#przegryw #depresja #zwiazki #samotnoscJestem wściekły, sfrustrowany i załamany tym, że urodziłem się mężczyzną w tych czasach. Że na każdym kroku wszędzie są całe hordy napalonych samców. Że gdzie człowiek by nie poszedł tam każda choć trochę atrakcyjna kobieta zaraz jest oblegana tuzinem napaleńców. Że nie ma miejsca gdzie można pójść i poznać w spokoju jedną kobietę gdzie nie byłoby sausage party. Chcę tylko jedną. Nie chcę „zaliczać”, nie chcę haremu. Tinder - ogromna nadwyżka mężczyzn, każda dziewczyna ma setki par, bez wyglądu jak model można tam siedzieć, próbować, kombinować latami i mieć zero efektów, decyduje chyba ślepy losSzybkie randki - bilety dla mężczyzn sprzedają się w mgnieniu oka, dla kobiet miesiącami nie idzie nawet zebrać wszystkich chętnych, przez co mężczyzn jest zawsze za dużo Lekcje tańca - byłem, tak samo, za dużo mężczyzn, a kobieta jak ładna to oczywiście okazuje się że przyszła z chłopakiemOgłoszenia typu spotted: poznam kogoś albo szukam partnera na wesele - tylko jakaś kobieta się ogłosi to zaraz odzywa się do niej minimum setka facetów Wolontariat - załamało mnie już doszczętnie gdy naiwnie myślałem że może to jest jakiś sposób, a realia są takie że są tam mężczyźni i emerytkiMam poczucie, że z milion mężczyzn musiałby dzisiaj zginąć na jakieś wojnie, żeby sytuacja wróciła do normy.

