Czy są na sali #rozowepaski (trochę starsze, tak od 35 lat), które świadomie zrezygnowały z jakichkolwiek związków albo nawet nie próbowały ich spróbować, ale niekoniecznie dlatego że są świadomymi singielkami i to był w pełni ich wybór, ale z nieco innych przyczyn, przez które nie do końca są w pełni usatysfakcjonowane takim obrotem spraw? Np. że względu na zaburzenia, lęki przed bliskością, choroby, spore defekty urody, niereformowalne zakompleksienie albo miały/mają standardy zbyt duże względem tego, co same prezentują, jednak nie chciały ich obniżać (nie oceniam, rozumiem)? I mam tu też na myśli rezygnację z bliskości fizycznej, przytulasy, całusy, seksy. Co was skłoniło do wypisania się z rynku matrymonialnego? Dajecie radę? Jak łatacie tę lukę? Pasjami, przyjaźniami, karierą, innymi wartościami? Z wiekiem przychodzi wam akceptacja czy raczej coraz większe kryzysy? Proszę też nie rozpoczynać dyskusji, że obecnie każda potwora znajdzie swego amatora i każda może mieć setki spermiarzy, seks na zawołanie itd. i że nie istnieje#damskiprzegryw, bo w tym poście całkowicie nie chodzi o to, czy istnieje czy nie. ;) #zwiazki #pytanie

