uprzejmy-kreator-77: Pewnie masz rację.Akurat jeden z rodziców jest lekarze, co prawda nie psychiatrą. Będąc dzieckiem byłem takim sobie buntownikiem ale nie jakimś skrajnym, słyszy się o gorszych rzeczach czasem. Ja byłem mega leniwy i nic mnie nie interesowało, lubiłem proste rzeczy. Nie smakowały mi obiady rodziców, zarówno te gotowane w domu, jak i te z restauracji (były to lata 90te więc gastro kulało, bo prócz fastfoodu na dworcu i barów mlecznych nie było prawie niczego, były jeszcze restauracje hotelowe gdzie poziom był wyższy i to tam nas rodzice zabierali). I zawsze był bunt, wolałem jeść chleb z keczupem w domu niż te obiadki. Nie interesowały mnie wycieczki. Wywalone miałem w jakieś gwiezdne wolny i inne popkulturowe rzeczy. A miałem wszystko na wyciągnięcie ręki, wszystkie te prymitywne konsole były w domu, tata wypożyczał filmy na vhs, zabierał nas do kina. Był też komputer w domu i pewnie każdy pomyśli, co taki gówniarz jak ja robił, pewnie siedział przed tym komputerem. No właśnie nie. Miałem to gdzieś. Rodzeństwo tak, interesowało się, jak po 00 był już internet w domu to oni mimo, że byli młodsi to wszystko ogarniali, piracili gierki, filmy, itp. I na tym polegał mój bunt, a nie jakieś popkultury, słuchanie dziwnej muzyki, dziwne laski czy używki. Większym buntownikiem takim typowym był mój brat, bo on miał epizody z papierosami i alko, miał w czasach ogólniaka dziewczyny, takie o dość wątpliwej urodzie, wagarował itp. Ale np. jak rodzice gdzieś nas zabierali to korzystał z tego ile się da.Czy robię to dla atencji, ciężko mi powiedzieć. Mało osób wie o wszystkim. Wiele rzeczy rodzicom też nie mówiłem. Np. z tym, że w szkole celowo zaniżałem swoje oceny. I robiłem to z czystego lenistwa. Ale takie rzeczy jak picie swojego moczu mi nigdy nie przychodziły do głowy xDAle czy nie ponoszę odpowiedzialności? No ponoszę. No żyje teraz jak robal za najniższą. Pewnie gdybym nie pajacował i nie był jakimś wybitnym tylko bym zamknął mordę i chodził do pracy (tak jak robię to teraz) to rodzice by mi jakoś ułatwili życie. A to mieszkanie by mi kupili albo dorzucili na wynajem. Ale ja nigdy nawet ich pomocy nie chciałem. Z alimentami też nie był to mój pomysł. Ja byłem gotowy je płacić (albo iść siedzieć, ew. ukrywać się). Ale tak wyszło po prostu z inicjatywy mojej matki, nie mojej. I to jedyna rzecz z której nie poniosłem (jeszcze) konsekwencji.Zawsze żyłem jak robal i nie chciałem korzystać z tych wszystkim ich przyjemności. Kasę roztrwaniałem na totalne głupoty. Kupowałem w szkole podstawowej zużyte baterie, zbierałem je sobie na kolory, inni uczniowie mieli w tym interes i wyciągali je z koszty na elektrośmieci, znaleźli głupiego z kasą który za to płacił i się zabijali który mi dziś sprzeda. A ja po szkole te baterie wywalałem w trawnik na boisku. Taki miałem szacunek do 5zł które dała mi matka na śniadanie. I chodziłem głodny, a w domu zjadłem chleb z keczupem zamiast schabowego.