Opublikowane
Czuję, że moi przyjaciele mnie olewają i albo ja przesadzam, albo pozwoliłem sobie wejść na głowę. Pomijam stronienie od spotkań, bo zawsze jak proponuję, to okazuje się, że mają mega napięty harmonogram. Nie negują nigdy w rozmowach prawdziwości, ale znam te osoby od lat i ich tryb życia i te wszystkie wymówki brzmią na naciągane. Tzn. moim zdaniem po prostu nie mają ochoty się spotkać, co też rozumiem, bo sam czasem nie mam ochoty spotykać innych, ale dziwię się czemu po prostu tego nie powiedzą, tylko brną (nie należę do obrażalskich). Największy problem mam z bieżącą komunikacją. Czasem zdarza się tak, że trudno doprosić mi się o odpowiedź. Nie mam 15 lat, by czekać cały dzień z whatsAppem/msg/signalem w ręku i czepiać się, że ktoś nie odpisał mi przez 30 minut, no ale jeśli czekam cierpliwie przez kilkanaście/kilkadziesiąt godzin, czy kilka dni, to jednak może wydawać się to dziwne. Zazwyczaj przymykam oko i nie drążę, bo przecież podjęcie tego wątku sprowadziło mnie by trochę do roli tego rozkapryszonego nastolatka, który myśli, że wokół niego świat się kręci i musi mieć wszystko na już bez względu na problemy i trudności drugiej strony, a przecież taki nie jestem. Ale też nie bez powodu mówi się "nie ma bardziej zajętej i zapracowanej osoby, niż ta, która nie jest Tobą zainteresowana". Wszyscy wiemy jak wygląda życie, pomijając naprawdę sporadyczne sytuacje, to w ciągu dnia ma się czas na przescrollowanie sm, spędza się czas w komunikacji miejskiej, chodzi się do toalety, na papierosa. Trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę nie ma tych 3 sekund na odpisanie "odezwę się wieczorem". To co dziwi najbardziej to to, że dalsi znajomi często pomagają mi w ostatnim czasie bardziej, niż przyjaciele, a przecież mogliby mieć mnie totalnie w nosie, skoro nie łączą ich ze mną bliższe relacje. Zaznaczę też, że ja generalnie nie jestem osobą, która wymaga dużo uwagi, albo spamuje cały dzień, raczej są to rzadkie sytuacje, co tym bardziej mnie dziwi, bo gdybym wymagał dużo energii i zarzucał wątkami, to bym rozumiał, że mogę przytłaczać. Potem tłumaczenia to są zazwyczaj jakieś ultra kataklizmy w życiu tej osoby (akurat zawsze jak coś chcę), zapracowanie, niezauważenie wiadomości, błąd komunikatora (XD). Z wejściem na głowę miałem na myśli to, że nie jestem osobą kłótliwą i robiącą spiny, więc może niektórzy uwierzyli, że skoro akceptuję więcej niż inni, to można mnie tak traktować gorzej na stałe. Ja jestem też taki, że poważnie traktuję przyjaciół i jestem na wyciągnięcie ręki. Ja wiem, że w internetowych poradnikach np. o związkach są porady "nigdy nie bądź na każde zawołanie, osoba po drugiej stronie musi znać Twoją wartość, wiedzieć, że masz też inne rzeczy w głowie, niż usługiwanie jej". Tylko, że to mi się kojarzy z jakimś bravo. To nie tak, że czekam z telefonem aż ktoś będzie miał do mnie sprawę, ale po prostu jak widzę, że ktoś czegoś potrzebuje, to na miarę możlliwości pomagam i tego oczekuję w drugą stronę. Wydaje mi się, że to dosyć normalne podejście. Ale prawdziwym powodem takiego zachowania jest moim zdaniem też inna rzecz. Że po prostu w życiu moich przyjaciół pojawiły się inne osoby, które być może stały się dla nich taką osobą pierwszego kontaktu, taką ja byłem dla nich kiedyś. Nic do mnie nie mają, ale jednak mnie już znają od dawna, wiedzą czego się spodziewać, a tam ktoś nowy, ciekawszy... No takie typowe zachłyśnięcie. W głębi może wydawać się bolesne, że osoby, które były dla mnie i są na pierwszym miejscu, traktują mnie jako nr 2. Ktoś pewnie powie "no to też znajdź sobie nowych przyjaciół", tylko że przecież tak się nie da. Te prawdziwe przyjacielskie rozmowy są zazwyczaj zarezerwowane dla osób nr 1, a coś czuję, że wkrótce będę takim "przyjacielem" do wysyłania memów, czy niezobowiązujących rozmów o duie Maryni. Być moze to moja nadinterpretacja i sobie wkręcam, ale tak się czuję. Zaznaczę, że nie uważam, że to co napisałem to prawda objawiona. Być może to ja się mylę, albo nie zauważyłem pewnych rzeczy, być może to gdzieś ze mną problem. Po to piszę ten wpis, by zobaczyć jak osoby spoza mojego świata to odbiorą. Być może ktoś słyszał o podobnych relacjach i wie jak to naprawić, interpretować, albo do czego oto zmierza. #niebieskiepaski #rozowepaski #przyjazn #relacje #kiciochpyta #pytaniedoeksperta #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #rozkminy #ludzie #samotnosc

