TL;DR - religia to znikomy wpływ na moralność, a anegdotycznie, dostrzegam wręcz przeciwny trend.Nigdy w życiu nie czułem, że żyję w kraju katolickim. Pomyślałbyś, że skoro mesjasz umarł na krzyżu śmiercią męczeńską, całe życie nadstawiając drugi policzek i krzewiąc miłość do bliźniego, to jego wyznawcy będą fundamentem zdrowego społeczeństwa.A jego wyznawcy... to właściwie ateiści z ekstra krokami. Raz w tygodniu obrządek, a potem uciekamy od Bozi. Żeby przypadkiem nie zobaczyła nieumiarkowania w jedzeniu i chlaniu, jak kłócimy się z sąsiadem, jak kradnę narzędzia w robocie, jak obgaduję ludzi, jak nie szanuje zwierząt. I tak jest właściwie na całym świecie. Hinduizm, Judaizm, Islam. Czasami może nam się wydawać, że inne religie są pod tym względem lepsze. Nie, nie są. Wszędzie to samo gówno. Ktoś odetnie Ci łeb za bluźnierstwo, nie będąc w stanie przeżyć godziny swojego życia nie gorsząc własnego Boga, w imię którego morduje. Domagasz się implementacji prawa Bożego do ustawodawstwa, a nie potrafisz przestać koledze r*chać żony.Nie wiem jak tacy ludzie żyją. Chyba wiara w Boga sama w sobie jest zaprzeczeniem krytycznego myślenia i autorefleksji. Dla mnie symbolem katolicyzmu, zawsze będzie taka zapyziała, mała wieś. Do kościoła chodził każdy, dewocjonalia miał każdy, a moralnie żyli na dnie. Żyli jakby chcieli zaprzeczyć wszystkiemu, co w kościele słyszeli.Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że w moim życiu (dowód anegdotyczny), np. stosunek do zwierząt, to jest niebo a ziemia między ludźmi niewierzącymi/wierzącymi-niepraktykującymi, a dewotami. Kopanie zwierząt to 11 przykazanie, czy o co chodzi? Jestem zadeklarowanym ateistą. Nie wierze w życie po śmierci. Zdechnę jak inne zwierzęta i nic po mnie nie zostanie. Ale kocham ludzi i zwierzęta. Chętnie udzielam się w akcjach charytatywnych takich jak zbiórki humanitarne, regularnie oddaje krew, jestem zadeklarowanym dawcą organów, opiekuję się zniedołężniałą sąsiadką (zakupy, remonty etc), którą bliscy olali. Przygarniam też bezpańskie zwierzęta (4 koty, 1 królik miniaturka, 1 kundelek - na razie tyle, bo mnie wyp33333ą za chwilę na ulice)Jak chlebodawca pozwoli na kombinacje w grafiku, to zaczynam działać w schronisku (weekendami mają wolontariuszy ze szkół).Robię to wszystko, bo chcę i mogę. A największą dawkę cynizmu, otrzymuję właśnie od wierzących. Bo swojej dupy trzeba patrzeć, dorabiać się za młodu, co się innymi przejmujesz. A szczególnie jakimiś, phi, zwierzętami.No tak. Chodźmy wszyscy do kościoła i patrzmy tylko swojej dupy, to musi się udać. Mam ogromny szacunek dla ludzi, których miłosierdzie nie kończy się w kościele. Ten post to był rant, ALE Jeśli jesteś katolikiem, robisz coś dla innych, a przynajmniej twoje serce jest po właściwej stronie. Szacun. Serio. Też musicie mieć taki żal w sercu, pewnie nawet jeszcze większy, bo nie tylko natury moralnej, ale i religijnej.Mam teraz ochotę odnaleźc kontakt do starego nauczyciela z technikum i mu podziękować, za bycie jednocześnie dobrym człowiekiem i dobrym katolikiem. Za przywrócenie wiary, takiej troszkę innego rodzaju.A do wszystkich dewotów pozbawionych moralności - Jak On istnieje, to ja się go już dawno wyrzekłem, a Ciebie nie wpuści. Dobry katolik i dobry człowiek, hehe, może dostaniemy ten sam kocioł ze smołą. Ponad 1000 lat tego kraju w katolicyzmie, a my operujemy terminami jak "znieczulica społeczna" i "skrajne ubóstwo". MILIONY wierzących, setki lat. Myślimy tylko o sobie, z Bogiem czy bez. Bez wewnętrznej potrzeby czynienia dobra, to wszystko nie ma sensu.Większość ludzi, po prostu jest jaka jest. Czy to siła wyższa, czy halucynację, czy k*rwa narkotyki. Świnia pozostanie świnią. Religia jest zbyt piękna i wyniosła na zwierzęta nazywające się ludźmi. W teorii spoko, w praktyce, jak to w praktyce. Mamy za mało empatii na religię. Chcemy chmurki i świętego Piotra, a nie jakiegoś miłosierdzia.#katolicyzm #religia #4neuropa #przemyslenia

