Żona tańczy tańce latino-amerykaśnkie (NIE BACHATA - Tu jest postawiona twarda granica, bo wszyscy widzimy co Anka wyprawia w Hiszpanii #PDK). Podobno ciężko rozwijać się w zawodach solo, bo nie są tak popularne jak taniec w parze.Niestety (dla mnie) no ma papiery na te tańce i jest naprawdę bardzo dobra, a uczy się i chłonie wiedze jeszcze szybciej, wyprzedzając szybko inne koleżanki, które tańczą zdecydowanie dłużej.Oczywiście chce sięgać wyżej i walczyć o jakieś mistrzostwo. Oznacza to więc że musiałaby by tańczyć z partnerem.Oboje jednak mamy ogromne obawy że to wpłynie na nasz związek.Mamy do siebie 100% zaufanie i zasady - wiadomo jak to w życiu, no ale nie ten typ człowieka - po prostu nie zdradzamy.Wiadomo jednak że taniec jest na tyle bliski + czas spędzany z osobą na treningach, bliskość oraz aktorstwo podczas występów i boimy się że to wpłynie np. na zazdrość, jakieś "odegrywanie się na drugiej osobie" - skoro ty tańczysz to ja będę robił coś innego z koleżanką itd. Co na plus ona sama to widzi i totalnie nie naciska, też ma o to obawy. Dla mnie ogólnie jest to granica nie do przeskoczenia i nie chce aby tańczyła z partnerem a jednocześnie nie chce blokować jej marzeń, rozwoju tanecznego itd. Na ten moment zaakceptowała fakt że nie ma opcji na taniec w parze i jest ok. Pytanie czy to zostawić jak jest i nie tykać, czy może to się kumulować aż w końcu wybuchnie...Ja wiem że "heheh pytasz o takie rzeczy wykopków no co za debil" ale czasem dobrze wyjść ze swojej bańki i poznać inne perspektywy, bo może coś mi ucieka, albo czegoś nie dostrzegam.Co o tym myślicie? Jakieś sugestie pomysły? Może ktoś z #taniec się wypowie#malzenstwo #rozowepaski #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow

