Mirki wytłumaczcie mi, jakim cudem istnieje takie coś jak wysokofunkcjonujący alkoholizm u ludzi sukcesu? Nie jestem #przegryw, często w weekend wychodzę na jakieś posiedzenia z kumplami i maksymalnie mogę wtedy wypić 2 piwa żeby nie zepsuło mi to następnych dni. Parę razy wiadomo zdarzyło się mocniej zachlać, ale później zawsze przez kilka kolejnych dni czułem tego skutki. Nie mówię tu wcale tylko o zwykłym kacu następnego dnia. Mam wymagającą umysłowo pracę i dosłownie przez 2-3 pierwsze dni tygodnia czułem, że gorzej przetwarzam informacje. Mózg wolniej łączył słowa w sens przy czytaniu tekstów, ciężej było mi się skupić, wszystko co było efektem bardziej skomplikowanego procesu myślowego zajmowało znacznie więcej czasu, było efektem większych frustracji i generalnie przychodziło ciężej. Jeśli czyjaś praca polega na monotonnych, prostych czynnościach, to wtedy jasne, ten alkohol nie ma na nic wpływu i pewnie dlatego tyle tam ludzi co wpadli w #alkoholizm, ale za cholerę nie mogę zrozumieć tych wszystkich rzekomych ludzi sukcesu co wpadli w tą chorobę i są w stanie z tym żyć i to tak ciągnąć.

