Anonimowo, bo trochę mi wstyd i chcę zrozumieć, co tu się właściwie wydarzyło. Mam mętlik w głowie i czuję, że sam nie potrafię ocenić sytuacji.Poznałem ostatnio dziewczynę (20 lat). Już na początku było widać, że ma sporo lęków. Szybko opowiadała o trudnej przeszłości — ojciec odszedł, gdy była dzieckiem, a potem zmarł od przedawkowania, gdy miała 17 lat. Mówiła, że całe życie zakochiwała się tylko w niedostępnych facetach, którzy ją ignorowali, nie była w poważnym związku. Dowiedziałem się też o romansie z 30-letnim nauczycielem kiedy miała 18 lat. Pare razy podkreślała, że potrzebuje dużo uwagi i nienawidzi, kiedy ktoś jej długo nie odpisuje.Ja sam jestem trochę ambiwalentny — potrafię być ciepły, uważny, empatyczny, ale mam też swoje lęki i momenty wycofania. Nie jestem typem cwaniaka czy zimnego drania.Początek był intensywny - dużo pisała, zabiegała, dopytywała, świetny vibe. Pisała sprośne rzeczy, dodała mnie do „bliskich znajomych” na Instagramie w kilka dni. Miałem poczucie, że jej zależy.Pierwsza randka — sobota (tydzień temu). Totalnie naturalna. Spacer, jedzenie, kawa. Zero presji, po prostu miło i lekko. To spotkanie zostawiło dobre wrażenie z obu stron.Druga randka — poniedziałek.I tu zaczyna się rollercoaster.Bliskość, mizianie w kinie i trzymanie za ręce inicjowane przeze mnie, ale bez oporu z jej strony, mizianie było odwzajemnione. Atmosfera mega ciepła i sensualna. Na koniec skończyło się seksem oralnym zrobionym mi — z mojej inicjatywy, ale zapytałem, czy chce i wszystko było konsensualne, zero nacisku. Wydawało mi się, że jest dobrze. Pod koniec powiedziała jeszcze, że będę musiał się odwdzięczyć w podobny sposób.Wtorek: napisała wieczorem „co u Ciebie?”.Odpisałem po kilku godzinach, normalnie, nieoschle.I w tym momencie jakby ktoś odciął kabel.Od następnego dnia jej zachowanie zmieniło się o 180 stopni.Środa:Rano wysłałem jej czułą, ale nieprzesadzoną wiadomość („słoneczko, miłego dnia”).A ona cały dzień pisała jak zupełnie inna osoba — sucho, zdawkowo, bez kontynuowania rozmów. Zero emocji, zero wysiłku, zero tamtej energii z początku. Jakby przeszła w tryb „niedostępna”.Czwartek:Nie pisaliśmy.Piątek:Zagadałem lekko, bez emocji. Odpisała tak, jakby robiła to z obowiązku — znowu sucho. Odpuściłem. I od tamtej pory znowu cisza z obu stron.I teraz zaczęły się moje rozkminy:– czy ją wystraszyłem tą bliskością?– czy seks był dla niej za szybki i odpalił jej traumę?– czy po prostu zgasło jej zainteresowanie?– czy to klasyczny schemat lękowo-unikowy: „zrobiło się za blisko → panika → uciekam”?Szczerze — czuję, że mogłem trafić na osobę, która reaguje panicznym wycofaniem na każdą formę emocjonalnego zbliżenia. I jednocześnie sam wiem, że mam tendencję do nadmiernego analizowania, bo już kiedyś miałem sytuację, że po seksie… to ja traciłem zainteresowanie. Teraz mam poczucie, jakby role się odwróciły.Chciałbym to jakoś ogarnąć, ale boję się, że jeśli zapytam wprost „hej, o co chodzi?”, to ona zamknie się jeszcze bardziej. Z kolei dalsza cisza też może ją tylko utwierdzić w tym, że „po seksie ją zostawię”, co przecież jest częstym lękiem u osób po takich doświadczeniach.Nie wiem, jak balansować między byciem obecnym a nienarzucającym się. Jestem ciekawy co ona myśli i czy da się to jakoś odkręcić tym razem schodząc trochę z tonu i z emocji.Nie wiem, czy jeśli teraz odpuszczę, to ona wróci — czy po prostu zniknie. Nie wiem jakie są jej oczekiwania i na co ona może liczyć i czy w ogóle liczy na coś z mojej strony.Chcę zrozumieć, co się tu właściwie wydarzyło - nigdy nie doświadczyłem niczego podobnego i tak skrajnego w tak krótkim czasie.Każda opinia mile widziana :) #psychologia #tinder #zwiazki #logikarozowychpaskow

