Opublikowane
Będzie długo, do kawki jak znalazł.Czasami się zastanawiam, czy wybrałem właściwą ścieżkę w życiu. Czy obierając inny cel, nie byłbym szczęśliwszy. Nachodzą mnie momenty, w których krytycznie analizując obecne plany, nie czuję aż takiej satysfakcji. Poddając takiej samej analizie potencjalnie inne sposoby na życie, biorąc pod uwagę błędy poznawcze (np. że dopóki w danej sytuacji się nie znajdę to nie będę miał świadomości o wielu problemach z nią związanych), wydaje mi się, że byłbym szczęśliwszy, jednak zawsze pojawia się jakieś "ale". Wiem, że to naturalne, tzn. powinniśmy co jakiś czas ewaluować swoje plany i dążenia, również te potencjalne, bo niektóre czynniki mogły ulec zmianie, prowadząc do diametralnie różnych wyników - ale mam potrzebę się wygadać, jak będę próbował to wytłumaczyć, to inaczej się w głowie ułoży, a i może ktoś coś ciekawego wniesie.Aktualna moja sytuacja i plan wygląda tak dosyć standardowo i nieoryginalnie. Mam narzeczoną od paru lat, ona rozkręca swoją praktykę, ja w IT od 10 lat (aktualnie mam prawie 29), stanowisko leada. Z programowania satysfakcji nie czuję już żadnej, ale z szeroko pojętego managementu/uczenia innych już w miarę tak. Mam ogólnie ambiwalentny stosunek, praca nie jest torturą ale nie czuję też żadnej radości z niej - jest okej, dużo zarabiam, jestem w tym dobry - wystarczy. Dużą część wolnego czasu i energii z narzeczoną poświęcamy sobie i budowie związku - budujemy relację, wzajemne zrozumienie siebie, komunikację - ze związku jestem bardzo zadowolony, spełniamy swoje potrzeby, jesteśmy dopasowani i mimo paru lat razem, dalej ekscytacją jest jakiś piknik nad jeziorem. W kwestiach finansowych jest dobrze, mamy dom po moich rodzicach, ja mam odłożone dosyć sporo oszczędności. I na tych fundamentach bazuje plan na dalsze życie. Tj. być dobrym w tym co się robi ale nie poświęcać na to dużo zasobów, mieć dużo czasu dla siebie i pielęgnować "ognisko domowe" (dzieci w planie za rok-3), oszczędzać dużo do poziomu niezależności finansowej i wystarczającego dochodu pasywnego/kapitałowego. Taki zwykły, sztampowy - ale dobry - plan na życie, bez ekscesów, trochę nudny. Daje mi jednak satysfakcję, stabilność finansową, bezpieczne jutro, poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego - w skrócie, normalne, spokojne życie na dobrym poziomie, bez praktycznie żadnych stresorów. Jednakże, ciągle mam poczucie, że jest tyle innych ścieżek, którymi mógłbym/moglibyśmy podążyć, a nie zamykać się w tym bezpiecznym i sztampowym pudełku. Przykładowo, moim marzeniem zawsze było podróżować. Aktualnie jestem ograniczony do paru wakacji rocznie, z limitem czasowym, gdzie co prawda przejedziemy przez kraj, ale nie pożyjemy w nim za bardzo. Sposoby na to są dwa - zrobić to teraz, wykorzystując zgromadzone środki (na parę lat wystarczy) i w międzyczasie próbować to zmonetyzować. Jednakże, jest to super duże ryzyko, bo ten rynek jest dość napuchnięty. Więc wynik tego najprawdopodobniej będzie taki, że wrócimy za parę lat, bez oszczędności i z dziurami w doświadczeniu zawodowym, które ciężko będzie wypełnić. Czyli de facto postawienie trzeciego fundamentu, zabezpieczenia finansowego, na prawdopodobnie przegrany zakład. Drugim sposobem jest poczekać i zrobić to za 20 lat - ale wątpię że wtedy mi się będzie chciało.Kolejną rzeczą, która łączyłaby "podróże", wprowadziła jakieś novum i przerwała powtarzalność, jest wyjazd np. gdzieś do Azji i korzystając z kapitału, doświadczenia i kontaktów tu, założenie jakiejś firmy. To ma bardzo dużą szansę się udać, wykorzystując tanią pracę i europejski styl zarządzania, szansa na stworzenie skalującego biznesu w takim emerging market jest dosyć spora. Jednakże, to też wiążę się z dużymi wyrzeczeniami. Ilość czasu jaki musielibyśmy na to poświęcić w najbliższej dekadzie jest ogromna. Od nauki języka, po stworzenie systemu, który będzie działać. Wypada również prawie na pewno dziecko i cel rodzinny. No i przyszłość finansowa dalej jest na szali, chociaż nie aż tak - bo tu jest spory error margin , chociażby "pivot" na biznes turystyczny obsługujący klientów z EU, który byłby stosunkowo prosty ale wymagałby dużo więcej zaangażowania personalnego. Byłaby to również defacto zmiana całkowita naszego życia, która o ile w krótkim terminie dałaby satysfakcję, to nie jestem przekonany, że długofalowo również. Więc może biznes tutaj, w Polsce? Największe wyrzeczenia odchodzą w tym wariancie, a zostaje novum i więcej kasy. Tu raczej tak się stanie, bo już coś działamy w tym kierunku. Plany nie są zaawansowane, więc jest sporo ryzyk a gwarancja sukcesu na tym poziomie jest malutka, także spoko mieć jeszcze parę wariantów przemyślanych. Tu najbardziej martwi mnie ilość czasu, jaki pochłonie to na początku, co na pewno ugodzi w drugi fundament aktualnych planów, tj. życie rodzinne i może ugodzić w trzeci jak nie wyjdzie.Ale może w ogóle źle patrzę - samemu miałbym dużo większą dowolność, i mógł de facto realizować wszystko co chcę. Znowu jednak, wymaga to pozbycia się aktualnego fundamentu, co na 99% będzie niekorzystne długofalowo. Jednak zawsze jest ta pokusa, żeby wziąć plecak, laptopa i pracować zdalnie z tajlandii i sobie żyć jako digital nomad. Tak samo z trzecim filarem - niezależnością finansową - on aktualnie wymusza wyzerowanie rozrzutności. (Tj. wczasy w Argentynie na 2 tygodnie, spoko, ale rozpierdalanie 100% dochodu na wynajem jachtu i don perignon odpada). O ile przyjemniej by się tak żyło - rozpierdalając co miesiąc dość sporą kasę na konsumpcję nie poświęcając drugiej myśli przyszłości. Więc tak mniej więcej to wygląda - zbudowałem sobie ten plan na życie, bazując na wspomnianych fundamentach, i je kwestionuję. Mam wrażenie, że poświęcam dużo korzyści krótkofalowych za korzyści długofalowe, co samo w sobie jest okej, ale nie wiem czy zbyt mnie to nie ogranicza i czy nie poświęcam ich za dużo. Nie potrzebuję rady, raczej obserwacji zewnętrznej. Jak ktoś przebrnął (dziękuję!) to proszę o podzielenie się swoim wrażeniem, tudzież doświadczeniem - a nuż ktoś ma/miał podobne zagwozdki - opinią, może swoim planem na życie.#pytanie #zwiazki #zycie

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (4)
mirko_anonim
Opublikowane
Całkiem fajnie opisane :)Z jednej strony, rozbawiają mnie komentarze niektórych, że przecież macie wszystko i żyjecie tak jak żyje top 2% ludzi. Nie rozumieją, że te 2% też ma zwykłe życiowe rozkminy i mogą mieć jakieś ambicje ponad to co mają. Z drugiej strony, jest w tym trochę racji. Mianowicie, to nasze wyobrażenia i oczekiwania w większym stopniu wpływają na nasze szczęście niż to co posiadamy. I może to jest jakiś punkt zaczepienia, ale nie po to żeby się samobiczować, że się nie docenia tego co się ma, tylko na luzie popracować nad swoimi oczekiwaniami i obrazem szczęśliwego życia. Samemu lub na terapii.Ja od 13 lat pracuje w IT, zarabiam jak na tę branżę nie tak dużo, bo prawie 12k, mam 2 dzieci, żona nie pracuje (do czasu pójścia drugiego do przedszkola), mam szczęście mieć mieszkanie od rodziców (68m2 w Warszawie) i chyba słusznie czuję się bogaty (choć nie na tle innych znajomych z IT). Na wakacje jeżdżę raz w roku nad polskie morze (kiedyś już zwiedziłem trochę świata). I to mi wystarczy. Po od względem finansowym moje oczekiwania współgrają z tym co mam.Więc może warto zastanowić się z tego punktu widzenia? Tylko bez jakichś wyrzutów i krytykanctwa, które niektórzy tutaj uprawiają. Na luzie i z czystym pragmatyzmem. Skoro oceniasz potencjalne efekty swoich działań na szczęście, to może warto do puli tych działań dodać pracę nad swoimi oczekiwaniami, może to by przyniosło jeszcze lepszy efekt na poniesione nakłady pracy.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Odrzucone
Treść odpowiedzi nie jest dostępna.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@AnonimoweLwiatko: Nazywając to standardowym planem, raczej chodziło mi, że standardowe są jego założenia, czyli pracuj, miej związek, zrób dziecko, odkładaj kasę na emeryturę. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to dobra (wręcz bardzo) sytuacja i większość ludzi tak nie ma, spokojnie. Co do podróżowania możesz mieć rację, że jest to trochę przez internet i stało się taką "mekką", że każdy musi podróżować. Jak tak patrzę wstecz, to na wakacjach byłem szczęśliwy raczej przez to, że było to przerwanie nudy dnia codziennego + rush dopaminowy - a tego mi najprawopodobniej brakuje.@mirko_anonim: ano nie żyją, byłem późno zrobiony, oni nie dbali zbyt o siebie i tak wyszło. Żałoba już za mną. @Pandillero: a czy ja chcę czyjegoś współczucia? Zdaje sobie sprawę, że jestem w dobrej sytuacji - ale raczej naturalnym odruchem ludzkim jest chęć bycia w lepszej (nie ważne jak dobra jest obecnie). Dlatego sobie dywaguję, bo może to mi pomoże lepiej zrozumieć, czego mi brakuje aktualnie. Ogólnie clue wpisu to nie jest narzekanie na sytuację, a chęć jej poprawy poprzez zrozumienie czego mi brakuje aktualnie.@kabotyno: bardziej, mam rozterki czy wybrałem dobrze i czy nie mogę jakoś swojej sytuacji poprawić. To też racja, z małymi krokami, mam tendencję do "wszystko albo nic" i tak wychodzi. I wiem, że inne ścieżki życia (jak wspomniany DN) mają swoje własne problemy - wspomniałem w pierwszym akapicie. Wiem, że wtedy samotność byłaby takim problemem, że za pół roku bym tęsknił do tego co mam - wspomniałem, że długofalowo byłoby to prawie na pewno nie korzystne. Bardziej hipotetyzowałem tutaj starając się podważyć sens aktualnych wyborów - adwokat diabła.
Moderator razzor91
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Czyli masz 29 lat i twoi rodzice już nie żyją? Trochę smutek.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clxzozydu02a5kqv06nogwe0j

Dodane: 29 czerwca 2024 - 07:39:27
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy