Obserwuję na jednej prywatnej uczelni (z tych bardziej prestiżowych) mocną liberalizację sposobu ubierania, zwłaszcza u dziewczyn (których tu jest najwięcej). Czy na innych uczelniach tak jest - nie wiem.Ostatnio pojawiła się moda na chodzenie bez staników, czasami w połączeniu z piercingiem (choć ten nie jest aż tak częsty) wesoło to wygląda.Poza tym połowa studentek chodzi z odkrytym brzuchem, to absolutnie nikogo nie dziwi ani nie przeszkadza, choć nie było to aż takie częste. W modzie są też siateczkowe prześwitujące ubrania.Głębokie dekolty to norma.Zdarzyło się też że dziewczyny przebierały ciuchy na korytarzu, przez moment będąc tylko w bieliźnie. Z ciekawszych anegdot - inauguracja, rektorat siedzi w togach, trwa przemówienie, studentka spóźniona wchodzi przez środek auli w Airpodsach Max na uszach (założone) i ubrana tak że prawie widać pośladki.Nikt z władz tematu ubioru na uczelni nie porusza, wykładowcy też nie, generalnie chyba wolno wszystko bo jesteśmy postępowi. Ale myślicie że powinny być pewne konwencje ubioru w takich miejscach, a jeśli tak to jakie? Czy żadnych?Bo zastanawiam się czy np. ubranie przez studentkę na górę tylko ubrania z oczkami (fishnet) przez które widać dosłownie całe gołe ciało, to też jest OK, czy jednak nie? A może chodzenie nago byłoby OK, czy nie?#rozowepaski #niebieskiepaski #studbaza #studia #uczelnia #logikarozowychpaskow

