Opublikowane

Czy są szanse na związek dla 30-letniej kobiety z problemami emocjonalnymi?

Oceńcie obiektywnie i surowo szanse na wejście w związek kobiety (lat już 30) opisanej jak niżej. Pytanie kieruję do mężczyzn, którzy mają jakieś standardy względem życia i partnera, z którym to życie chcieliby spędzić i oczekują, że kobieta będzie coś swoją osobą reprezentować, a nie do takich, którzy "daliby szansę nawet drzewu, jakby zagadało". z gigantycznych i bardzo poważnych wad:- AZS, możliwie tylko do zaleczenia- bardzo niska samoocena i zakompleksienie, jeśli chodzi o wiarę w bycie pokochaną i pożądaną, nieśmiałość względem mężczyzn, posiada cechy osobowości unikającej, problemy z bliskością, co niestety poskutkowało brakiem jakichkolwiek doświadczeń w relacji z mężczyznami (i bliskości emocjonalnej i fizycznej), co jest obecnie największą przeszkodą i blokadą w zbudowaniu relacji, bo po prostu się tego wstydzi. Tu kwestia ewentualnego psychoterapeuty lub seksuologa- dziewictwo w wieku 30 lat (nie ze względów religijnych i nie uważa tego za powód do dumy)z wad:- trochę za bardzo introwertyczna, potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie do wytchnienia- trochę skrajna w powierzchownych relacjach: dość często wygląda na osobę bardzo otwartą, a z drugiej strony zdarza jej się zachowywać sztywno, dopiero z czasem zaczyna się czuć swobodnie- nie odnajduje się kompletnie w przebojowym, imprezowym stylu życia, przez co dla wielu osób może wyglądać, jakby miała kija w dupie- krzywy, duży nos (być może do operacji)- mocny kompleks... warg sromowych (brzydkie w cholerę, też do plastyki w przyszłości)- brzydkie krzywe stopy mimo dbania o nie (od sportu i genetycznie :()- 181 cm wzrostu...- dosyć koścista w górnych partiach ciała, chociaż tkanka tłuszczowa w normie- mocno średnia z wyglądu twarz - choć tutaj nie może obiektywnie ocenić, bo sama siebie uważa za brzydala, co znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, bo ma niewielkie powodzenie (chat gpt ocenia niby na 6-8/10 w zależności od ujęcia, ale ten algorytm zawyża tę ocenę xd)z zalet:- stała praca z zarobkami umożliwiającymi samodzielne utrzymanie się i potencjałem na rozwój, raczej ambitna, ale bez przesady - nie karierowiczka nastawiona tylko na osiąganie sukcesów w pracy- nie obraża się, komunikatywna, raczej wyluzowana i zdystansowana do siebie, z poczuciem humoru- łagodna, raczej wrażliwa, empatyczna, wierna- ma swoje cele w życiu, umie i lubi spędzać czas sama ze sobą, szczególnie aktywnie, nie potrzebuje animatora życia- szczupła, wysportowana sylwetka, stawia na zdrowe nawyki i stara się dbać o siebie na tyle, na ile pozwalają jej genetyka, finanse i zdrowy rozsądek ;p - bez nałogów (za wadę można uznać, że nie pije w ogóle)- bez dzieci (wadą może być to, że raczej dzieci nie planuje...)Kobieta świadoma swoich mankamentów i bardzo trudnej sytuacji, jeśli chodzi o relacje z mężczyznami. Raczej nie nastawia się na rewolucję, ale zastanawia się po prostu, czy jest w ogóle jakaś szansa. Podchodzi do tego bez spiny, bo dobrze jej się żyje samej i nie nudzi się ze sobą. Chciałaby niezdesperowanego mężczyzny, który ma podobny aktywny styl życia, stawia na zdrowe nawyki, dbanie o siebie i który nie uzależnia swojego szczęścia od posiadania partnera życiowego. Niekonieczne chciałaby być w klasycznym związku lub w takim, w którym stawia się drugą osobę na piedestale. #rozowepaski #zwiazki #niebieskiepaski #pytanie #seks

Dołączona ankieta

Pytanie

Są jeszcze realne szanse na związek?

Odpowiedzi

raczej niewielkie
raczej są
012

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (12)
mirko_anonim
Opublikowane
@Sinuhe_95
Może się nawet okazać, że pierwsza Twoja relacja będzie od razu tą jedyną, także z optymizmem patrz w przyszłość :)
Moje marzenie odkąd pamiętam, które z wiekiem wydaje się być coraz bardziej naiwne i czasami niestety mam wrażenie, że głupie. :D
(bo to chyba komplement - taki z dodatkowym chromosomem, ale i tak da motywację na kolejne 10 lat XD).
Oczywiście, że komplement! Nie rozumiem, czemu z dodatkowym chromosomem :( Mam nadzieję, że będziesz się ogrzewał w ciepełku tego komplementu długi czas. ◕‿◕
Jeśli o mnie chodzi, to serce jeszcze podpowiada, żeby nie rezygnować z poszukiwań, ale rozum szepcze co innego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Teraz mi się smutno zrobiło. :(
raczej ciężko zawiązywać nowe znajomości prowadząc taki tryb życia.
Dla mnie to jest najgorsze w tym wszystkim, że żeby poznać kogoś trzeba wychodzić do ludzi i ich poznawać. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Trudno oczekiwać, że będziesz zmieniał swój tryb życia, żeby spotkać miłość, bo przecież od ukochanej/ego oczekuje się chociażby względnych podobieństw w tym, jak lubi się spędzać czas. Może będzie to rada na zasadzie "idź na kurs tańca", ale skoro biegasz, to może udział w jakichś zorganizowanych biegach? Tam bywa sporo samotnych wilków, a i same wydarzenia są ekscytujące, więc niezależnie od wszystkiego zawsze pozostaje ciekawie spędzony dzień. Obecnie też obserwuję fora dla biegaczy i nawet przyuważyłam w swoim mieście Bieg Singli. :D
Pozostają uwielbiane przez wszystkich aplikacje randkowe, ale w tym temacie chyba zostało już powiedziane wszystko
< mem z machającym papieżakiem > (bo jako anonek nie mogę/nie umiem dodawać zdjęć)A tak poważnie to z jednej strony słyszę, jaki tam jest podobno dramat. Z drugiej - dość często w rozmowie wychodzi, że ktoś swojego męża/żonę poznał na aplikacji randkowej (a to chyba nie jest tak, że faktycznie to obecnie jedyna opcja, nie może być tak źle z tymi czasami). Z takiej bardziej pocieszającej historii mogę powiedzieć, że u mnie w najbliższej rodzinie niedawno był ślub pary, która poznała się na portalu randkowym. Są już ze sobą jakiś czas i są naprawdę dobrani. A pocieszające jest najbardziej to, że są oni tacy niepozorni (nie to, że nudni, ale raczej nie prowadzą szalonego trybu życia). A jednak znaleźli się i naprawdę baaardzo do siebie pasują. Także i w takim miejscu można znaleźć diament. Trzeba zapewne być jednak dosyć odpornym i cierpliwym. :)powściągliwy-marzyciel-77
Czy to znaczy, że spotkałaś w przeszłości kogoś kto był Tobą szczerze zainteresowany, ale nie potrafiłaś tego odwzajemnić i relacje się rozpadły?
W drugiej z tych dwóch sytuacji tak było (czy szczerze to nie wiem, ale to właśnie wyznał). I w tej sytuacji nie uważałam, ze zachowałam się paskudnie źle, jednak paskudnie źle się potem czułam, szczególnie że ten chłopak zasługiwał na miłość, tylko ja nie potrafiłam jej odwzajemnić. Druga sytuacja wydarzyła się dawno, zachowałam się względem kolegi ze studiów w sposób lekceważący - po tym, jak mnie zaprosił "na piwo" tak mocno spanikowałam (ale tym nie mogę się też usprawiedliwiać), że udawałam potem, że go nie znam i byłam dla niego po prostu chamska. To, co zrobiłam, jest dla mnie do tej pory niezrozumiałe i wstydliwe. Mam jedynie z tego nauczkę, że nieważne, jak trudne to może być, trzeba być przyzwoitym i komunikować swoje zamiary drugiej osobie.
wypowiadasz się bardzo dojrzale i ktoś kto Cię poznał w przeszłości w kontekście męsko-damskim mógł to dostrzec.
Dziękuję :) Możliwe, że ktoś dostrzegł, ale szkopuł polega na tym, że w pierwszej kolejności to ja powinnam to dostrzegać w sobie, a z tym ciężko. :D
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
powściągliwy-marzyciel-77 pisze:
Cześć, a rozwiniesz ten wątek o "dwóch sytuacjach, kiedy zachowałaś się paskudnie źle?". Czy to znaczy, że spotkałaś w przeszłości kogoś kto był Tobą szczerze zainteresowany, ale nie potrafiłaś tego odwzajemnić i relacje się rozpadły? Czy po prostu spławiłaś natręta, ale masz wyrzuty sumienia? Jestem bardzo ciekaw, bo wypowiadasz się bardzo dojrzale i ktoś kto Cię poznał w przeszłości w kontekście męsko-damskim mógł to dostrzec. I jestem pewien, że dla zauroczonej osoby czyjś nos nie będzie problemem :)
Moderator Jailer
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
hah dziękuję za wpis odpowiedzialna-poetko-67! Istnieje spora szansa, że jestem bardziej wycofana, niż ty byłaś, ale takie historie są pocieszające ;)
jesteśmy swoimi największymi krytykami, spokojnie załóż, że zainteresowany mężczyzna spojrzy na te wszystkie wady przychylniej, o ile w ogóle je zobaczy.
Staram się podchodzić do życia z takim nastawieniem nie tylko w odniesieniu do mężczyzn, ale ogólnie do wszystkich aspektów, ale w moim przypadku jest to częsta walka z własnym mózgiem i ciągły dialog ze sobą na zasadzie: "twoja opinia na swój temat nie jest opinią innej osoby. Przecież ta druga osoba może myśleć inaczej." :D
mąż się z tego podśmiechuje, ale z drugiej strony ma spokój, żeby sobie pograć w grę cały wieczór, bo ja potrzebuję posiedzieć sama :D
O to właśnie! Wydaje mi się, że introwertyczny mężczyzna również doceniłby czas spędzony w samotności, tylko rozumiem, że w moim przypadku mogłoby być tej chęci do samotności za dużo i tu jest pole do otworzenia się. Jednak to wynika m.in. z problemów z nawiązaniem bliskości fizycznej (psychiczną potrafię jeszcze jakoś nawiązać, po prostu potrzebuję więcej czasu), co jest kwestią do przepracowania już niezależnie od tego, czy ma docelowo służyć zbudowaniu związku, bo problemy z bliskością powodują stres. Właściwy mężczyzna może odmienić podejście do siebie, jednak nie mogę oczekiwać, że mi taki spadnie z nieba (a chyba czasami tego właśnie chciałabym - żeby bez wysiłku magicznie moje życie się odmieniło o 180 stopni :/), a obecnie nie mam pomysłu nawet, jak ugryźć temat, żeby dokonać jakichś większych zmian w swoim życiu (poza terapią). Nad tym muszę podumać i przede wszystkim wyjść ze swojej ufortyfikowanej strefy komfortu. @Sinuhe_95
jak zbudujesz solidne fundamenty pod związek
Mi się wydaje, że powinnam zbudować solidne fundamenty pod dojrzałe życie ogólnie, nie tylko pod związek xd Pewnie jakaś porządna terapia z porządnym terapeutą i mnóstwo pracy własnej i to nie zaczynając od problemu "jestem taka bidna, nie mogę znaleźć chłopaka!" z lamentowaniem nad swoim losem, tylko praca nad poczuciem własnej wartości, lękami i tymi wszystkimi barierami i urojeniami, co je mam w głowie, bo przechodząc do tego, co napisałeś...
Czy wystarczyłoby, żebyś poczuła się w końcu komuś potrzebna, przez kogoś rozumiana, akceptowana, pożądana i w końcu kochana, a Twój skomplikowany świat wewnętrzny jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stanie się "normalny"?
to... może i pomogłoby, ale czasami mam wrażenie, że byłoby to jak plasterek na rankę, żeby tylko krew nie leciała, bez zadbania o proces wygojenia się. Bo twierdzę - co jest faktem - że nie nudzę się sama ze sobą, jednak spora luka w moim życiu jest. Bywam często entuzjastyczna, ale nie mogę się uznać za osobę szczęśliwą, bo na wielu płaszczyznach życie ze mną bywa dla mnie samej... uciążliwe (i to dla mnie najbardziej, nie dla osób trzecich). Relacji z mężczyzną mi brakuje najbardziej i jej brak jest najbardziej fizyczny i realny (tak bym to określiła), więc to mi siedzi najbardziej w głowie, stąd też post na wykopie akurat o tym (który docelowo miał być ciekawostką, ewentualnie tylko "rozpoznawczy", ankieta dla wykopie nie będzie kierowała moim życiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)), natomiast zdaję sobie sprawę, że problem tkwi głębiej.
pozostaje pytanie, jak to będzie wyglądać w praktyce. Co przykładowo w razie mniejszych lub większych konfliktów, które są nieuniknione w każdym związku? Sama wizja i tego, jak to wszystko powinno wyglądać, to za mało, żeby udało się ją urzeczywistnić.
Powiem tak - ustalone, że na chwilę obecną związek dla mnie to "nie, nie, nie" i rzeczywiście... nie mam pewności, jak wyglądałby w praktyce, bo nie mam w tym konkretnym zakresie doświadczenia, ale przecież każdy go nie ma na początku i przekonuje się o tym na własnej skórze (w moim przypadku po prostu przekonałabym się o tym opóźniona o 10-15 lata, co oczywiście może być obiektywnie problemem). Moim zdaniem naturalne jest to, że takie wyobrażenia się ma i nie uważam, aby nieuzasadnionym - nawet w moim przypadku - było przewidywanie swoich zachowań biorąc pod uwagę, jak wyglądają moje inne relacje i analogiczne sytuacje. To, co chcę przekazać: owszem, mam "barierę wejścia" w związek, dysfunkcje do przepracowania, zanim w ogóle zacznę myśleć o budowaniu związku, natomiast myślę, że mogę przewidywać, jak - już po ich przepracowaniu - zachowywałabym się w samym związku z właściwym (to jest istotne) dla mnie mężczyzną. Znowu - nie wiem, czy jest to jasne, bo może brzmieć na wykluczające się, ale trochę chcę się obronić - nie jestem dzikusem, co nie umie w relacje z ludźmi, nie umie tak w ogóle kompletnie w kompromisy i rozwiązywanie konfliktów i ogólnie bycie kompanem. :(
Sam całe życie bezskutecznie poszukuję odpowiedzi na to pytanie, ale wierzę, że warto tę ułudę gonić.
Nie znam cię i z racji tematyki wątku rozmawialiśmy tylko o moich problemach, jednak wydajesz się być mężczyzną z faktycznie rozbudowanym światem wewnętrznym i ciekawymi refleksjami, umiejącym wyrażać te myśli, a być może i poukładanym emocjonalnie (choć to już ocena na wyrost biorąc po uwagę, że bazuję na kilku komentarzach na portalu społecznościowym :D) i mam nadzieję, że uda ci się "dogonić tę ułudę" i osiągnąć, co chciałbyś osiągnąć - czy to miłość czy akceptacja czy ukojenie wspomnianego świata wewnętrznego. :)
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
odpowiedzialna-poetka-67 pisze:
Jestem kobietą, ale pozwolę sobie napisać, bo pewne punkty wydały się znajome :)OPko, jesteśmy swoimi największymi krytykami, spokojnie załóż, że zainteresowany mężczyzna spojrzy na te wszystkie wady przychylniej, o ile w ogóle je zobaczy.W kwestii nieśmiałości i lęku przed spotkaniami z mężczyznami, miałam podobnie. Okropnie bałam się negatywnej oceny i wolałam nie ryzykować. W międzyczasie poczytując różne fora olśniło mnie, że mężczyźni stresują się tak samo, tak samo boją się oceny, ogólnie płyniemy na tej samej łodzi. Dopiero jak mnie były zaprosił na randkę, a podobał mi się fizycznie bardzo, to ogromnym kosztem się przełamałam. I okazało się, że on tych moich wad jakoś nie widzi, a ta bliskość (która wydawała mi się czymś absolutnie