Wypisz wymaluj ja. Bogaci rodzice, szkoła dwojęzykowa, stypendia na studiach, dobra praca, nawet wolontariat i mieszkanie od rodziców się zgadza. Ale to nie jest wychowanie pod kloszem. Ambitni rodzice szybko zaszczepiają ambicje w dzieciakach. Od szczyla pchają do najlepszych szkół, tam masz wyścig szczurów, w opór korepetycji, ciągły stres, ogromna presja. W mojej szkole 2 uczniów odebrało sobie życie z tego powodu. To wchodzi w krew, później studia i jeszcze więcej presji, ciśnienie na stypendia, praktyki zagraniczne. Rówolegle dorywcza praca zarobkowa (pracowałam już od początku liceum), trochę w gastro, trochę na kasie, w recepcjach, udzielając korepetycji. Nie musiałam, ale chciałam. Nawet kwestia mieszkania - już za dzieciaka jesteś wciągany w tematy umów, podatków, wynajmu, remontów. I tak podsumowując, stosy dokumentów, setki telefonów i pielgrzymek do różnych urzędów, cały czas kontakt z ludźmi, załatwianie coraz to nowych problemów, jeżdżenie, bieganie. To, że nie szlajasz się po klubach z pijusami, nie znaczy że nie znasz życia. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie że moi znajomi z "nizin" spolecznych są znacznie mniej ogarnięci. Uważam się za super partię, zaradna, atrakcyjna, pewna siebie. Ale widzę że facetów to często zraża. Bo prawda jest taka, że nie potrzebuję mężczyzny do niczego, wszystko mam, wszystko potrafię sama sobie zrobić albo zapłacic komuś żeby zrobił za mnie. Z kolejnych wad takich osób to pretensjonalność, brak czasu, perfekcjonizm, niestety nierzadko wyniosłość. Plusy to na pewno zaradność, kultura, obycie, pracowitość, odporność na stres, pewność siebie. Ale wiesz, każdy jest inny, każdy ma wiele wad ale też i zalet, nie ma co kalkulować. Najważniejsza kwestia to czy kogoś szczerze pokochasz.