#przegryw #przegrywpo30Umarłem w 2016 jak wyniosłem się z domu rodzinnego w dużym mieście do innego miasta na studia. Myślałem że to będzie 1.5 roku w innym mieście, studia, jakaś praca, poznam kilka dziewczyn, spędzę kilka nocy z nimi, zaznam dorosłości, odetnę się od garnuszka rodziców. Niestety poszlo mi lepiej niż sądziłem. Skończyłem dobre studia, z pracą nie ma problemów, zarabiam ponad 10 000 na miesiąc do ręki, poznałem kochającą dziewczynę, cieszę się znów dobrym zdrowiem (które zniszczyłem przez 4 lata). Tylko właśnie, umarłem w środku. Jestem z bardzo biednej rodziny, gdyby nie babcia i korepetycje za które płaciła nie miałbym dziś Niczego, niczego materialnego - ale może dalej bym żył z rodzicami w domu. Umiem w stolarkę, elektrykę więc na pewno jakoś bym sobie poradził. Widzicie bo problem jest jeden, ja do 23 roku życia kochałem swoje życie i akceptowałem ze wszystkim co niosło, alkoholizmem ojca, biedą, spokojnym życiem. Nie narzekałem na nic, po prostu cieszyłem się każdym dniem. Nawet gorsze chwile jak nerwica albo szumy uszne od kręgosłupa (z którymi żaden lekarz mi nie pomógł, dopiero sam to ogarnąłem) nie sprawiały że straciłem iskrę choć bywało ciężko. Komornicy bo długi rodziców. Wszystko się zjebalo jak kupiłem w innym mieście mieszkanie, odciąłem się od mojego miejsca na ziemi i powoli już nie ma jak wrócić. Nie umiem spokojnie spać wiedząc że ciąży. A mnie do spłaty 300 000 kredytu (z odsetkami koło 570 000). Najchętniej ładowałbym całą pensje w kredyt ale mieszkanie wziąłem z dziewczyną, której ufam, kocham ale wiem że jak przyjdzie co do czego to nie będzie miała litości i zostanę z niczym. Tzn połowa mieszkania które jak spłacimy to na nic nie będzie mnie stać. Tęsknię za tym co miałem dawniej rower, komputer, brak zobowiązań. Tęsknię za powiem wiatru o zapachu lasu który miałem przy domu. Tęsknię za cisza poranną i nocną, tęsknię za dźwiękiem pszczół, tęsknię za obecnością rodziców, spotkaniami z babcią. Jestem 500 km od domu, w betonozie na którą mnie było tylko stać. Ja nawet nie mam potrzeb posiadania fajnego auta, pięknego domu. Chce tylko ciszy, lasu, drzew, przyrody 1-2 dzieci. Po prostu tęsknię za dzieciństwem które było pełne przyrody, obecności rodzicow. Nie przeszkadzało mi nic bo umiałem znaleźć swoje miejsce na ziemi. Teraz czuję się człowiekiem bez tożsamości bez miejsca swojego na ziemi. W zeszlym roku pokonałem nerwice, pokonałem bezsenność. W sumie to właśnie bezsenność wypaliła we mnie największe znamię bólu i poczucia kruchości życia i tego jak bardzo jestem bezsilny. Ale też właśnie przez bezsenność zdałem sobie sprawę za czym tęsknię i gdzie moje miejsce. Moje miejsce jest przy rodzicach w domu rodzinnym, ale też powrót po tylu latach wiem że będzie problemem bo oni mają swoje życie, swoje nawyki, ja mam swoje nawyki, swój styl. No i jak oświadczyć rodzicom że chce wrócić i zostawić wszystko co mam, zmiana pracy - spadek zarobków, a jakoś kredyt spłacić trzeba. Widzicie, można nieść względnie ułożone życie ale przez to co w głowie też czuć się przegrywem. I nim nawet byc. Ale też zdaję sobie sprawę że właśnie bieda i jakieś durne pieniądze blokują moje szczęście, mały domek obok lasu - nie umiem po prostu żyć w miejskim tłoku hałasu, spalin z dala od przyrody.

