#zwiazki #dzieci, chyba trochę #antynatalizmMiałem kochającą żonę, dobrą pracę, sporo kasy, niespożyte pokłady energii oraz apetytu na życie. Brakowało trochę czasu, lecz to też nie w wyniku obowiązków, a licznych hobby, którymi zapychałem cały swój kalendarz, a które dawały mi ogromną satysfakcję oraz poczucie spełnienia.Wtedy podjęliśmy decyzję o dziecku i wszystko się rozsypało. Niby nadal mam tę samą kochającą żonę, tę samą pracę, kasę, a do tego jeszcze wspaniałego syna. Jednak straciłem cały sens życia, zatraciłem niemalże zupełnie zdolność cieszenia się nim. Nie opuszcza mnie poczucie beznadziei i bylejakości. Każdy dzień to kalka dnia poprzedniego i polega głównie na próbie przetrwania do dnia kolejnego. Rano nie chce mi się wstawać, bo nie mam do czego, nie chce mi się brać prysznica, nic mi się już nie chce.Też tak macie bądź mieliście? Jak sobie z tym poradziliście?Trochę się martwię o swoją długotrwałą kondycję psychiczną oraz fizyczną. Zawsze byłem tym niepoprawnym optymistą i nawet jeśli życie wiodło chwilowo pod górkę, to cieszyłem się, że z góry czekają mnie piękne widoki. Jednak każdy materiał ma swoje granice wytrzymałości. Zupełny brak satysfakcji z życia, zero ruchu oraz brak perspektyw na zmianę sytuacji nie wróżą niczego dobrego.Mógłbym się rozpisać, co dokładnie się zmieniło i co jest problemem, ale nie chcę przynudzać. Nie jest nim żona, ani syn sam w sobie. Zasadniczo jesteśmy kochającą się rodziną i z pozoru wszystko jest ok. Jednak w wyniku tej zmiany straciłem wszystko, co dawało mi jakąkolwiek radość oraz satysfakcję, natomiast nowe elementy w życiu mi tych braków w żadnym stopniu nie rekompensują. Mijają dni i lata i nic się w tej kwestii nie zmienia. Jakieś rady?

