"Musisz zarabiać minimum 10 tys miesięcznie"Ten słaby ragebait z losowej grupy randkowej na fb skłonił mnie do przemyśleń.Czy to słynne 10 tysięcy miesięcznie to jest aż tak duża kwota? Rozumiem, że jest to kwota brutto (nikt się nie chwali zarobkami netto bo wyższa kwota brzmi lepiej niż niższa kwota).10 tys brutto to jakieś 7140 zł netto.Kto tak na prawdę zarabia takie pieniądze? Ze swojego otoczenia znam ludzi pracujących na stanowiskach, które wydawałoby się, płacą o wiele większe pieniądze niż dziesięć tysięcy, a jednak dostają mniej.Przeliczając to na koszty codziennego życia to przecież nie jest dużo. Większość ludzi wynajmuje mieszkania albo spłaca kredyt co już generuje koszty, dajmy na to, 3000zł/msc.Do tego dochodzą rachunki, jedzenie, paliwo, remonty/naprawy domu/pojazdu, wizyty u lekarza, odzież, sprzęt agd cz zwykłe wydawanie pieniędzy na drobne przyjemności żeby nie strzelić sobie w łeb od całego życiowego stresu.Nie zapominajmy o nieprzewidywanych wydatkach, które najczęściej opiewają na wysokie kwoty.Wpis o wymaganiach co do zarobków to może jest dobra zarzutka aby wywołać bul dupy u większości ludzi, ale takie wymagania to rzeczywistość w większości przypadków.Pytanie brzmi, czego taka flądra się spodziewa po partnerze zarabiającym dziesięc tysięcy złotych miesięcznie? Oczekuje co miesiąc prezentów na określoną kwotę? Może chce zwykłej wypłaty gotówki?Może chodzi o sam fakt bycia z kimś kto jest "kimś" i nie będzie chciała złamanego grosza?#praca #finanse #przemyslenia #logikarozowychpaskow

