patrona, z którym się w międzyczasie zaprzyjaźniłem. Męczę się z urzędówkami, z których nie mogę zrezygnować albo płacę komuś by je robił. Kancelarii nie zamknąłem tylko dlatego, że obstawiam iż w razie wojny radców nie zaciągną do koszar. Mentalnie odetchnąłem, zawód prawnika na swoim jest męczący i mocno stresujący. Życie jest za krótkie by się męczyć, tym bardziej męczyć się z czymś na siłę. U mnie aplikacja była błędem,bardziej mi zależało ze względu na ambicję. Synowi na pewno będę odradzał ten kierunek, natomiast zna już angielski i zaczyna kolejny jezyk. Jak opanuje 3-4 języki , wszędzie sobie poradzi.Reformy Ziobry oceniam mimo wszyskto za dobre. Otwarcie rynku , konkurencja i niech wygrają najlepsi. Stare pokolenie ma olbrzymie problemy z IT i jadą głównie na nazwisku. Konkurencja jest lepsza dla klientów. Perspektywy młodych adeptów prawa są mocno nieciekawe, wybiją się nieliczni. Alternatywą może być etat w państwówce lub in house i nie wiem czy to nie lepsze. I zgadzam się, że ważniejszy networking niż wysoki wynik na kolokwium czy egzaminie.