abstrakcyjnym) przyszła w swoim czasie naturalnie. Później zmieniłam podejście, że na randki chodzę ocenić, czy druga strona mi się podoba, a nie przejmować się, czy zrobiłam dobre wrażenie - przecież i tak chodzi o to, żeby ktoś mnie polubił taką jaką jestem. Odmawiałam drugiej/trzeciej/czwartej randki mężczyznom, którzy byli super, ale po prostu nic a nic nie poczułam. I byliby w ogromnym błędzie, gdyby wyciągali jakiekolwiek negatywne wnioski na swój temat z tego powodu. Zauroczenia wymykają się prostej logice zalet i wad.Te Twoje dwie pierwsze "wady" o introwertyzmie i byciu sztywnym, brzmią trochę jak ja. Ja pierwszej w ogóle nie uznaję za wadę - mąż się z tego podśmiechuje, ale z drugiej strony ma spokój, żeby sobie pograć w grę cały wieczór, bo ja potrzebuję posiedzieć sama :D Ta druga wada to w ogóle norma dla większości ludzi, mało kto otwiera się od razu, nie ma się czym przejmować. Czy każdy szuka u drugiej strony przebojowego stylu życia? Nie. Dla części będzie to wręcz wada.W kwestii kompleksów fizycznych. Sama miałam takie poczucie, że jest źle, a tyłek to już w ogóle słaby, piersi jeszcze gorsze, miałam nawet znalezionego chirurga na nici, ale nie mogłam się przemóc, żeby się umówić. A tu się okazało, że mąż uwielbia oba i widzę, że nie kłamie, gdy się nimi zachwyca. Całej reszty kompleksów to pewnie nawet nie widzi, a nawet jak widzi to najwyraźniej mu nie przeszkadzają w ogólnym rozrachunku. Tak jak i mi jego. Gdy szukałam fotografa i kamerzysty na wesle, miałam okazję obejrzeć całe mnóstwo par z portfolio i fascynuje mnie jak ludzie dla mnie absolutnie nieatrakcyjni (czy to wyglądowo czy osobowościowo), dla kogoś są miłością życia. No ale o to chodzi w miłości: nie trzeba być ideałem dla wszystkich, tylko tą swoją mieszanką genetyczno-osobowościową uderzyć w nutę, która komuś miło zagra. A ta nuta wcale nie musi składać się z samych społecznie przyjętych norm i pozytywów.Szkoda życia na takie smutki, przejdź się do psychologa, w międzyczasie przełam lęk i umów się z kimś z założeniem, żę będzie niezręcznie i drętwo. Jeżeli nos całe życie zabiera Ci pewność siebie to rozważ operację. Wargi sromowe odpuść, chyba, że powodują ból, to nie jest najbardziej udany projekt natury, mało które są ładne :D
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@Sinuhe_95Sinuhe_95Sinuhe_95Nie masz za co przepraszać. Nie odbierasz nadziei, a raczej racjonalizujesz. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam dosyć życzeniowe myślenie w kwestii związków, które nie przystaje do rzeczywistości. W ogóle jestem zaskoczona rozmową, jaka się urodziła pod postem anona na wypoku. Dziękuję. :) Chciałam jeszcze tylko odpisać na twoją wcześniejszą wiadomość.
Zwróć tylko uwagę, jakiej osoby szukasz.
Jak pisałam wcześniej - nie szukam nikogo, nie randkuję, nie flirtuję, nie angażuję się. Na razie rozmyślam i zastanawiam się nad życiem. Wiem, że najpierw trzeba byłoby ogarnąć siebie, na ile się da, a nie oczekiwać, że ewentualny partner będzie twoim terapeutą. To po prostu nie ma sensu w moim przypadku, bo - jak napisałeś - byłoby to niecelową męczarnią dla obu stron i mogłabym kogoś skrzywdzić, a ja - jak mi się wydaje - dość poważnie podchodzę do emocji innych osób. Miałam w życiu dwie sytuacje, w których raz zachowałam się paskudnie źle, a drugi raz miałam wrażenie, że dałam komuś nadzieję i tę osobę zawiodłam i mimo że upłynęło wiele lat dalej te sytuacje wracają do mnie, wstydzę się ich i dalej mam wyrzuty sumienia. Nigdy więcej. Czysto hipotetycznie - na pewno nie szukałabym wśród typu mężczyzny, który opisałeś i z przyczyn, które opisałeś + w drugim przypadku (chodzi o związek z równie zakompleksionym mężczyzną) dla mnie - brzydko mówiąc - byłaby to desperacja, nie wierzę, że ktoś taki mógłby być ze mną ze szczerego uczucia, a nie z ostateczności.
nie odpowiedziałaś konkretnie, skąd u Ciebie sama potrzeba bycia w związku i czym on dla Ciebie tak naprawdę jest (chyba, że wszystko sprowadza się do wypadów do kina, od czasu do czasu jakaś wycieczka no i s--s).
Z takiego egoistycznego punktu widzenia mam silne poczucie, że omija mnie coś naturalnego dla (prawie) każdej innej osoby i że chciałabym spróbować otworzyć się na takie relacje i frustruje mnie to, że nie umiem nawet zacząć. Jak pisałam wcześniej - ogólnie funkcjonuję normalnie, nie nudzi mi się w życiu. Ludzie może niekoniecznie mnie uwielbiają, bo nie jestem duszą towarzystwa wśród większości, ale raczej mnie lubią, często opisują mnie jako "kochana" (ale może w znaczeniu "mdła, nudna, bez polotu" kto tam ich wie :D). Być może z punktu widzenia osoby trzeciej nawet nie wyglądam na osobę z takimi problemami i mogłoby to być dla nich zaskoczeniem i po prostu czasami nachodzi mnie myśl w stylu "jezuu? dlaczego akurat ja mam takie bariery i nie umiem stworzyć czegoś, co dla większości ludzi jest normalne?! Co jest ze mną nie tak?". Wtedy dopiero jest smutno, jak dociera do mnie ta rzeczywistość :/ Mam poczucie po prostu, że chciałabym być normalna, bo nie umiem tak naprawdę dostosować się/zaakceptować swojej odmienności. Nie ukrywam też, że obawiam się, że jak nawet nie dam sobie szansy na znormalnienie (ale to jest mega trudne dla mnie nawet zacząć), to w przeciągu kilku/kilkunastu lat załamię się tak na poważnie. A ja już miałam epizod depresji w swoim życiu i wolałabym tego nie powtarzać, bo to nic ciekawego.A z takich mniej egoistycznych przyczyn (choć trochę też nie do końca nieegoistycznych), to niezależnie od tego, że lubię być sama, to mam też potrzebę "bycia komuś potrzebną". Chciałabym mieć kogoś, o kogo mogłabym się zatroszczyć, wysłuchać, przytulić, wesprzeć, zrobić kanapkę, jak głodny czy rosół jak chory. Czasami rozważam to w kontekście takiego sensu życia, żeby nie żyć tylko dla siebie (ale to zbyt górnolotne xd), a dziecka nieszczególnie chciałabym mieć, kota jeszcze bardziej. Mam kilka bliskich relacji, nie czuję się samotna, ale to jednak nie jest to samo.Sorka jak coś jest niezrozumiałe i zbyt rozwlekłe, ja często myślę o tych wszystkich rzeczach, ale praktycznie nigdy o nich nie mówię/nie piszę i jest mi ciężko ująć to w słowa.
Czym dłużej z Tobą rozmawiam, tym smutniejsza robi się Twoja historia (mówię całkowicie nieironicznie), wspominasz nawet coś o FWB...
Ludzie tak często żyją, nie smucą się i nie narzekają. Dlaczego nie miałoby to być jakimś rozwiązaniem?
Nie chcę tutaj robić za jakiegoś wielkiego znawcę ludzkiej psychiki, ale temat znam niejako z autopsji (dziewczyna wypisz-wymaluj jak Ty), dlatego staram się pomóc/doradzić :)
to ostatnie pytanie - znasz dalsze losy tej dziewczyny?
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Mój tata zmarł, jak byłam dzieckiem. Później mama cały czas była sama. Niewiele pamiętam z tego, w jaki sposób okazywali sobie miłość, ale raczej nieszczególnie czule, pamiętam, że spali oddzielnie (i cyk przyczyna moich problemów rozwiązana!)
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
fascynujący-lider-77 pisze:
Możesz napisać jak wychowywałaś się między rodzicami? Dokładnie to czy przy tobie okazywali sobie normalnie uczucia bez jakiś oporów? Czy widziałaś jak facet i kobieta się zachowuje gdy są zakochani? Czy rodzicie potrafili włączyć cię do kółka "miłości".
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@Atreyu
z doświadczenia mogę powiedzieć że odpowiedni facet może bardzo tą samoocenę podnieść i zupełnie odmienić twoje życie.
Mogę sobie wyobrazić, że odpowiedni mężczyzna u boku może zrobić rewoltę w życiu (i kobieta też :))
kobiety się tam bardzo różnią między sobą, ale nigdy w życiu nie słyszałem by faceci na to narzekali w jakichkolwiek rozmowach. To nie jest w ogóle coś czym należałoby się martwić
To, czy nie rozmawiają jest inną kwestią, jak na wygląd warg faktycznie patrzą. Zakładam, że mężczyzna z kulturą nie będzie opowiadał swoim kolegom o tym, jak miejsca intymne wyglądają u jego kobiety, natomiast faktem jest, że zdecydowana większość uważa je za nieatrakcyjne. + taki zabieg miałby na celu raczej poprawę mojego komfortu. Ale to kwestia lat, bo na razie szkoda na to pieniędzy.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Sinuhe_95
Z osobą o innym temperamencie długo pewnie byś nie wytrzymała (a on z Tobą).
100% racji. Dlatego nawet nie biorę pod uwagę poznawania, szukania innego typu mężczyzny, bo byłoby to wzajemne zmarnowanie czasu. Uważam, że podobieństwa się przyciągają.
czym jest dla Ciebie związek i czemu chciałabyś w nim być, skoro większość czasu potrzebujesz spędzać sama i dobrze Ci z tym?
Wspólne wypady od czasu do czasu, np. muzeum, teatr, kino, wydarzenia sportowe, podróże (małe i duże( ͡° ͜ʖ ͡°)), rozmowy mniej lub bardziej głębokie, życie jak z przyjacielem + seks. Rozważałam już nawet FWB, ale nie wiem, na ile człon "friends" to faktycznie "friends", bo doświadczenia nie mam w tym. Tak jak napisałam - nie chciałabym być w czymś, co nazwałam, klasycznym związkiem, ale żyjemy w czasach, w których tworzy się różnego rodzaju relację, mniej lub bardziej "związkopodobne" i jedynie w tym widziałabym swoją nadzieję. Inną kwestią jest to, czy osoba z bardziej tradycyjnym podejściem nazwałaby taką relację związkiem. Istnieje szansa, że nie rozumiemy się, bo mamy w głowie inaczej zdefiniowane to pojęcie.
No tego akurat nie wiesz, bo z tego co piszesz, to raz, nigdy nie byłaś w związku, dwa, nigdy nie kochałaś. To, że w głowie masz własną wizję miłości, nie oznacza, że tak to będzie wyglądać w rzeczywistości (bo nie będzie).
Zastosowałam niejako analogię przyjaźni do miłości i snuję te domysły na zasadzie prawdopodobieństwa, ale mogę się mylić. :)
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Sinuhe_95Nie uważam, aby był to przytyk. Uważam wręcz, że masz rację. :) I właśnie dlatego zdaję sobie sprawę, że ciężko byłoby mi wejść w związek i znaleźć mężczyznę z podobnym stylem bycia. Jak na introwertyka (rodem z memów oczywiście tylko) przystało oczekuję, że miłość życia mnie zaskoczy wychodząc w nocy z szafy. Niezależność dla mnie to 1. niezależność finansowa - jestem trochę sknerą. Moje zarobione pieniądze to moje pieniądze. Nie lubię też, jak ktoś płaci za mnie/sponsoruje mnie, jest to dla bardzo niekomfortowe. 2. oddzielne mieszkania albo chociaż oddzielny pokój w jednym mieszkaniu, w którym mogłabym się zaszyć, aby "naładować baterie". Nie umiem wypoczywać, jak ktoś fizycznie jest obok. Muszę być sama. 3. możliwość spędzania znacznej części czasu samej - a to samotny wypad w góry na weekend, żeby się odciąć czy regularnie spędzone wieczory w pojedynkę na własnych zainteresowaniach. Tak żeby nikt nie robił problemu, że potrzebuję takiego wyizolowania się, a nie tak ciągle razem, zespoleni.Nie zrozum mnie źle, umiem spędzać czas z ludźmi, nie jestem jakimś dzikusem. Jak ktoś jest mi bardzo bliski, to czerpię satysfakcję z relacji, jestem gotowa do pomocy, również kosztem własnego komfortu w imię przyjaźni. I dla miłości też pewnie potrafiłabym to zrobić, tylko przyjaźń to mimo wszystko niższy level "bycia razem" niż związek, a mnie nieco przytłacza wizja bycia dyspozycyjną dla kogoś praktycznie 100% czasu. Nawet po czasie spędzonym z najciekawszą osobą czuję się przestymulowana i potrzebuję równoważnego czasu w samotni.Możliwe jednak, że to kwestia dzikich przyzwyczajeń spowodowana wieloletnim stanem wolnym albo po prostu nie trafiłam na kogoś, kogo mogłabym oglądać codziennie i nie wyczerpywać się tym kontaktem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Najważniejsze żebyś starała się zmienić swoje życie dla siebie (wiem, brzmi jak tekst jakiegoś pożal się Boże coacha), a nie robiła tego z myślą, że "poprawię nos i wyleczę AZS, popracuję nad nieśmiałością, to na pewno kogoś znajdę".
Niee, nos chciałabym zrobić dla siebie, żeby nie wzdrygać się za każdym razem patrząc na twarz z profilu i nie czuć się jak Quasimodo xD Nieśmiałość jest uciążliwa tak po prostu, również w innych sferach życia. O tym, jak bardzo choroby skóry mogą być wycofujące i jak bardzo mogą wpływać na samoocenę to nawet nie wspominam... Wiem, że zmiany na lepsze przede wszystkim muszą być dokonywane dla siebie, motywacja ma płynąć z wewnątrz i inne takie kołczowe gadki. :D
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Sinuhe_95Sinuhe_95Sinuhe_95Dosyć ciężko jest mi to opisać, ale przez klasyczny związek rozumiem związek oparty na wzajemnych zobowiązaniach dwójki osób, które większość czasu spędzają ze sobą i planują wspólne życie. Choć jeszcze zobowiązania i planowanie przyszłości wchodziłyby w grę, to ciężko mi sobie wyobrazić (a już nikogo takiego nigdy nie spotkałam w rzeczywistości), że ktoś chciałby być z kobietą, która większość czasu woli spędzać sama i nie przepada za tym, jak ktoś wprowadza chaos w jej życiową rutynę. Chyba nie nadawałabym się do związku, w którym wszelkie aspekty życia dzieli się i konsultuje z drugą osobą i to, co było dotychczas moje/jego staje się "nasze". Wolałabym mieć sporą przestrzeń (i nie, nie chodzi o otwarty związek i seksy z innymi osobami). W wyobrażeniach chciałabym kogoś z kim mam nić porozumienia, bliskość, oczywiście w trudnościach wzajemne wsparcie, pocieszenie i pomoc, lubimy spędzać ze sobą czas, ale - paradoksalnie - na co dzień żyjemy niezależnie. Taki może trochę situationship, ale chyba też nie końca z definicji. Poza tym, tak szczerze? Trochę uważam, że na taki związek klasyczny nie zasługuję.
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
nieugięty-mirek-13 pisze:
Szansa dla Szympansa XD jest zawsze, ale z tego co opisałaś to możesz mieć masę przeszkód które sama sobie stworzysz, a wiesz dlaczego? Bo żeby się zakochać to trzeba jednak puścić (się też ale to później XD) lejce i wtedy prowadzi cię to co masz między nogami z lekką korektą tego to co masz w głowie, a często najpierw głowa wybiera nie świadomie miejsce poszukiwań, a reszta dokonuje wyboru, jak będziesz miała konflikt między tymi organami to będą z tego wynikać problemy których nie da się uniknąć, dlatego najbardziej stabilne i trwałe związki są między ludźmi którzy nie koniecznie są "super ludźmi" tylko nie mają żadnego konfliktu w głowie, a im więcej informacji tym więcej rzeczy rozpraszających i powodujących zamieszanie.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

qs7v2xvu7z98b1ta9aqgglt1

Dodane: 2 grudnia 2024 - 13:01:19
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy