Będę żałował tego wpisu, bo jakby znam podejście wykopków w tej sprawie,ale co mi tam ( ͡° ͜ʖ ͡°)Z przyszłą niedoszłą żoną zamierzamy kupić większą nieruchomość z minimum 4 pokojami na życie żeby wiadomo było wspólne. Ja jestem w sytuacji, gdzie mam już swoje całkowicie spłacone 2-pokojowe mieszkanie, na którym aktualnie mieszkamy. Dodatkowo do momentu ślubu w tym roku przewiduje, że będę miał około 400k wolnych środków. Oznacza to w zasadzie tyle, że w zasadzie nikłym kosztem mógłbym sprzedać swoje aktualne mieszkanie, dołożyć oszczędności i już teraz kosztem jakiegoś śmiesznego kredytu rzędu 150k wyprowadzić się na większe mieszkanie docelowe 4 pokojowe mieszkanie. Tutaj oczywiście pojawia się problem natury, że przyszła niedoszła żona na pewno by chciała żeby ewentualna nieruchomość po ślubie na której będziemy mieszkać była nasza wspólna, a nie jak teraz tylko moja. Ja z kolei nie chciałbym bawić się w rentierkę i spłacanie rat, które w zasadzie będę składały się w większości z odsetek. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, no ale jest jak jest i chciałbym usłyszeć wszelkie opinie jak mądre i głupie by one nie były ( ͡° ͜ʖ ͡°)Ja wiem, że problemy pierwszego świata, ale może ktoś był w podobnej sytuacji. Różowej oczywiście bezgranicznie ufam, ale bez przesady ( ͡° ͜ʖ ͡°)#nieruchomosci #zwiazki #rozowepaski #pieniadze