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (3)
mirko_anonim
Opublikowane
@mirko_anonim: Jeśli są to prawdziwi przyjaciele, to szczerze z nimi o tym pogadaj. W takich czasach żyjemy, że paradoksalnie jesteśmy ze sobą na wyciągnięcie ręki(smartfony, komunikatory, social media itp) a jednocześnie oddalamy się od ludzi. Zajmij się sobą i zobacz czy taka znajomość przetrwa tę próbę czy nie, będziesz miał odpowiedź czy w ogóle było warto się tym martwić.
Starałem się poruszyć ten wątek w subtelny sposób. To jest grząski grunt, bo opiera się tylko na mojej intepretacji, a nie obiektywnych czynnikach. Bardzo łatwo też to odbić w kierunku tego, że każdy ma swoje życie i nie mogę wymagać dostępności 24/7, co jest prawdą, nigdy nawet mi by to nie przyszło do glwy.Po prostu jest różnica między podejściem "ja najważniejszy, masz mi odpisywać w 10 minut", a przeciwną skrajnością, czyli czekaniem ponad dzień na jakąś odpowiedź, która wymaga poświęcenia minuty (też w momencie udzielenia sprawa czesto już jest nieaktualna). Niby rozumieją mnie, widzą, że coś nie zagrało, ale i tak to się powtarza, co ja odbieram jako brak szacunku.Jako osoba stonowana wolę nie rzucać górnolotnymi oskarżeniami w stylu "nie szanujesz mnie", bo to się zaraz obróci w "miałem ciężki dzień, pogrzeb kota, kłopoty z rodzicami, afera u szefa, zepsuł mi się komputer, problemy zdrowotne, a wszystko akurat tego dnia". To wręcz mi będzie głupio, że u kogoś dramaty się rozgrywają (o których miałem prawo nie wiedzieć), a ja się czepiam o taką nieistotną pierdołę. Z jednej strony ufam przyjaciołom, ale z drugiej strony te wymówki wydają mi się naciągane. Wiadomo, ludzie mają gorsze dni, potrafią być naprawdę zapracowani, ale w 2023 roku nie ma chyba nawet fizycznej mozliwości, że ktoś z przyczyn niezależnych od własnej chęci, nie będzie miał możliwości jakiejkolwiek reakcji (a reakcją też jest zapewnienie o wrócenie do tematu np. jutro, czy informacja o kiepskim samopoczuciu). Prawda jest taka, że ktoś po prostu nie miał ochoty na interakcję (do czego ma prawo) i tyle, nie ma tutaj wielkiej filozofii. Mnie smuci tylko to, że jedna strona olewka, a druga czeka (nawet feedback, że się nie jest na siłach byłby ok, bo bym wiedział na czym stoję i nie czekał). Efekt taki, że się coraz bardziej boję odzywać. Bo skąd mam wiedzieć, czy trafię na lepszy dzień, czy na gorszy? Myślę, że nie ma nic gorszego, niż podzielenie się czymś dla nas istotnym i wiedza, że to sobie tak tam wisi olane na równi z jakimś niechcianym memem.
Zajmij się sobą i zobacz czy taka znajomość przetrwa tę próbę czy nie, będziesz miał odpowiedź czy w ogóle było warto się tym martwić
Zajmuję się sobą, ale też wiem, że o relacje trzeba dbać. Jeśli ja się nie będę angażował, to druga strona raczej też nie i będzie można powiedzieć, że znajomość próby nie przetrwała. Tak naprawdę to tylko od nas zależy, czy coś przetrwa, uważam, że nie ma czegoś taiego, że jakaś relacja od razu skazana na porażkę, albo "skoro nie przetrwała, to nigdy nie była prawdziwa przyjaźń".
Moderator Jailer
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Ej ktoś odkrył, że ludzie mają swoje życie. Nic nowego nie odkryłeś że ludzie żyją w swoich związkach i częste kontakty z innymi niewiele są im potrzebne. Wiem z własnego doswiadczenia, że na jakies spotkania itp to się zajduje czas raz w miesiącu a i tak umawia się człowiek tydzień wcześniej.
Przecież posiadanie swojego życia nie koliduje z istnieniem instytucji przyjaźni. Inne osoby i relacje też są elementem "swojego życia". Przyjaźń to nie jest coś takiego jak na filmach, że ogranicza się do wyjścia na piwo raz w miesiącu i "jak tam w pracy, byku?". Większość osób ma jakieś zajawki i to normalne, że chcą je rozwijać i się nimi dzielić w towarzystwie. Jasne, jak ktoś ma np. 40 lat i 12h siedzi w firmie, to wiadomo, że jego kontakty towarzyskie głównie ograniczą się do współpracowników/klientów i partnerki, ale jednak większość osób tak nie żyje i gdzieś tam potrzebują stałej interakcji z bliskimi. We wpisie OPa chodzi chyba o dysproporcję w zaangażowaniu.
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Ej ktoś odkrył, że ludzie mają swoje życie. Nic nowego nie odkryłeś że ludzie żyją w swoich związkach i częste kontakty z innymi niewiele są im potrzebne. Wiem z własnego doswiadczenia, że na jakies spotkania itp to się zajduje czas raz w miesiącu a i tak umawia się człowiek tydzień wcześniej.
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clhbq6cz501is3717u2npame6

Dodane: 6 maja 2023 - 10:30:40
Opublikowane

Autor był widzianyponad 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy